ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Zappa, Frank
The Man From Utopia
(1983, album studyjny)

1. Cocaine Decisions 3:54
2. SEX 3:43
3. Tink Walks Amok 3:38
4. The Radio Is Broken 5:51
5. We Are Not Alone 3:18
6. The Dangerous Kitchen 2:51
7. The Man From Utopia Meets Mary Lou 3:22
8. Stick Together 3:13
9. The Jazz Discharge Party Hats 4:28
10. Luigi & The Wise Guys 3:24
11. Moggio 2:36

Czas całkowity: 40:18
- Frank Zappa (guitar, vocal)
- Steve Vai (guitar)
- Ray White (guitar, vocal)
- Roy Estrada (vocal)
- Bob Harris (vocal)
- Ike Willis (vocal)
- Bobby Martin (keyboards, sax, vocal)
- Tommy Mars (keyboards)
- Arthur'Tink'Barrow (keyboards, bass, guitar)
- Ed Mann (drums)
- Scott Thunes (bass)
- Chad Wackerman (drums)
- Vinnie Colaiuta (drums)
- Craig'Twister'Steward (harmonica)
- Dick Fegy (mandolin)
- Marty Krystall (sax)

1 recenzja

  • Link do recenzji Konrad Niemiec czwartek, 04 październik 2012 22:30 napisane przez Konrad Niemiec

    Album „The Man From Utopia” który ukazał sie w 1983 roku był drugim z serii "impossible guitar parts" Steva Vaia. Pierwszym z nich był wydany rok wcześniej „Ship Arriving Too Late to Save a Drowning Witch”. Niemożliwe partie gitarowe to rzeczywiście najjaśniejsza strona tego albumu, choć generalnie, jest to bardzo dobra płyta. Mniej tu konceptu, więcej muzyki w formie krótkich kawałków. Wersja winylowa zawierała 10 utworów, a wydania na CD były już bogatsze o jeden utwór.
    Tytuł albumu zaczerpnięty został z piosenki napisanej w 1950 roku przez Donalda i Doris Woods, który tutaj także zamieścił Zappa jako "The Man from Utopia Meets Mary Lou"
    Kilka słów o okładce. Stworzyli ją Stefano Tamburini i Tanino Liberatore, dwaj włoscy graficy, który powołali do życia Ranxeroxa. Był on pomyślany jako dziwaczny anty-bohater, który był mechanicznym stworem wykonanym z części kserokopiarki Xerox . Tak więc autorzy byli odjechani, co dobrze wróżyło współpracy z Geniuszem. Dlatego też okładka przedstawiała Zappę jako silnego macho walczącego łapką z komarami. Uważny widz od razu zauważy, że w dole okładki obok nazw innych włoskich miast, widnieje nazwa „Mediolan”. Druga strona okładki to jakby widok od tyłu, a zatem widzimy widownię i ogromny chaos. Widok ten nawiązuje do sławnego wydarzenia, do którego Frank wracał kilkakrotnie (jak choćby w opisie do jednej z części YCDTOSA). W Mediolanie, na koncercie 7 lipca 1982 publiczność była nie do okiełznania. Na scenę leciały różne przedmioty, a widownia nie reagowała na żadne ostrzeżenia. Ochrona koncertu dla uspokojenia postanowiła użyć gazów łzawiących, które później zawróciły w stronę sceny, tak że koncert został przerwany, a Frank z zespołem musiał salwować się ucieczką.
    Muzycznie, to nierówny, ale w sumie bardzo dobry album. Nie wszystkie utwory od razu zapadną słuchaczom w pamięć, ale jak zwykle nie można im odmówić wirtuozerii.

    Płytę rozpoczyna, jak zwykle ironiczny "Cocaine Decisions", który jest satyrą na Yuppies podejmujących decyzje pod wpływem narkotyków, bez których nie mogą pracować na takich obrotach. "Sex" to znów szczera, surowa piosenka, która bezwstydnie omija temat tytułowy, skrzętnie wplatając erotyczne wątki w postaci "Może powinieneś jako niespodziankę użyć białka" i "Większe poduszki, pomagają lepiej popychać".
    "The Radio Is Broken" to kolejna satyra na tworzone w latach ’50 zeszłego stulecia w Stanach filmy Science Fiction klasy B.
    „We Are Not Alone” to znakomity kawałek pop-music, który z powodzeniem można by puszczać w radiu, gdyby znów nie traktowano go jako pastisz prawdziwego utworu. Kapitalny pop, który będziecie nucić.
    „The Dangerous Kitchen” to pierwsza niemożliwych partii gitarowych Stava Vaia z tej płyty. Druga to „The Jazz Discharge Party Hats”. Konstrukcja tych utworów polegała na tym, że Frank śpiewał tekst. Oczywiście podkładem rytmicznym był niesamowity łamaniec, grany przez fenomenalną sekcję, a i sama fraza Franka była niewyobrażalnym połamanym słowotokiem. A kiedy to było już zrobione do gry zasiadał Steve Vai, przestrajał gitarę i nagrywał unisono do śpiewu Franka. Rzecz kompletnie niesamowita zarówno do zaśpiewania, jak i do zagrania. Wszyscy słuchacze myśleli, że to Frank gra i śpiewa te unisona, co byłoby łatwiejsze, bo taką technikę wykorzystywali już inni gitarzyści, choćby Alvin Lee z Ten Years After. Lecz to co się dzieje tutaj, to kompletne mistrzostwo świata. Wyczyn Vaia do tej pory powtórzył tylko jeden gitarzysta – Mike Keneally, który pojechał z Zappą na Jego ostatnią trasę koncertową w 1988 roku.
    Utworem, który mnie najbardziej zapadł w pamięć to „The Man From Utopia Meets Mary Lou”, gdzie w drugiej części Zappa znakomicie sparodiował zespół Bee Gees. Partie wokalne są zaśpiewane dokładnie tak, jakby wtedy w studiu byli bracia Gibb. Rewelacja.
    Na koniec wypadałoby dodać, że uważny miłośnik muzyki, nie mówiąc już o Zappofanach powinien posiadać dwie albo trzy wersje tego albumu. Wersja winylowa, to pierwotny zamysł Mistrza. Następnie pierwsze wydanie CD zrealizowane przez EMI, gdzie na wspólnym krążku znalazły się dwie płyty Man from Utopia / Ship Arriving Too Late to Save a Drowning Witch. Na tym wydaniu utwór Moggio jest w wersji zremasterowanej w 1988 roku. Do tego należy dołączyć całkowicie zremasterowaną wersję z 1992 roku, gdzie Frank dokonał kilku overdubsów, głównie w partiach sekcji rytmicznej (nowe ścieżki zagrali Scott Thunes i Chad Wackerman). No i jeszcze można dorzucić najnowsze wydanie Uniwersalu z 2012 roku.
    Polecam wszystkim lubiącym Zappoklimaty i odkrywcom, którzy nie wierzą co może zrobić człowiek o nazwisku Vai, nazywany przez Franka „Little Itailian Virtuoso”.

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2017 - ProgRock.org.pl
10 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version