ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Fryvolic Art
Crashendo
(2014, album studyjny)

01. Uzi in Jacuzzi - 2:34
02. Karmasutra - 5:31
03. Sayonara - 2:54
04. Call of Beauty - 3:57
05. Dreamcatcher - 2:23
06. Plain Sailing & A Mystic Light - 5:42
07. Crashendo - 4:12
08. Whatever 2:23
09. The Chasm (XX Anniversary Version) 5:35
10. [hidden track] 2:00

Czas całkowity - 37:11

 

- Emil Bonifaczuk - gitary, bas, ukulele, instrumenty perkusyjne, sampler, wokal

1 recenzja

  • Link do recenzji Paweł Tryba sobota, 20 grudzień 2014 10:16 napisane przez Paweł Tryba

    Konsekwentnie szukam ciekawych rzeczy na obrzeżach muzycznego rynku. Bo rynek ten jest trochę jak polski naród u Mickiewicza. Z wierzchu zimny i plugawy („X-Factor”, „SuperStarcie”, „Voice Of Poland” – to było do was!), lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi. Plwam więc na ekran telewizora i zstępuję do głębi, tym razem znajdując tam takie oto dziwo.

    Fryvolic Art to one-man band, projekt studyjny poznaniaka (to może tłumaczyć „ekonomiczny” skład) ukrywającego się pod pseudonimem Fryvolic. Artysta ten tworzy od lat już dwudziestu, pod kilkoma pseudonimami. Zaczynał od muzyki elektronicznej robionej na… Amidze (nastolatkom wyjaśniam – były kiedyś takie komputery.), by potem przejść do bardziej rockowych dźwięków generowanych wyłącznie na polskich gitarach Defil. Płyty (a dawniej i kasety! Łezka się w oku kręci!) wydaje w ograniczonym nakładzie, ostatnio założył netlabel, gdzie swoje ostatnie dokonania udostępnił do darmowego ściągnięcia. A wczoraj udostępnił przedświątecznie kolejny album. No to posłuchajmy!

    Z czym to się je? Fryvolic podaje na swojej stronie szerokie inspiracje. Floydzi, Mark Knopfler, Anathema, Dead Can Dance… Coś z twórczości każdego z wyżej wymienionych przeniknęło do jego muzyki, ale udało mu się to sprowadzić do wspólnego mianownika. Sam nazywa swój styl gitarowym chillloutem i ma sporo racji. Mimo sugerującego raczej gitarowy łomot tytułu „Crashendo” płynie sobie leniwie, podobnie jak poprzednie pozycje poznaniaka. Ale też mimo tej sielanki słychać, ze Fryvolic z niejednego (gitarowego) pieca jadł chleb. Lekką zmyłkę w postaci ostrzejszych riffów (ale spokojnie, to nie thrash metal!) dostajemy tylko w otwierającym stawkę „Uzi in Jaccuzi”. W takiej na przykład „Karmasutrze” słyszę w partiach akustycznych echa gitarowego stylu Dominica Millera (wiernego kompana Stinga). Tytuł sugeruje jakiś romans z muzyką indyjską – ale ja tu go nie stwierdzam. Ale już w „Say-o-nara” orientalne, quasi-japońskie motywy stanowią kanwę utworu. W „Dreamcatcher” z kolei pobrzmiewa amerykański folk rock. Podoba mi się intymny dialog gitarzysty z instrumentem w „Plain Sailing and Mystic Light” i „Whatever”. Utwór tytułowy to ewidentny ukłon w stronę The Shadows, względnie całej masy zapomnianych surf rockowych zespołów sprzed pół wieku. Akustyczne „The Chasm” to ponownie nagrana przez gitarzystę kompozycja sprzed dwóch dekad. Jeśli mam być szczery, kompozycyjnie odrobię odstaje, widać że przez ten czas Fryvolic zrobił spore postępy. A na koniec mamy jeszcze niezatytułowany „hidden track”, który wyjaśnia przyczynę premiery „Crashendo” tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie będę zdradzał, posłuchajcie sami. Jasne, mógłbym zgłaszać zastrzeżenia do chwilami zbyt prostej perkusji, do brzmienia całości, które mogłoby być ciut głębsze (taka już robota recenzenta, że musi dostrzegać i mankamenty), do trochę niedobranej barwy klawiszy w „Call of Beauty”, ale te lekkie braki nie przeszkadzają mi ocenić całości pozytywnie. Muzyka Fryvolic Art nie jest wielka, wybitna czy natchniona. Nie popadajmy w przesadę. Jest natomiast szczera, ładna i dobra, wywołuje przyjemne uczucia. A to już sporo.

    Muzyka tła, ale inteligentna. Ktoś tu się wysilił, żebyś Ty, słuchaczu, mógł się teraz wyluzować. Na pewno bardziej wysilił niż programując jakieś ambientowe szumy na kompie. Tak sobie myślę, że Fryvolic to materiał na twórcę muzyki filmowej. Takiej onirycznej, w stylu Barry’ego Adamsona albo Angelo Badalamentiego. Czyta to jakiś reżyser?

    Punktowo: leciutko naciągane 3,5/5

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2017 - ProgRock.org.pl
10 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version