ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Monster Magnet
Last Patrol
(2013, album studyjny)

 


1. I Live Behind the Clouds

2. Last Patrol

3. Three Kingfishers

4. Paradise

5. Hallelujah

6. Mindless Ones

7. The Duke (of Supernature)

8. End of Time

9. Stay Tuned

bonus tracks:

10. Strobe light beatdown

11. One dead moon

 

Dave Wyndorf - Guitar, Keyboards, Vocals
Philip Caivano - Bass, Guitar
Bob Pantella - Percussion, Drums
Garrett Sweeny - Guitar, Sitar

Dave Wyndorf - Producer
Philip Caivano - Producer
Matt Hyde - Additional Production
Joe Barresi - Mixing
Ryan Smith - Mastering
John Sumrow - Paintings, Cover Art

 

Wyświetlony 3907 razy
Inne albumy wykonawcy: « Mastermind

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński poniedziałek, 20 styczeń 2014 12:58 napisane przez Gabriel Koleński

    Jeśli lubicie podróże astralne, księżycowy pył i tajemne rytuały, jeśli chcielibyście latać statkiem kosmicznym i szczypać w tyłek leśne nimfy to pewnie dogadalibyście się z Dave'm Wyndorfem, niestrudzonym liderem zespołu Monster Magnet, który pod koniec zeszłego roku wydał nową płytę "Last patrol". Dave zarzekał się, że nowa płyta będzie powrotem do starych klimatów, psychodelicznych odlotów i space rockowego zgiełku. Czy tak też się stało? Po części na pewno.
    Nie ma co się oszukiwać, w tym roku minie 25 lat od założenia Monster Magnet, "Last patrol" to ich 9. pełnometrażowa płyta studyjna, grupa zagrała wiele koncertów, każdy z muzyków swoje przeszedł. Dobrze, że po tym wszystkim w ogóle im się chce. Od razu mogę powiedzieć, że nowa płyta trzyma wysoki poziom, choć nie jest to powtórka ze "Spine of god" czy "Dopes to infinity", ale trzeba być szalonym by liczyć na takie rzeczy. Czy naprawdę należy oczekiwać, żeby zespół się powtarzał i po tylu latach zjadł własny ogon? Chyba nie o to w tym chodzi.
    Najnowszy krążek ekipy Wyndorfa różni się znacznie od poprzedniego. "Mastermind" był bardzo głośny, energiczny, naładowany testosteronem, napinający muskuły. Zespół wrócił wtedy do wysokiej formy, Dave zakończył kurację odwykową, musiał wyraźnie zaznaczyć kto tu rządzi. Teraz już mu chyba na tym nie zależało. Dlatego też klimat jest trochę inny. Jest dużo spokojniej, jest większy nacisk na atmosferę, na odjazdy, na pewną transowość. Ale po kolei.
    "I live behind the clouds" to bardzo delikatne otwarcie, pojedyncze dźwięki gitary, gorzkie refleksje o rock'n'rollowym trybie życia. W połowie jednak uderza mocny riff i ciężka sekcja i wiadomo gdzie jesteśmy. "Last patrol" to kwintesencja tego o czym mówił Wyndorf tuż po premierze albumu. Szybkie, rytmiczne granie, zgrabne zwrotki, prawie brak refrenu (kto by na to tracił czas), a od połowy solówki, odjazdy, kosmosy, trans i jazda bez trzymanki. "Three kingfishers" tylko w pierwszej zwrotce jest wierne wersji Donovana, później wjeżdżają ciężarowe gitary i nikt nie bierze jeńców. "Paradise" to już inna bajka. Tu dominuje spokojny klimat, kojarzy się ze starą psychodelią (jest obowiązkowy sitar). To smutny utwór, ale świetnie słucha się tej opowieści o utraconej miłości. "Hallelujah" chyba wszystko wyjaśnia samym tytułem. Utwór opowiada o tym jak "idziesz i wiesz, że wkrótce będziesz uprawiał seks" (cytat z Wyndorfa), tekst jest generalnie zabawny, sam utwór bardzo rytmiczny, stonowane zwrotki i czadowy refren z pierwszorzędnymi chórami. "Mindless ones", promujący płytę to typowy monsterowy czad, jest szybko, ciężko, jest dobra solówa, są melodie i mocna sekcja. "The duke of supernature" to znowu psychodeliczny klimat, wciąga jak bagno i wcale nie chce się z niego wychodzić, świetne partie gitar. "End of time" to powtórka z "Last patrol", podobny zamysł, znowu jest czadowo i transowo, tu jest jednak szybciej, a klimat jest bardziej, powiedziałbym desperacki. "Stay tuned" to piękna ballada w kosmicznym klimacie, tylko Wyndorf potrafi tak śpiewać o zagładzie ludzkości. Na albumie znajdują się również dwa utwory bonusowe. "Strobe light beatdown" to prosty, rockowy kawałek, niezobowiązujący, ale przyjemny, natomiast "One dead moon" to spokojna, smutna ballada z ostrym refrenem (ciekawy zabieg) o rozstaniu z kobietą (mam wrażenie, że im Dave jest starszy, tym częściej śpiewa o takich sprawach).
    To tyle jeśli chodzi o zawartość płyty. Powiedziałbym, że aż tyle. Album trwa ponad godzinę a mi osobiście przelatuje jak burza, za każdym razem gdy go słucham. I za każdym razem odczuwam dużą przyjemność, przewijam kolejne fragmenty by usłyszeć je jeszcze raz. "Last patrol" jest bardzo zróżnicowany pod względem samych kompozycji, jest i trochę ostrego, gitarowego łojenia i trochę psychodelicznego, kosmicznego klimatu, ale też ballady, które dają wytchnienie od tego wszystkiego. Jest wreszcie sam Wyndorf, w bardzo dobrej formie wokalnej i tekściarskiej, tylko on potrafi tak pisać i interpretować swoje historie o kosmosie, dziwnych istotach, zagładzie, zabawie, zniszczeniu, kobietach i miłości. Ja oczywiście polecam!

    Gabriel "Gonzo" Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version