ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Will Wallner & Vivien Vain
Rising
(2012, album studyjny)

Rising
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

01) The Dream
02) Dreamstealer
03) Streets Of Rage
04) Fourteen Twenty Eight
05) All That I Want
06) Miles Ahead
07) Soul Monster
08) Rising
09) Indestructible

Czas całkowity:

 

- Vivien Vain (vocals)
- Will Wallner (guitar)
oraz:
- Derek Sherinian (keyboards (7)
- Tony Carey (keyboards (1,2,8,9)
- Tony Franklin (bass (3,5,7,9)
- Rudy Sarzo (bass (4,6)
- Jimmy Bain (bass (2)
- Carmine Appice (drums (3,5,9)
- Vinny Appice (drums (2,3,4,6)
- Brian Tichy (drums (7)

 

Wyświetlony 6349 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: The Battle Of Clyst Heath »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Michał Jurek poniedziałek, 17 grudzień 2012 15:12 napisane przez Michał Jurek

    Trzeba mieć dużo tupetu, żeby zatytułować swój album 'Rising' i jeszcze na okładce zamieścić zarys tęczy i gigantycznego węża, więżącego w swoich splotach jakąś nieszczęsną istotę. To już nie subtelna aluzja, ale jednoznaczna wręcz deklaracja na temat muzycznych wzorców, do których Will Wallner i Vivien Vain chcą nawiązywać. I, co wypada od razu zaznaczyć, czynią to bardzo zręcznie. 'Rising' przynosi bowiem stylowego, acz nieco myszką trącącego, hardrocka.

    Na albumie nie ma mowy o żadnych kompromisach i dopasowywaniu się do bieżących mód. Vivien Vain niemal wypluwa płuca śpiewając a Will Wallner niepodzielnie rządzi, wygrywając na gitarze mocarne riffy. Można w nich dosłyszeć partii wygrywanych niegdyś przez Ritchiego Blackmore’a czy Eddiego Van Halena. Nie ma jednak mowy o naśladownictwie, a raczej o odwołaniu do pewnych kanonów. W tym ostatnim niewątpliwie pomogła plejada zaproszonych gości, których pełna lista zamieszczona na okładce musi przysporzyć o szybsze bicie serca każdego fana rocka. Znajdują się bowiem na niej m.in. perkusista Brian Tichy (znany m.in. z Whitesnake, Foreigner, zespołów Billy'ego Idola czy Ozzy'ego Osbourne'a), basista Rudy Sarzo (Whitesnake, Dio, Blue Oyster Cult), basista Tony Franklin (The Firm, Whitesnake, zespoły Jimmy'ego Page'a czy Davida Gilmoura), basista Jimmy Bain (Rainbow, Dio, współpraca z Philem Lynottem), pianista Derek Sherinian (KISS, Dream Theater, Alice Cooper), pianista Tony Carey (Rainbow). Uff... Jakby tego było mało, w nagraniach wzięli też udział bracia Appice, którzy na dodatek grają razem w jednym z utworów i jest to pierwsza taka piosenka w całej ich długiej muzycznej karierze.

    Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że zaproszeni goście zrealizowali jednak jedynie wizję duetu WW i VV. Niemal wszystkie utwory zostały bowiem skomponowane właśnie przez te parę, za wyjątkiem krótkich klawiszowych impresji ('The Dream' i 'Rising' są autorstwa Tony'ego Careya) a tylko jeden ('Soul Monster') został wyprodukowany przez Dereka Sheriniana. W efekcie płyta jest zwarta, spójna i wciągająca. Słabych nagrań na niej nie ma, ale - moim skromnym zdaniem - gdzieś tak od połowy albumu poziom utworów znacząco rośnie, a finałowy 'Indestructible' po prostu wbija w fotel kaskadami gitarowych riffów.

    Zaczyna się ten album dość stereotypowo, krótkim instrumentalnym fragmentem od razu na myśl przywodzącym tęczowe dokonania. 'Dreamstealer' jest jeszcze również dość szablonowy, ale już na 'Streets Of Rage' zaczyna się dziać ciekawie, i to nie tylko dlatego, że to właśnie w tym utworze bracia Appice łoją w gary. Will Wallner wycina tu bowiem znakomite solówki, zaskakując zmianami tempa, a Vivien Vain momentami wręcz wrzeszczy. Tak na marginesie, śpiew tej pani nie każdemu przypadnie do gustu, jest bowiem dość szorstki, nosowy i chropowaty. Mi to jednak nie przeszkadza, a i do konwencji pasuje. Rasowo się Vivien Vain drze, i tyle.

    Kolejne nagranie, które szczególnie przypadło mi do gustu, to 'All That I Want'. Przykuwa ono uwagę stopniowanym napięciem i ekspresyjnym śpiewem pani Vain. No i jest dość melodyjne, co nie jest regułą na omawianym albumie. Jednak, jako się rzekło, artyści najlepsze pozostawili na koniec. 'Soul Monster' wyróżnia się wyeksponowanymi partiami instrumentów klawiszowych (za co odpowiada zapewne producent, wspomniany już Derek Sherinian) i naprawdę miażdżącymi, atomowymi solówkami Willa Wallnera. Po prostu uczta dla ucha. Jednak jeszcze później, po wybrzmieniu instrumentalnego tytułowego przerywnika nastaje opus magnum tego albumu, czyli 'Indestructible'. I już choćby tylko dla tego nagrania warto się z płytą zapoznać. Na początku Will Wallner skanduje, Vivien Vain mu sekunduje, a w drugiej części nagrania gitara wybucha wręcz kanonadą grzmiących riffów, Carmine Appice szaleje za bębnami a instrumenty klawiszowe gnają w szaleńczej galopadzie. Trudno usiedzieć w spokoju.

    Bezsprzecznie warto się z 'Rising' zapoznać, i to nie tylko z pobudek patriotycznych (płytę wydał polski Metal Mind Productions). Album, choć nie mieści się w głównym nurcie współczesnego grania (a szkoda) i raczej nie odniesie komercyjnego sukcesu (jeszcze większa szkoda), dostarczy wiele przyjemności miłośnikom rasowego hardrocka spod znaku Black Sabbath, Deep Purple, Whitesnake czy wspomnianego już niejednokrotnie Rainbow.

  • Link do komentarza Ryszard Lis sobota, 01 grudzień 2012 12:11 napisane przez Ryszard Lis

    Zaczyna się nieźle. Muzycznie, melodyjnie i klimatycznie. Delikatne dźwięki gitary snują się z progresywnym zacięciem zwiastując nietypowe, a może typowe dla owego nurtu nastroje. To jednak zupełna zmyłka, nieszablonowe wejście, to tylko Intro, nazwane „The Dream”. Pierwsze takty perkusji w kolejnym kawałku „The Dreamstealer” wnoszą już powiew huraganowych dźwięków i mocnych rockowych riffów.

    Album jest wspólnym dziełem Supergrupy, a właściwie rzecz można Super Składu. Wszystko to za sprawą braci Appice, oraz Briana Tichy, którzy zawładnęli rytmem oraz trzech nie mniej znanych basistów, udzielających się w kolejnych kawałkach, wspomagających sekcje rytmiczne (celowo użyłem liczby mnogiej), a także wsparcia klawiszowego w osobach Toney Carey’a i Derek Sheriniana. Razem tworzą dzieło naprawdę ciężkie, monumentalne i porywające. Gwiazdy takich składów jak DIO, BLACK SABBATH, HEAVEN&HELL, OZZY OSBOURNE, RAINBOW, WHITESNAKE, ALICE COOPER, KISS, DREAM THEATER powodują naprawdę niezłą kumulację energii na jednym krążku.

    Promowany teledyskiem utwór „Streets of Rage” – to naprawdę dynamit! Co ciekawe w tym kawałku udzielali się obaj bracia Appice, wspierani basem Tonyego Franklina! Skład ten (ale już bez Vinny’ego) powtórzy jeszcze swoją doskonałość w „All That I Want” i w „Indestructible”.

    „Fourteen Twenty Eight” rozpoczyna brudny riff spod znaku „St.Anger” Metallicy. Generalnie utwór jest znacznie spokojniejszy od swych poprzedników, co nie znaczy, że lżejszy. Pojawia się też drugi wokal, łamiący trochę monotonię śpiewu Vivien. Fajnie rozpoczynają się „Miles Ahead” i „Soul Monster” chociaż i tu monotonna maniera wokalna z wysokimi zaśpiewami raczej zanudza słuchacza.

    Tytułowy „Rising” również kusi i przyciąga melodyjnym wstępem gitarowym, stanowiąc kolejne oddzielne Intro, które błyskawicznie przemienia się w „Indestuctible”. Siłą tego utworu są mocne riffy wspierane potężnym basem współpracującym idealnie z perkusją. Tu wyraźnie dowodzą Carmine Appice oraz Tony Franklin. Moc do samego końca płyty zostaje utrzymana na słusznym poziomie. Utwór nieco odmienny pod względem konstrukcji wokalnych (przypomina trochę dokonania Linking Park), zostaje na dłużej w pamięci.

    Niezaprzeczalną siłą wszystkich tych kompozycji są potężne, niskie wibracje sekcji rytmicznych, których uwypuklone, mocne brzmienia, wysuwają się na pierwszy plan, niezależnie, który akurat duet gości w danym kawałku.

    I wszystko byłoby piękne, gdyby nie wokal Vivien Vain, który generalnie nuży i nie wnosi do tej muzyki żadnej wartości dodanej. Głos tej filigranowej wokalistki po prostu nie pasuje do zaproponowanego na dziewięciu kawałkach klimatu ostrej rock’n’rollowej jazdy. Brak mu pewnej rockowej drapieżności, którą reprezentuje skomponowana na płycie muzyka. Podczas słuchania można odnieść wrażenie, że nagrania wokalu odbyły się w sterylnym wytłumionym pomieszczeniu i nałożone na przygotowaną wcześniej ścieżkę dźwiękową. Czuć pewien brak spójności.

    Przesłuchałem, spróbowałem polubić. Odkładam jednak na półkę (i pewnie szybko nie sięgnę po nią znowu) ze względu na słabe poczynania panny Vivien Vain. A szkoda!

    Muzycznie: 4/5
    Muzyka z wokalem 3/5

    Ryszard Lis

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version