ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

UK

UK

Anglia

Druga połowa lat 70-tych nie była dobrym czasem dla muzyki progresywnej, a już na pewno nie była dobrym momentem na powoływanie do życia jeszcze jednej progesywnej supergrupy. Wszak w zaczynającym się okresie rozwalającego wszystko rockowego minimalizmu spod znaku punk rocka (gdzie do gry na gitarze potrzebna była w zasadzie przysłowiowa znajomość trzech akordów) takie zamierzenie mogło wydawać się karkołomne - żeby nie powiedzieć samobójcze.
Niepozorne próby zjednoczenia progresywnego Królestwa nastąpiły na początku 1977 r. Przedwstępnie bohaterami tego zamierzenia byli John Wetton, Rick Wakeman i Bill Bruford. Zamierzenie wydawało się na tyle sensowne że Brufford - będący wówczas tymczasowym perkusistą GENESIS z niejaką ulgą definitywnie pożegnał Phila Collinsa i jego przyjaciół wspominając przy tym: Miałem i tak cyniczne podejście do działalności grupy, której członkowie byli na tyle mili, że jakoś to wytrzymywali.
Skład z Wettonem, Wakemanem i Brufordem odbył nawet kilka prób z nowym materiałem. Jednak tylko kilka po czym Rick Wakeman zniknął ostatecznie za horyzontem. Na udział w tym projekcie nie zgodził się jego menagement. Zwyciężył pragmatyzm czyli ciąg dalszy burzliwej ale w miarę konkretnej współpracy z YES. Poza tym w 1977 r. Wakeman wydał także dwie płyty solowe - na niedomiar pracy więc raczej nie narzekał.

Ponieważ przyszłość nowej grupy rysowała się w tym czasie bardzo mgliście, Bruford zaczął komponować materiał na swoją pierwszą płytę solową. Podjął też próby skompletowania składu mogącego ją nagrać. Jego wybór padł m. in. na jazzrockowego gitarzystę Allana Holdswortha...
Wtedy jednak pojawił się w pobliżu Eddie Jobson - muzyk mający "chwilowo" wolne po blisko trzech latach współpracy z ekipą Franka Zappy. Jobsonowi do artystycznych idei Wettona było o wiele bliżej. Miał także podobne, muzyczne aspiracje i za sobą kilka lat niezrealizowanych nadziei jako kompozytor i muzyk. Latem 1977 r. Królestwo zostało prawie zjednoczone...

Ci, którym rock artystyczny przyniósł olbrzymią satysfakcję i którym marzyło się obcowanie z nim jeszcze przez długie lata, wlali w United Kingdom sporo nadziei. Było to usprawiedliwione choćby tym, iż pierwsze filary nowo powstałego zespołu - John Wetton, Eddie Jobson i Bill Bruford - miały za sobą piękną przeszłość muzyczną.
Eddie Jobson (instrumenty klawiszowe i skrzypce) - "cudowne dziecko brytyjskiego rocka" na poważnie zaistniał na muzycznej scenie (miał wówczas 17 lat) w grupie CURVED AIR - album "Air Cut" z 1973 r. Później były 3 lata współpracy z ROXY MUSIC - Jobson zastąpił tam Briana Eno oraz kolejne 3 lata w zespole Franka Zappy (m. in koncertowy album "Zappa In New York").
Bill Bruford (perkusja) - wielce utytułowany muzyk który przeszedł do historii przede wszystkim za sprawą grup YES i KING CRIMSON. Ale były też inne. Chociażby folkowo - kanterberyjski zespół SPIROGYRA z którym współpracował od 1971 r. oraz progresywna formacja ze Stanów Zjednoczonych - PAVLOV'S DOG w której Bruford pojawił się na płycie "At The Sound Of The Bell" z 1976 r. W drugiej połowie lat 70-tych objawił się jako muzyk jazzowy (współpraca z grupą BRAND X) oraz zaczął być kojarzony ze sceną Canterbury za sprawą bardzo bliskich związków z zespołem NATIONAL HEALTH w początkowym okresie jego działalności. No i GENESIS - pojawił się tam w 1976 r. jako muzyk wspomagający zespół (a przede wszystkim Phila Collinsa) na koncertach. Bruforda grającego w tej grupie można odnaleźć w kompozycji "The Cinema Show" zawartej na wydawnictwie "Seconds Out".
John Wetton (gitara basowa i śpiew) - bardzo ważna postać brytyjskiej sceny muzycznej. Zaczynał w 1971 r. w jazz - rockowym MOGUL TRASH (personalnie była to boczna gałąź COLOSSEUM). Chwilę później pojawił się w zespole FAMILY, ale prawdziwą sławę przyniosły mu prawie 3 lata obecności w KING CRIMSON. Współpracował też z Bryanem Ferrym oraz był koncertowym basistą ROXY MUSIC (słychać go w większości utworów z koncertowego album "Viva !"). W 1975 r. trafił do URIAH HEEP i raczej bezskutecznie próbował przedłużyć artystyczną hossę tej grupy.

Bill Bruford i John Wetton poznali się więc i wspólnie występowali (zresztą z rewelacyjnymi wynikami) w KING CRIMSON. Mówi się także że w KING CRIMSON grał Eddie Jobson, ale jest to twierdzenie nieco na wyrost. Jobson dograł w studiu partie skrzypiec i fortepianu do części koncertowego albumu "USA" i tyle, tak więc jego obecność w tej grupie była raczej teoretyczna. Tym niemniej - jeśli powie się, że UK niejako narodziło się z KING CRIMSON, to nie popełni się wielkiego błędu.

Jak więc widać Wetton, Jobson i Bruford występowali w wyśmienitych zespołach, nagrali wiele bardzo ważnych płyt, ale nie do końca (przynajmniej dla dwóch pierwszych) była to ich własna muzyka. Dlatego też Zjednoczone Królestwo miało być właśnie tą grupą gdzie zrealizują się najpełniej.
Pomysł o powołaniu do życia nowego zespołu narodził się w głowie Johna Wettona. Miałem dość grania dla innych. Bywało, że po koncertach ludzie mówili, że kapela grała kiepsko, a ja odpowiadałem, że owszem, ale to nie moja wina, bo to zawsze była mimo wszystko czyjaś muzyka. Teraz miała być nasza, moja. Podobne słowa mógł wypowiedzieć Eddie Jobson.

Jak już wspomniałem, zespół UK powstał latem 1977 r. jako trio (Wetton, Jobson, Bruford). Po pierwszych próbach doszli jednak do wniosku, że czegoś (a właściwie kogoś) im brakuje i po zaangażowaniu gitarzysty Allana Holdswortha (wybór ten początkowo wydawał się zupełnie naturalny) trio przemieniło się w kwartet, co jednak zaczęło być początkiem problemów.
Allan Holdsworth - muzyk najmniej znany z całej czwórki choć nie mniej utytułowany. Ten wybitny ale często "idący pod prąd" gitarzysta kojarzony był z jazzującą stroną sceny Canterbury. Pierwszą, wielką grupą w jakiej się pojawił była formacja NUCLEUS. W 1972 r. trafił do zespołu Jona Hisemana TEMPEST, a rok później do SOFT MACHINE (album "Bundles"). Do 1976 r. grał także w LIFETIME (supergrupa fusion kierowana przez perkusistę Tony Williamsa) i w GONG. W tej ostatniej zajął miejsce Steve'a Hillage'a a słychać go na płycie "Gazeuse". Brak uznania u szerokiej publiczności rekompensował wielkim poważaniem u mistrzów gitary.    

John Wetton wspominał: Allan doszedł później, gdy zrozumieliśmy, że Eddie nie jest w stanie grać wszystkich partii solowych naraz. Jednak Holdsworth miał nieco inne koncepcje muzyczne niż Jobson i Wetton. Ponownie basista UK: Przyjście Allana do zespołu byto kroplą która przepełniła czarę, ponieważ skierował on muzykę w stronę jazzu. Bill zawsze miał pewne ciągoty do jazzu, ale to potrafiliśmy jeszcze jakoś wyważyć. Kiedy doszedł Allan i zaczął grać jazzowe skale, na niektórych koncertach brzmieliśmy jak dobry rockowy band, ale po niektórych można było odnieść wrażenie, że graliśmy jazz - rock.

Owe rozterki i rozjeżdżające się powoli drogi muzyków grupy oddawał pierwszy album - „U.K." z 1978 r, chociaż słychać na nim, że Wetton i Jobson w sumie zdołali przeforsować własne koncepcje. Zresztą byli oni twórcami większej części materiału, bowiem Bruford współdziałał tylko przy powstaniu trzech utworów, a Holdsworth - jedynie dwóch. Niestety, wspólne nagrania Jobsona, Bruforda, Wettona i Holdswortha spotkały się tylko umiarkowanym zainteresowaniem publiczności, co nie poprawiło atmosfery wewnątrz grupy. Istniejąca w niej od samego początku różnica zdań stawała się coraz bardziej dramatyczna. Eddie Jobson: Allan to cudowny gitarzysta, jeden z najlepszych na świecie. Gdyby chciał, zostałby rockową supergwiazdą. Ale on nie chce. W UK nie chciał grać tych samych partii na każdym koncercie, a John miał dosyć słuchania free - jazzowych solówek. Po udanym tournee po Ameryce postanowiliśmy jednak zreformować skład i grać inaczej. Nie było to spowodowane reakcją publiczności, były to nasze osobiste odczucia. Chciałem być emocjonalnie związany z muzyką, którą graliśmy, nawet gdyby publiczność gwizdała. Kiedy John zaproponował mi przystąpienie do UK, wydawało się to wspaniałe. Ale po roku wspólnego grania czułem się tak samo niezadowolony, jak po dwóch latach grania z Zappą. Miałem już dość kompromisów. Wetton dodawał: Ciągle trzeba było szukać czegoś pomiędzy - żeby było wystarczająco rockowo dla nas i wystarczająco jazzowo dla nich.

W takiej atmosferze - niestety dość charakterystycznej dla zespołów, w których każdy muzyk chce mieć komfort własnej wypowiedzi artystycznej - dalsza wspólna praca nie była możliwa. Prawie natychmiast Bruford i Holdsworth założyli grupę BRUFORD, w której znaleźli się ponadto amerykański basista Jeff Berlin (Bill Bruford miał ochotę na współpracę z tym muzykiem już wcześniej) oraz kanterberyjski wirtuoz instrumentów klawiszowych - Dave Stewart. Zespół nie odniósł co prawda większych sukcesów i cieszył się popularnością jedynie wśród koneserów, ale nagrał cztery wyśmienite płyty. To właśnie na nich jazzowa strona UK znalazła swoją kontynuację.

Tymczasem w 1979 r. publiczność usłyszała i zobaczyła nowe wcielenie UK. Jobsonowi i Wettonowi udało się podebrać szykującego się do pracy w THIN LIZZY perkusistę którym był Terry Bozzio - już wtedy mający opinię perkusyjnego szaleńca. Swoją sławę zawdzięczał wcześniejszemu graniu z grupą Franka Zappy - zresztą razem z Jobsonem. Dwaj liderzy UK postanowili za to nie angażować nowego gitarzysty...
Terry Bozzio: Zaczynałem od grania rock'n'rolla. Potem podążyłem zupełnie inną drogą, by studiować muzykę klasyczną i jazz. Ale wróciłem do rocka, gdy przyłączyłem się do Franka. Potem pomyślałem sobie że równie dobrze mogę pograć w UK.

Druga płyta zespołu - „Danger Money" z 1979 r. zawierała dość zróżnicowany, ale jednak w pełni rockowy materiał i wywołała wśród melomanów duże poruszenie, w czym pomógł sukces utworu „Danger Money", który trochę nieoczekiwanie został przebojem. Duma Wettona i Jobsona była tym większa, że to właśnie ich materiał w całości wypełnił drugi album UK. Wprawdzie trio nadal nie mogło dotrzeć do naprawdę szerokiej publiczności, wprawdzie wręcz krytykowano napuszone brzmienie lecz sukces Jobsona, Wettona i Bozzio był nie do podważenia. Na ten sukces zapracowaliśmy solidnie - mówił Jobson.
Wydawnictwo „Danger Money" okazało się szczytowym momentem w karierze UK. Zespołu łakomie słuchali i ci, którzy jeszcze żywo mieli w pamięci uniesienia rocka symfonicznego, jak i ci, którzy na art rock zwyczajnie się spóźnili, choć oczywiście nie brakowało pogardliwego przypinania łatek ogonów zamiatających po dawnej sławie KING CRIMSON, EL&P, YES lub GENESIS.

Może to dziwna sytuacja, ale kapryśność Wettona a przede wszystkim Jobsona sprawiły, że w szeregach Zjednoczonego Królestwa znów zaczęło się dziać źle. Do tej pory Eddie i John współpracowali ręka w rękę, wymieniali pomysły, ale gdy konflikt poróżnił tę parę, wiadomo było że nad przyszłością orkiestry należy postawić spory znak zapytania. Tylko Bozzio włożył w UK znacznie mniej uczucia - ale dla niego był to kolejny i chyba nie najważniejszy etap w karierze. Nie zawiązała się praca nad trzecim studyjnym albumiem, który niejako zastąpiła płyta koncertowa - „Night Afier Night" z 1979 r.
„Night After Night" - jak na album live przystało - stanowił podsumowanie dorobku grupy. Na jego zawartość składały się utwory pochodzące zarówno z „UK" jak i „Danger Money". Całość uzupełniały dwie premierowe kompozycje - „Night After Night" i „As Long As You Want Me Here". Wskazywały one prawdopodobny kierunek, w jakim Jobson i Wetton zamierzali popchnąć UK - kierunek bardziej komercyjny, ale na pewno mniej ciekawy od drogi obranej poprzednio.
Krążek ten - podobnie jak dwa wcześniejsze albumy Wettona, Jobsona i ich kolegów, należy ocenić bardzo wysoko. Grupa imponowała poziomem wykonawczym i potrafiła pogodzić pewien chłód zakodowany w ich muzyce ze sposobem prezentacji charakterystycznym warunków koncertowych.

Zespół UK formalnie istniał jeszcze w 1980, ale nie powiodły się próby jego autentycznego przywrócenia do życia. Muzycy wzięli sobie po prostu długi urlop, po którym już się nie spotkali. W połowie lat 80-tych pojawiły się co prawda pogłoski o możliwej reaktywacji grupy (w składzie na pewno mieli być jej dwaj wcześniejsi liderzy), ostatecznie okazały się one tylko pobożnymi życzeniami. Dalsza wspólna praca tych dwóch muzyków na długie lata okazała się niemożliwa.

Niełatwo jest podsumować artystyczne zajwisko o nazwie UK, niełatwo jest wyważyć jego plusy i minusy, chociaż przecież te pierwsze mimo wszystko przeważają nad drugimi. Pamiętajmy że wszystkie płyty zespołu są znakomite, a główny cel Wettona i Jobsona - granie naprawdę wielkiej, naprawdę własnej muzyki - został spełniony. W końcu ani wcześniej, ani później nie zaoferowali nic równie interesującego. Cóż, zanosiło się na więcej, a przede wszystkim na dłużej, lecz to tylko wzmocniło swoistą legendę jaka urosła wokół wspólnych poczynań Johna i Eddie'go. Nie zdołali oni odwrócić losów muzyki rockowej, ale ostatnia cegiełka pomnika rocka progresywnego z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych została położona na swoim miejscu. A że nie stało się nic więcej - to przecież nie tylko wina Zjednoczonego Królestwa...

PS 1: Ci wszyscy którzy w 1976 r. wiązali z United Kingdom tyle pozytywnych nadziei zapewne to samo myśleli w 1981 r. w chwili tworzenia się supergrupy ASIA (John Wetton, Steve Howe, Geoff Downes i Carl Palmer). Pamiętamy - nadzieje te zakończyły się zupełnym fiaskiem :)

PS 2: Jak wiemy - Zjednoczone Królestwo powróciło. Zapewne tylko na chwilę, ale jadnak. Jego skład na koncertach w Polsce to: John Wetton, Eddie Jobson, Tony Levin (tego instrumantalisty - jak sądzę - fanom progresywnego rocka przedstawiać nie trzeba) oraz dwaj młodzi muzycy - Greg Howe (gitara) i Marco Minnemann (perkusja).

Paweł Niedomagała

zobacz też: relację z koncertu UK 30 - 3.11.2009, Klub Studio, Kraków
                     recenzję książki "U.K. Presto Vivace" Michała Wilczyńskiego

© Copyright 2007- 2017 - ProgRock.org.pl
10 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version