ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Camel
The Snow Goose
(1975, album studyjny)

1. The Great Marsh (2:02)
2. Rhayader (3:01)
3. Rhayader Goes To Town (5:20)
4. Sanctuary (1:05)
5. Fritha (1:19)
6. The Snow Goose (3:12)
7. Friendship (1:44)
8. Migration (2:01)
9. Rhayader Alone (1:50)
10. Flight Of The Snow Goose (2:40)
11. Preparation (3:58)
12. Dunkirk (5:19)
13. Epitaph (2:07)
14. Fritha Alone (1:40)
15. La Princesse Perdue (4:44)
16. The Great Marsh (1:20)

Czas całkowity: 43:22

dodatkowo na wydawnictwie Decca z 2002 roku:
17. Flight of The Snow Goose (single edit) (2:05)
18. Rhayader (single edit) (3:09)
19. Flight Of The Snow Goose (alternate single edit) (2:49)
20. Rhayader Goes To Town (Live 10-30-1974) (5:07)
21. The Snow Goose / Freefall (Live 10-30-1974) (11:01)

The Snow Goose 2CD deluxe edition 2009

Disc 1

1. The Great Marsh 2:04

2. Rhayader 3:02

3. Rhayader Goes to Town 5:20

4. Sanctuary 1:05

5. Fritha 1:19

6. The Snow Goose 3:12

7. Friendship 1:44

8. Migration 2:01

9. Rhayader Alone 1:50

10. Flight of the Snow Goose 2:41

11. Preparation 3:54

12. Dunkirk 5:25

13. Epitaph 2:07

14. Fritha Alone 1:30

15. La Princesse Perdue 4:56

16. The Great Marsh 1:18

17. Flight of the Snow Goose Bonus Track / Single Edit 2:06

18. Rhayader Bonus Track / Single Edit 3:13

19. Rhayader Goes to Town Live At The Marquee / Bonus Track 5:07

20. The Snow Goose/Freefall Live At The Marquee Live / Bonus Track 11:02

 

Disc 2 (tracks 1-11 recorded live for BBC Radio One “In Concert” 1975, track 12 from BBC 2 “The Old Grey Whistle Test” 1975)

1. Rhayader Goes to Town 5:08

2. Sanctuary 1:12

3. The Snow Goose 3:03

4. Migration 3:31

5. Rhayader Alone 1:43

6. Flight of the Snow Goose 2:56

7. Preparation 2:04

8. Dunkirk 5:10

9. Epitaph 1:16

10. La Princesse Perdue 4:40

11. The Great Marsh 2:00

12. Selections from "The Snow Goose": The Snow Goose/Friendship/Rhayader Goes to Town 9:39

 

- Andy Ward ( drums, percussion, vibes )
- Doug Ferguson ( bass, duffle coat )
- Peter Bardens ( organ, Minimoog, acoustic & electric pianos, pipe organ, ARP Odyssey )
- Andy Latimer ( electric, acoustic & slide guitars, flute, vocals )
Inne albumy wykonawcy: « Moonmadness Rain Dances »

1 recenzja

  • Link do recenzji Michał Jurek niedziela, 02 maj 2010 12:20 napisane przez Michał Jurek

    Zaglądam na stronę ProgRocka już od dłuższego czasu, zatrzymując się przy nazwie Camel. Czy ktoś się złamie i napisze recenzję najlepszej bez wątpienia płyty tego zespołu? Czekam, czekam, i nic. Trudno zatem, trzeba samemu podnieść rękawicę i skrobnąć małe co nieco.
    Zadanie niełatwe: co można nowego napisać o płycie, której właśnie stuka trzydziesta piąta rocznica wydania? Cokolwiek by to nie było, ktoś już na pewno to napisał ;-) *
    Nie ukrywam, Camel to największa miłość muzyczna mojego życia a 'Snow Goose' od kilkunastu lat znajduje się na szczycie listy moich ukochanych płyt. Ale nie bez powodu.
    Ta płyta to ARCYDZIEŁO. Przykład na to, jak można prostymi środkami wykreować niesamowity nastrój, przesycony tęsknotą, melancholią, ale też i radością. Począwszy od pierwszych dźwięków, które mi zawsze kojarzą się z ptakami odlatującymi na zimę do ciepłych krajów, aż po końcową repryzę Camel snuje swoją muzyczną opowieść. Podkreślam 'muzyczną', bo płyta jest w całości instrumentalna, wyjąwszy dwie wokalizy.
    Nie będę tu streszczać tej opowieści i po raz enty wyjaśniać, że płyta ilustruje powieść P. Gallico o przyjaźni dziewczynki, artysty oraz gęsi, której kres nadchodzi wraz z zawirowaniami II wojny światowej, ewakuacją Brytyjczyków z Dunkierki. Nie jest to potrzebne do odbioru tej muzyki, a kto chce, ten sam uzupełni swoją wiedzę na ten temat. Nie ma też sensu opisywanie poszczególnych utworów przez pryzmat tej opowieści. Płyty trzeba bowiem posłuchać w całości, żeby w pełni docenić jej urok.
    Ponoć odróżnić płyty genialne od dobrych można po tym, że po tych pierwszych nie znać upływu czasu. W przypadku 'Snow Goose' zasada ta się sprawdza. Słuchając trudno odgadnąć, że nagrano ją 35 lat temu. Wyraźnie natomiast słychać, że to na tej płycie A. Latimer ostatecznie wypracował swój niepowtarzalny styl gry na gitarze. To na tej płycie zespół w pierwszym składzie osiągnął równowagę twórczą, co znalazło wyraz we współbrzmieniu (a nie rywalizacji) gitary z instrumentami klawiszowymi. To tu również sekcja rytmiczna Ward-Ferguson osiągnęła kruchą równowagę (bardzo kruchą: konflikty między Wardem, który ciągnął w stronę jazzową z Fergusonem, który chciał grać hard-rockowo doprowadziły wreszcie do odejścia tego ostatniego z zespołu), co umożliwiło idealne spojenie zaskakujących niekiedy zagrywek perkusyjnych Warda z pulsującą linią basu.
    Piękna płyta. Posłuchać obowiązkowo!
    Polecam przy tym zaopatrzenie się w tegoroczną wersję zremasterowaną, która oprócz płyty studyjnej z bonusami zawiera także dodatkowy dysk z koncertem Camela i z fragmentami audycji radiowych. Na uwagę zasługuje zwłaszcza koncert. Można posłuchać, jak panowie radzili sobie z nagraniami na żywo, bez wstawek orkiestrowych, które znalazły się na płycie studyjnej. Efekt jest bardzo ciekawy. Utwory zyskują dynamikę i rockowy pazur.

    * Ten ktoś to między innymi ja. Lwią część tej recenzji zamieściłem kiedyś na stronie Rockserwisu. Ale że poglądów nie zmieniłem, to i recenzja się ostała.

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2017 - ProgRock.org.pl
10 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version