ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Post Profession
Frozen Feelings
(2014, album studyjny)

Frozen Feelings
Oceń ten artykuł
(20 głosów)

 

01. Intro - 1:27
02. Seven Rivers - 6:41
03. Frozen Feelings -  6:35
04. Light of Eternity - 6:14
05. Nateo - 7:05
06. The Call of The Wild - 5:17
07. Never Let Me Down Again - 6:45
08. Tsunami - 6:29

Czas całkowity - 46:32

 

- Grzegorz Bodzioch - wokal
- Miłosz Płachciński - gitara
- Maciej Narski - gitara
- Piotr Czernik - gitara basowa
- Piotr Smok - perkusja

 

Wyświetlony 2589 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « A Few Minutes Before...

1 komentarz

  • Link do komentarza Ryszard Lis poniedziałek, 08 wrzesień 2014 22:37 napisane przez Ryszard Lis

    Właściwie mógłbym całą recenzję płyty „Frozen Feelings” ująć w kilka niezbyt długich zdań:

    Na początek akustyczne „Intro”, które przenosi nas w inny muzyczny wymiar. Delikatne gitarowe dźwięki tylko przez ponad minutę koją dusze, by ostro i nagle przejść w ciężki i potężny „Seven Rivers”. Tytułowe „Frozen Feelings” pokazuje muzyczne, metalowe możliwości na najwyższym poziomie z dualnym elementem kompozycyjnym. „Light of Eternity” to niemal hołd złożony Metallice. Promowany w Internecie „Nateo” jest szybki, żywiołowy niczym pokaz działania męskiego testosteronu. Instrumentalny “The Call of The Wild” udowadnia, że nie trzeba słów by przekazać emocje w muzyce. Przechodząc do „Never Let Me Down Again” otrzymujemy potężną dawkę pierwotnej energii z ciekawym, końcowym efektem zmieniających się stacji radiowych, w których słychać… różne kawałki kawałków Post Profession. Uwieńczenie płyty to zawrotnie szybkie, potężne „Tsunami”, czyli czad i bezkompromisowa moc ukoronowana melodyjną partią gitar akustycznych!



    … postanowiłem być jednak bardziej epicki i z pewnym rozmachem pokazać, jaką pracę wykonali członkowie zespołu Post Profession. Stąd wziął się ciąg dalszy. Wobec tego zapraszam do lektury!

    „Schodząc ze wzgórza zobaczyłem mężczyznę. Był niczym zamarznięty głaz. Siedem – tak brzmiało jego imię.
    Lepiej nie wymawiaj tego imienia, jeśli chcesz przeżyć (…)”
    „…tak zaczyna się ta historia, jeśli tu jesteś nie ma już odwrotu, daj mi swą rękę… Chodź.”

    Wprawdzie to nie tak zaczyna się ta płyta, bowiem to początek drugiego utworu, jednak te słowa świetnie spasowały, jako otwarcie (jakby nie było już drugie). Prawdziwy początek to delikatne, spokojne, nastrojowe dźwięki gitar w „Intro”, które gościnnie wzmocnił akustycznym gitarowym solo - Mikołaj Podolski. „Wstęp” nagle, bez uprzedzenia, niczym uderzenie ciężkiego młota w kowadło przeradza się w brutalne, nieoczekiwane spotkanie z betonową ścianą dźwięków. To „Seven Rivers”, które wali okutym, metalowym obuchem między oczy. Za metalowe zbrojenie wszystkich muzycznych konstrukcji odpowiadają gitarowe riffy duetu: Miłosz Płachciński i Maciej Narski, powodując wypadanie plomb z zębów. Potężny, nieugięty szkielet i fundament stanowi sekcja rytmiczna panów Piotrów: Smoka i Czernika. Szorstką i zimną elewację tworzy chrapliwy, zadziorny wokal Grzegorza Bodziocha. Całość to bezsprzecznie spójny, ciężki i monumentalny kawał dobrej thrashowej muzy.

    Kwintet Post Profession – 9tego września 2014 wydał swoje kolejne (drugie już) muzyczne dzieło nazywając je: „Frozen Feelings”. Po udanym albumie z roku 2012 zatytułowanym: „… A Few Minutes Before” przez niemal dwa lata doskonalili swe rzemiosło na rzecz jeszcze potężniejszego uderzenia, kolejnych kompozycji, jeszcze ciekawszych melodii i pracy nad jednolitą, spójną formą. Czerpiąc natchnienie z najlepszych thrashowych wzorców, doskonale i umiejętnie przeplatając szybkość z melodyką, wypuścili na światło dzienne zupełnie nową jakość.

    Wykorzystali wszystko to, co najszybsze w SLAYERZE, bezkompromisowe w SEPULTURZE, aroganckie w MEGADETH, zaskakujące w SYSTEM OF A DOWN, melodyjne w ANIHILATORZE („Intro”), najcięższe i najwolniejsze w ANTHRAXIE i wszystko to, czego obecnie zabrakło METALLICE, a co wyniosło ją na wyżyny w czasach „Master of Puppets” i „… And Justice For All”. Całość zgrabnie skomponowana, niepopadająca w przesadne kopiowanie czy pastisz. Dźwiękowo wszystko jest tu inteligentnie splecione, połączone. Jednym słowem to, co sprawdzone, znane i lubiane na nowo odnalazło się w aranżacjach POST PROFESSION. Niektóre kawałki panowie mieli już w zanadrzu od 2010 roku lub nawet wcześniej. Wtedy też na koncertach można było już usłyszeć „Nateo” i „Tsunami”, a w krakowskiej Rotundzie w roku 2012 suportując KAT&Roman Kostrzewski, zagrali „Seven Rivers”.

    Album „Frozen Feelings” to w pełni profesjonalny zestaw ośmiu kompozycji, z których jak przystało na kanony thrashu, każdy trwa blisko, albo w większości ponad 6 minut. Muzyka została opakowana w ładnie wykonany digipack z książeczką zawierającą teksty i zdjęcia zespołu. Wizualnie całość zaprojektowano wokół szaro-niebieskich, lodowych poświat, a na okładkę płyty wstawiono bezręką boginię, damskiego manekina. Owa „Lady Freeze” jawi się, jako ubezwłasnowolniona postać “Lulu” z albumu Lou Reeda i Metallicy czy też ślepa rzeźba zwana „Lady Justice”.

    „Powiedz mi gdzie jesteś, Pokaż swoją twarz, Daj mi rękę, Chodź.”

    RYTM na płycie wyznacza potężny beat perkusji. Skomplikowane przejścia, nagłe przyspieszenia i zwolnienia, zatrzymania jak chociażby zmiana tempa w „Frozen Feelings”. Piotr Smok grzeje równo po garach w każdym kawałku. Dźwięki perkusji współpracujące i zsynchronizowane w każdym calu z mięsistym basem. Piotr Czernik i jego gitara basowa mają nawet swoje kilka chwil prawie wyłącznie dla siebie. Rytm na płycie wyznaczają też ciężkie riffy sfuzzowanych gitar duetu: Płachciński i Narski, niekiedy szaleńczo gnając do przodu, czasami ciężko i powolnie budujące nastrój, wtórujące sobie nawzajem jak chociażby w drugiej części „Frozen Feelings”.

    TEMPO to momentami iście szatańskie napier(…)anie perkusji („Tsunami”, „Nateo”), ale również ostra jazda gitarowa w „Never Let Me Down Again”.

    ŚPIEW a w zasadzie wokal to głównie mocny, niski growl. Niemal wszystko wykrzyczane po angielsku przez Grzegorza Bodziocha. Są wielogłosy, przeplatane frazy – krzyczane, śpiewane, szeptane. Są quasi-chórki jak w „Light of Eternity”. Jednak dramaturgii poszczególnych utworów dopełniają polskie, nasze, rodzime, szeleszczące szepty i ciche deklamacje. W pięciu utworach („Seven Rivers”, „Frozen Feelings”, „Nateo”, „Never Let Me Down Again”, „Tsunami”) znalazły się słowiańskie wstawki budujące zupełnie inny nastrój niż klasyczne thrashowe patenty. Jednocześnie ciche i niesłyszalne z drugiej jednak strony donośne, słyszalne i łamiące utarte konwencje.

    „Daj się nieść, słuchaj szeptów, a gdy krzyczą odwracaj głowę, Zazwyczaj Ci, którzy mówią głośno nie mają nic do powiedzenia. Słuchaj wiatru, to on Ci powie prawdę. To on zbiera wyznania przestraszonych miłości. Idź tam gdzie Cię poprowadzi, Idź zaufaj ludziom z cienia, Daj mi dłoń, Chodź”.

    MELODIE są tu niemal wszędzie. Od pierwszego dźwięku akustycznej gitary otwierającej płytę („Intro”) po utrzymane w podobnym stylu delikatne gitarowe zamknięcie („Tsunami”) spinające muzyczną klamrą cały album. Są podwójne, wtórujące sobie dźwięki gitar („Frozen Feelings”), są szalone solowe galopady i łagodnie wijące się w przestrzeni dźwięki wydobywane z instrumentów przez obu gitarzystów w „Light of Eternity”, czy też w instrumentalnym „The Call of The Wild”, w którym świetnie realizuje się muzycznie również manager i były członek zespołu: Krzysztof Hacik. Znajdziemy też niezwykłe gitarowe popisy w „Never Let Me Down Again”. Znalazło się też miejsce dla gitary basowej, która pracując nieprzerwanie, niczym czterocylindrowy silnik, ma krótką chwilę, by zabrzmieć nieco indywidualnie w „Tsunami”. Być wyraźnie słyszaną w „Never Let Me Down Again”, czy zaznaczyć swój mocny akcent w początkowej fazie „Frozen Feelings”.

    CIĘŻAR GATUNKOWY to moc, wypełniająca przestrzeń, ale jednocześnie cały zestaw dźwięków rozpędzonych do szaleństwa („Tsunami”). Kompozycje są niezwykle selektywne, nie zlewają się, nie szumią, ale wybrzmiewają, są melodyjne i w zasadzie każdy instrument znajduje swoje miejsce, swój kawałek terytorium do pokazania pełni możliwości.

    Ten ZESPÓŁ to konglomerat indywidualności i niezależności. Wewnętrznie jednak mocno spójny. Każdy ma tu coś do powiedzenia, zagrania, zaśpiewania i uzupełnienia. W zasadzie pięć żywiołów: OGIEŃ, WODA, ZIEMIA, POWIETRZE i LÓD. ZIEMIA: twarda i mocna, potężna niczym skała, to trzon, fundament, podstawa: Piotr Smok (perkusja) i WODA: spójna i nieustępliwa Piotr Czernik (gitara basowa). Z wyglądu niepodobni, z zachowania niemal identyczni: pozornie wycofani, zamknięci, jednak zespoleni potężną mocą powodującą tąpnięcia tektoniczne wywołujące „Tsunami”, które niszczy, przeraża, powala. OGIEŃ: żywioł nie do opanowania. Jednocześnie fascynujący, co niszczycielski. To Miłosz Płachciński (gitara), a jego uzupełnienie to ruchome POWIETRZE, wiatr, wirujący pęd, podsycający ten OGIEŃ do jeszcze większego gorąca i wyższych płomieni: Maciek Narski (gitara). Dwa przeciwieństwa, nie do okiełznania, dwa bieguny ekspresji i szaleńczego muzycznego wigoru, wywołujące dźwiękowe tornada. A na koniec LÓD: mróz, zimno, szron, lodowa zamieć: Grzegorz Bodzioch – ochrypły głos, ale też siła spokoju, majestat i opanowanie. Okala całość, spaja, trzyma w ryzach, nie dając nikomu wyjść poza ustalone ramy.

    „Nie czekaj, weź głęboki oddech, rozkrusz lód. Chodź”

    Uwieńczeniem płyty jest zadziorny, szybki, natrętny kawałek nazwany „Tsunami”. Brzmi niczym nadciągający rój rozwścieczonych śmiercionośnych pszczół. Jak nadciągający kataklizm, przed którym nie ma ucieczki. Jak nieuchronny koniec, który niesie klęskę. Zniszczenie, anihilacja i zagłada. Końcówka utwory i jednocześnie całej płyty jest jednak zaskakująco spokojna, łagodna, cicha i przyjemna. Niczym cisza po burzy. Dźwięki gitar rozpływają się w przestrzeni, wyciszają się, zanikają…

    „Tak kończy się ta historia życia i śmierci, miłości i nienawiści, zamrożonych uczuć.
    Puszczam twą dłoń przyjacielu, idź, po prostu idź.”





    P.S. Żeby jednak nie było za słodko, muszę dorzucić przysłowiową „łyżkę dziegciu”. Jest to ewidentny minus za "niedopatrzenia" w słownictwie, nazewnictwie, interpunkcji i ortografii zamieszczonej w książeczce. Raz mamy „Frozen feelings” a gdzie indziej „Frozen Feelings”, to pojawia się „on” to znów „On”. Niby nie ma znaków przestankowych (taki zamysł autorski jak rozumiem), a jednak w paru miejscach przypadkowo (?) się pojawiają… Brak konsekwencji, brak korekty czy emocje związane z wydaniem kolejnej płyty?

    Moja ocena 9/10

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version