ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Shagreen
Falling Dreams
(2019, studyjny)

Lista utworów:  
1. The Beginning (03:07)
2. Shadows (03:42)
3. Anytime (03:47)
4. Don't Stop Me (04:09)
5. This This (04:15)
6. Desire (04:07)
7. Volta (02:42)
8. Stay Right There (04:02)
9. One Word (03:26)
10. Killing (03:49)
11. Falling Dreams (01:54)
12. All Of Me (04:15)
13. Home / CD bonus track (03:45)
 


Czas całkowity: 47:00

Skład zespołu:
- Shagreen - wokal, syntezatory, skrzypce elektryczne
- Arek Grochowski - gitary w utworach nr 2, 4, 5, 8, 10
- Oskar Podolski - perkusja w utworach nr 2, 5, 10

Produkcja:
- Shagreen - mix (utwory 1, 3, 4, 7, 9, 12, 13)
- Arek Grochowski - mix (utwory 2, 5, 6, 8, 10, 11)
- Erie Loch - mastering

Wydawca: wydawnictwo własne

Wyświetlony 559 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Bartek Musielak środa, 20 marzec 2019 20:05 napisane przez Bartek Musielak

    Jest marzec, rok 2017. Nie pamiętam jaka wtedy była pogoda, ale pewnie nie było jeszcze wiosny. Siedzę przed komputerem, wędruję po zakamarkach Internetu, momentami łapiąc się na tym, że bezmyślnie przewijam strony, właściwie bez celu. Wtedy znajomy podsyła mi link i mówi, że koniecznie muszę sprawdzić to co się pod nim znajduje. Link odsyła mnie do filmu na YouTube, do kanału o nazwie Shagreen, na którym jest to pierwszy opublikowany materiał. Odpalam, oglądam, słucham, powoli odlatuję...

    Minęły niemal dokładnie dwa lata od momentu ukazania się pierwszego singla spod szyldu Shagreen, pod którym ukrywa się (za Wikipedią:) polska piosenkarka, kompozytorka, autorka tekstów, producentka muzyczna i skrzypaczka - Natalia Gadzina-Grochowska. Uf, całkiem sporo tych talentów, ale kiedy chwytamy w ręce "Falling Dreams" i czytamy tzw. creditsy to przestaje nas to dziwić. Shagreen jest bowiem solowym projektem artystyki, niemal w całości i od podstaw stworzonym samodzielnie. Już pierwszy singiel w postaci "Shadows" i praktycznie cały materiał zawarty na debiutanckim albumie przywodzą mi na myśl pierwsze skojarzenie, które również w odniesieniu do jednoosobowego autorstwa nie jest przypadkowe, a mianowicie Nine Inch Nails Trenta Reznora.

    Gdyby jednak spłycić to z czym obcujemy na "Falling Dreams" wyłącznie do porównania z NIN oszukałbym nie tylko siebie, ale też Czytelników i Słuchaczy. Z czasem i każdym kolejnym przesłuchaniem albumu dostrzegałem bowiem wiele innych inspiracji, jakie być może trafnie, a może całkowicie niecelnie wskazałem. I są to inspiracje nieodległe wcale od osoby Reznora, jak choćby jego tworzony z małżonką How To Destroy Angels. Albo te trochę odleglejsze, jak wczesne, mniej metalowe, a bardziej transowo-industrialne Ministry, czy legendarne, nieco taneczne Skinny Puppy i Front 242. Nie tylko jednak surowym industrialem muzyka Shagreen oddycha - wiele tutaj melodii, świetnych i wpadających w ucho wokaliz, które przywodzą mi na myśl nieco zapomniany brytyjski Hybrid (a w szczególności album "Disappear Here"). Jest też trochę ambientu i całkiem niemało glitchu, który choć w muzyce często i gęsto gości to wciąż bywa pomijany. Wspomniani twórcy w jakimś stopniu opisują muzykę, z którą spotkamy się na "Falling Dreams". Podsumowując i mocno uogólniając mamy tu więc do czynienia z mroczną, industrialną elektroniką.

    Całość rozpoczyna świetne, instrumentalne intro w postaci "The Beginning". Słychać tutaj mocno echa "Year Zero" czy "The Slip" ("Corona Radiata"!) NIN-ów. Chwilę później otrzymujemy strzał w postaci doskonale znanego już "Shadows". Według mnie bardzo dobrym zabiegiem jest zaczynać album od utworu, który jest już od jakiegoś czasu znany. W końcu rzecz osłuchana, dostaliśmy właśnie w łapki coś nowego - rzeczy już znane lepiej mieć za sobą, przyjemniejsze jest bowiem odkrywanie. Dla tych jednak, którzy Shagreen nie znali "Shadows" jest idealną wizytówką i wprowadzeniem do całej reszty albumu. Mroczna i nieco psychodeliczna elektronika spotyka tutaj metalowe riffy gitar, zapętlone dźwięki, dudniący i solidny beat oraz poukrywane w tle elektroniczne smaczki. Później mamy już głównie nowości, rozpoczynamy więc od "Anytime" - utworu opartego na pulsującej elektronice i stukach, nieco spokojniejszym i bardzo atrakcyjnym wokalnie. To jeden z pierwszych pokazów możliwości wokalnych Shagreen. "Don't Stop Me" prezentuje już z kolei bardziej agresywną elektronikę, w której nie brak metalicznych dźwięków i gitary, a także nieco glitchowej stylistyki. Podobnie jest w "This This", który był jednym z singli zapowiadających krążek. "Desire" natomiast ponownie zwalnia i za sprawą pięknych klawiszy prowadzi nas ku środkowi albumu, w którym następuje "wolta".

    Siódmym na liście utworów jest bowiem "Volta", druga instrumentalna i druga świetna kompozycja. Szkoda, że tak krótka, bo ponownie bardzo wyczuwalny jest tutaj duch Dziewięciocalowych Gwoździ, tym razem bardzo, ale to bardzo bardzo w klimacie "Ghosts I-IV". Po tej "wolcie" rozpoczyna się druga, chyba mocniejsza i nawet ciekawsza część "Falling Dreams". Mamy tutaj bowiem kilka świetnych kompozycji, takich jak nieco trip-hopowe "One Word" z zaskakującymi i przesterowanymi wokalami, albo świetne "Killing", które zresztą jest ostatnim jak dotychczas singlem promującym album. No i kolejny bardzo klimatyczny przerywnik w postaci tytułowego "Falling Dreams", który w sposób wyraźny kłania się legendom awangardowego industrialu, czyli Einstürzende Neubauten czy Laibach. I ponownie - szkoda, że jest tak krótki! Na koniec Shagreen serwuje nam dwie piękne industrialne balladki (sic! jak to brzmi - sam się zaśmiałem pod nosem, ale... w sumie nie wiem jak to inaczej nazwać), czyli "All of Me" oraz "Home", w których przepięknie buduje klimat odpowiednio wyeksponowane pianino.

    I tak dobiega końca nasza przygoda z debiutanckim krążkiem Shagreen. Przygoda ta jest wyjątkowa, bo w polskiej muzyce gatunek pt. "industrial" - delikatnie mówiąc - nie bryluje. Oczywiście posiadamy tutaj kilku/kilkunastu przedstawicieli wartych uwagi, ale albo ostatnio o nich cicho (Agressiva 69), albo mają jakąś niemoc wydawniczą (Hetane, choć tutaj album się w końcu szykuje!), albo jest to industrial skrajnie skrajny (Iperyt), albo wybitnie podziemny (qip, nieistniejący CO.IN.) itd. itd. Dużo tych "albo, albo", natomiast w przypadku Shagreen wystarczył jeden album, żeby stać się jednym z najciekawszych projektów industrialnych na polskiej scenie. Pani Natalia zaskakuje dojrzałością kompozytorską, wspaniałymi umiejętnościami produkcyjnymi - "Falling Dreams" brzmi znakomicie! - oraz wielkim talentem wokalnym. Ponadto jeśli dodamy do tego ciekawe teledyski ("Shadows" świetny, "Killing" już trochę mniej) oraz piękną oprawę graficzną debiutu (ciemny, minimalistyczny i bardzo elegancki digipack) to otrzymamy gotowy muzyczny produkt. Produkt najwyższej jakości, który aż prosi się o zauważenie i docenienie. Obawiam się jednak, że Shagreen w Polsce może przejść bez echa, dlatego też kibicowałbym, aby ścieżka kariery tego projektu najpierw poszła na Zachód, gdzie z pewnością zostałaby zauważona i doceniona, a potem dopiero wróciła do naszego kraju, by pokazać figę niektórym niedowiarkom. Okazuje się bowiem, że w Polsce potrafimy w muzykę, również industrialną, co w dosadny sposób udowadnia właśnie album "Falling Dreams" od Shagreen.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version