Logo
Wydrukuj tę stronę

 

No to jestem...
Ostatni mój koncert w tym roku - wypadło niespodziewanie na STEVE'A HOGARTHA w krakowskim klubie "Rotunda". Chłodny, grudniowy wieczór, zbierają się grupki zagorzałych fanów na schodach klubu.
Cieszy mnie, że jest dużo młodzieży, ale i nie brak ludzi w średnim wieku. Publiczność widać oddana, wiele ubranych w firmowe koszulki z Marillion.
Sala kameralna, na scenie mnóstwo świec, podkreślających magię wieczoru...
Jest też dyskretnie przykryty fortepian elektryczny i laptop Apple'a, gdzie spoczywają sample perkusji oraz programowanie efektów pogłosowych. Z boku szklanka wody i dwa piwka na ochłodę rozgrzanych strun głosowych. Skromnie, prosto, by nie powiedzieć spartańsko.
O godzinie 20.03 na scenę wkracza dziarsko niewysoki jegomość w ciemnopopielatym garniturze i jeansach, zasiadając za fortepianem elektrycznym wita się i po prostu zaczyna wieczór.
Niby nic. Prosto, krótko, z uśmiechem, a coś w środku mówi mi, że właśnie zaczęła się magia...
Przy pomocy prostych środków przekazu Artysta oczarował kilkaset osób w sposób szczególny, dodając do tego swój urok, niezaprzeczalne atuty wokalne (tak to pisze ja - stary "Fishowiec")
Słyszymy przekrój kilkunastu utworów z repertuaru MARILLION oraz kilka coverów w wykonaniu Hogartha. Czegóż tu nie ma? Wspaniałe, porywające wersje "Estonii", "Waiting To Happen", "Easter","Beautiful", "Cover My Eyes" czy "You're Gone" znane z wykonań zespołu macierzystego, ale także mnóstwo coverów, min. lennonowskie, cudownie wykonane "Imagine" oraz "Instant Karma', wspaniały klasyk - jak powiedział Hogarth, jego ulubiony - "Famous Blue Raincoat" LEONARDA COHENA, "Whole Of The Moon" grupy THE WATERBOYS oraz brawurowo wykonane "Cloudbusting" z repertuaru KATE BUSH, o które nota bene kilkakrotnie prosiła publiczność.
Czas szybko leci, a magia trwa nadal.
Wokalista zadziwia naprawdę doskonałymi warunkami głosowymi, poruszając się płynnie od wspaniałych falsetów do granic głębokich barytonów w sposób łagodny i tak przez ponad dwie godziny.
Szacunek wielki, bo to doprawdy jest wysiłek. Całość przeplatana opowiastkami i rozmowami z publicznością. Choćby o historii zakupu swojej marynarki, czy butów. Jest przy tym niezwykle dowcipny, na swój sposób wzbudzając sympatię i pokazując nawet niezłe zdolności mimiczno-aktorskie. Takiego Steve'a też nie znałem.
Mam nieodparte wrażenie, że tu na scenie Hoggy bardziej jest sobą, doskonale panując nad show, niż będąc trybem w maszynie MARILLION. Taki kameralny występ dopiero w pełni ukazuje klasę artysty, bo nie byłem na przykład świadom tak dużych umiejętności muzyka jako pianisty.
Zachwyciła mnie również jakość nagłośnienia sali.
Choć nieduża, doskonale wszystko brzmiało (może za wyjątkiem kilku nieznanych efektów akustycznych, stuków gdzieś w tle sceny). Praca akustyków świetna, zwłaszcza w momentach kiedy wokalista przechodził z pianissimo do fortissimo, wszystko kryształowo było słychać, co jest dla mnie niewątpliwie na plus.
O 22.00 ostatnim utworem zakończył się występ i teraz zaczęło się... Zasłużone standing ovation.
Trzykrotnie wyciągany na scenę Artysta wykonał na pożegnanie jeszcze kilka utworów, wśród których właśnie nie zabrakło "Cloudbusting" KATE BUSH.
Wszyscy przeszczęśliwi, wszyscy rozmiłowani w subtelnych dźwiękach, które przez ponad dwie i pół godziny karmiły nasze dusze.
O godzinie 22.23 ostatecznie, zabierając swój laptop, artysta udał się za kulisy, gdzie planowane było spotkanie z fanami.
Świeczki dogasały i wiadomo już było, że magia musi się kiedyś skończyć...
Wspaniale spędzony muzyczny wieczór, wiem, że byli tam ludzie, którzy rozumieją i chłoną taką muzykę i na pewno nie zmarnowali ani jednej nutki. Widziałem w oczach wielu ludzi autentyczne łzy, bo przecież emocje i przeżycia grały w tej muzyce również swoja wielką rolę. Polecam każdemu miłośnikowi muzyki, która trafia do serca, natomiast miłośnikom umpa-umpa radzę takie imprezy omijać z daleka.
Dziękuję również mojej niesamowitej muzycznej Przyjaciółce Beacie Janickiej za wsparcie na koncercie i poznanie dzięki Niej kilku wspaniałych, muzycznie zakręconych ludzi.
Pozdrawiam również niezwykle serdecznie trzy młode Gracje z pierwszego rzędu po prawej, w czapeczkach mikołajowych (świetne!) oraz ich Szanownych Rodziców z rzędu trzeciego!

(C) Mirosław Hejduk 2013

 

 

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.