ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Avatar
Black Waltz
(2012, album studyjny)

Black Waltz
Oceń ten artykuł
(7 głosów)

01. Let Us Die - 4:12
02. Torn Apart - 6:29
03. Ready For The Ride - 3:14
04. In Napalm - 5:32
05. Black Waltz - 5:58
06. Blod - 3:34
07. Let It Burn - 3:32
08. One Touch - 4:17
09. Paint Me Red - 4:27
10. Smells Like A Freakshow - 4:53
11. Use Your Tongue - 9:33

Czas całkowity - 55:41

 

- Johannes Eckerström - wokal
- Tim Öhrström - gitara
- Jonas Jarlsby - gitara, dodatkowy wokal
- Henrik Sandelin - gitara basowa
- John Alfredsson - perkusja

 

Wyświetlony 4143 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak piątek, 09 listopad 2012 14:25 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Panie i panowie, chłopcy i dziewczęta! Dzisiaj w naszym ProgRockowym cyrku rzecz nietypowa! Zapomnijcie o pięknych melodiach, wyniosłych refrenach i anielskich wokalach… Dziś będzie szybko, agresywnie i brutalnie, ale nie zabraknie przy tym popisowych numerów! Przed państwem, jedyni i niepowtarzalni cyrkowcy ze Szwecji…. Avatar!

    Wiele osób uważa death metal za gatunek całkowicie bezwartościowy pod względem muzycznym, który pozbawiony jest jakiejkolwiek melodyjności. Cóż… Jak to niektórzy mawiają: „de gustibus non est disputandum” i przyznam się szczerze, że sam, od czasu do czasu, lubię pomachać głową przy brutalnych riffach i niskim growlu, oczywiście w granicach rozsądku. Jeżeli nie lubicie ultra-szybkich blastów i ciężkich brzmień to być może przypadnie wam do gustu bardziej „przystępniejsza” odmiana death metalu, nazywana przez fanów gatunku melodeathem. Na pewno słyszeliście o takich zespołach jak: In Flames, czy Arch Enemy, którzy są czołowymi reprezentantami gatunku… Jednak z czym kojarzy wam się nazwa Avatar? Wszyscy jednogłośnie powiedzą, że z filmem Jamesa Camerona o niebieskich Indianach z kosmosu.

    Jeszcze kilka lat temu odpowiedziałbym tak samo, a na szwedzkich death metalowców trafiłem zupełnie przypadkiem. Usłyszałem ich po raz pierwszy w warszawskiej „Stodole” w 2010 roku, gdzie supportowali dwie, power metalowe legendy – Helloween i Stratovarius. Pomimo krótkiej setlisty, zespół rozgrzał publikę do czerwoności, prezentując skoczne utwory z albumu „Avatar”. Już wtedy bardzo przypadli mi do gustu, a ze sceny wylewała się lekkość i melodyjność, która świetnie wkomponowała się w klimat pozostałych występów. Obecnie na półki sklepowe trafia ich czwarte wydawnictwo, zatytułowane „Black Waltz”.

    Już na wcześniejszym albumie chłopaki pokazali, że lubią i - co najważniejsze- potrafią eksperymentować (polecam posłuchać „Deeper Down”), ale na „Black Waltz” przeszli samych siebie i zaprezentowali nam interesujący, gatunkowy miks nasączony nietypowym, momentami psychodelicznym, cyrkowym klimatem. O ile rozpoczynający „Let Us Die” jest tylko porządną, dynamiczną rąbanką, to w późniejszych fragmentach zespół – dosłownie – żongluje gatunkowymi konwencjami, które z ogromnym wyczuciem umieścił na płycie. Usłyszymy między innymi: symfoniczno-elektroniczne motywy na „Torn Apart”, black metalowe riffy w „Ready For The Ride”, delikatne akordy na tytułowym „Black Waltz”, czy klimaty country w fantastycznym „Let it Burn”. Takich gatunkowych wariacji znajdziecie znacznie więcej i pod tym względem zaskoczy was także rewelacyjny „Smells Like A Freak Show”. Na koniec zostawiłem prawdziwą, muzyczną ucztę, czyli „Use Your Tongue”, który powala konwencją. Powolne, gitarowe riffy, genialny growl, psychodeliczne solo, a wszystko dopełniają… uwaga… Partie zagrane na harmonijce ustnej! Niezwykle pomysłowy i świetnie zaaranżowany utwór, z którego wylewa się nietuzinkowy, awangardowy klimat.

    „Black Waltz” to dla mnie rewelacja w światku death metalowym. Muzycy mają masę interesujących pomysłów, które płynnie prezentują na swoich kompozycjach i nie mogę im przy tym zarzucić chaotyczności i braku wyczucia. Utwory są przemyślane i praktycznie każdy ma w sobie coś osobliwego. Fakt, jest kilka przeciętnych numerów (lekko przesadzony „Ready For The Ride”, czy nieco monotonny „Paint Me Red”) , ale wpływają one minimalnie na odbiór całej płyty. Sami muzycy są doskonale zgrani i warto wyróżnić chociażby kapitalne, gitarowe solówki Tima Öhrströma (posłuchajcie „Use Your Tongue”), różnorodność i dynamikę perkusisty Johna Alfredssona oraz potężny głos Johannesa Eckerströma, który potrafi nas zaskoczyć świetnym, czystym wokalem (mansonowe zwrotki w „Let It Burn”, czy refreny w „Smells Like A Freak Show”).

    Myślę, że nie tylko fani melodeathu powinni sięgnąć po „Black Waltz”, to także idealna propozycja dla miłośników muzyki progresywnej, którzy bezustannie szukają „czegoś innego”. Uwierzcie mi na słowo, takiego cyrkowego przedstawienia nie można przegapić!

    4/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version