ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Gallileous
Moonsoon
(2019, album studyjny)

01. Moonsoon - 4:13
02. With The Bliss to Abyss - 4:34
03. A Castle In The Purple Fog - 6:39
04. Dance With The Planet Caravan - 3:42
05. From Me To You - 3:49
06. Boom Boom Disco Doom(Kill the Alarm Clock) - 7:53
07. Gap Between The Words - 5:58
08. The Inside Planet - 5:48
09. Wasteland - 5:40

Czas całkowity - 48:14

- Anna Pawlus – wokal, syntezator
- Tomasz Stoński – gitara
- Paweł Cebula – gitara basowa
- Michał Szendzielorz – perkusja

Wyświetlony 845 razy
Inne albumy wykonawcy: « Stereotrip

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński piątek, 03 styczeń 2020 23:20 napisane przez Gabriel Koleński

    Nie dość, że za chwilę kończy się kolejny miesiąc, to jeszcze tym razem kończy się również rok. Oznacza to, że mam niewiele czasu, by nadrobić różne zaległości AD 2019. Jedną z nich jest najnowsza płyta zespołu Gallileous, zatytułowana „Moonsoon”. Poczucie humoru i patrzenie na świat nie tylko z przymrużeniem oka, ale i z wysokości kosmosu, ujawnia się tu głównie w tytule płyty i tytułach poszczególnych utworów. Okładka została zrobiona z poszanowaniem dla tradycji stonerowej, czyli jest odpowiednio psychodeliczna i oderwana od rzeczywistości (polecam też plakat dostępny w środku). Za to muzycznie jest już bardzo poważnie, choć atmosfera jest ogólnie mocno wyluzowana.
    Pierwsze trzy utwory jeszcze nie pokazują w pełni potencjału tej płyty, ale już jest bardzo przyzwoicie. Otwierający album utwór tytułowy jest niesiony przez chwytliwy riff gitarowy, mocną sekcję rytmiczną i przede wszystkim cudowny wokal Anny Pawlus. Zadziorny głos wokalistki przebija jak szpikulec do lodu, ale tuż przed tak piękną śmiercią, każdy zobaczy twarz Boga. „With the Bliss to Abyss” jest bardziej melodyjny i trochę odjechany na space rockową modłę, w stylu Monster Magnet, z chórami i klawiszowymi wstawkami. Riffu, który rozpoczyna „A Castle in the Purple Fog”, nie powstydziłby się sam Zakk Wylde, ale zwrotki są spokojne. Jednak kawałek kończy fantastyczna, prawie heavy metalowa galopada i długi, kosmiczny pasaż gitarowo-klawiszowy. Aż kryształowy Gabriel puścił oko (nie, to nie moja fantazja, sprawdźcie tekst). W tym momencie zaczyna się magia, która trwa już praktycznie do końca. Zabawnie zatytułowany „Dance with the Planet Caravan” zaczyna się niczym ballada, którą śpiewa się po pijanemu przy ognisku, ale po przejściu perkusji wchodzi nośny riff, a utwór znacznie nabiera mocy i tempa, zwłaszcza w chwytliwym refrenie. „From Me to You” łączy w sobie staromodny, rock’n’rollowy rytm z westernowym klimatem. Całość brzmi jakby powstała na południu Stanów Zjednoczonych i jestem przekonany, że świetnie by się przy tym przemierzało prerię. Singlowy „Boom Boom Disco Doom (Kill the Alarm Clock)” też okraszono hipnotyzującym, tym razem synkopowanym rytmem, który każe ruszać w drogę, choćby nie było dokąd. Szczególnie wkręcająca jest druga połowa utworu z dwiema transowymi partiami – jedną z wysuniętą do przodu wokalizą oraz drugą z solówką na moogu. To właśnie tego typu dodatki i niemal progresywne rozbudowanie niektórych kompozycji decydują o wyjątkowości nowego albumu Gallileous. Mimo sugerującego to tytułu, „Gap Between the Words” nie jest utworem instrumentalnym. Tutaj zespół zwalnia, serwując niemal doom metalowy riff i posępny klimat, ale w połowie perkusista znów włącza piąty bieg, by uderzyć niczym High On Fire, tylko wokal jest przyjemniejszy dla ucha. „The Inside Planet” można na upartego nazwać power balladą, ale nie taką w pościelowym stylu lat 80-tych. To rasowy killer z emocjonalnym śpiewem i wystrzeliwującym w kosmos wzmocnieniem, które zastępuje refren. Idealnie pasuje tu solówka gitarowa pod koniec, która przekrzykuje się z resztą. Album zamyka utwór „Wasteland” i robi to w stylu znanego z treningów jogi powiedzenia „praktykę należy zakończyć godnie”. Piaszczysty, brudny riff, soczyste solo gitarowe i fajny refren są jak delikatny deser po tłustym, ale pysznym daniu.
    Gallileous wykonał nieprawdopodobną pracę od czasu ostatniej płyty. „Stereotrip” była bardzo obiecująca, ale jeszcze surowa, trochę nieokiełznana. „Moonsoon” pokazuje zespół w pełni zgrany, rozwinięty, pełen wspaniałych pomysłów, które potrafi skutecznie realizować. Poszczególne partie umieszczono dokładnie tam gdzie powinny być, na bogato, ale bez przesady i przepychu. W USA jest na pęczki zespołów grających podobnie jak Gallileous, w Polsce nurt stonerowy rozwija się powoli, ale skutecznie. Na tym tle, ekipa z Wodzisławia Śląskiego zdecydowanie wyróżnia się, nie tylko ze względu na wokal Anny Pawlus, ale też ogólny talent kompozytorski i zmysł do aranżacji. W „Moonsoon” wsiąka się gładko i głęboko od pierwszego przesłuchania, a z czasem chce się do niej tylko coraz bardziej wracać, jak do dobrej kochanki. Chyba nie muszę mówić, że polecam okrutnie?
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version