ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Halucynacje
La Petite Blonde
(2018, album studyjny)

01. La Petite Blonde - 15:00
    .Danse Sensuelle D’Une Blonde
    .Rencontre Avec Un Loup
    .L’Intermission (Tracant Des Lignes)
    .Cauchemar Après Le Rèveil
02. Ty wiesz, ty wiesz - 7:02
03. Wilki na Kleczkowskiej - 7:51
04. Foie Gras - 4:43


Czas całkowity - 35:16



- Kuba Mendelak - gitara
- Andrzej Włodarczyk - instrumenty klawiszowe
- Tomasz Bojarski - saksofon
- Krzysztof Cybulski - gitara basowa
- Konrad Muchalski - perkusja



Inne albumy wykonawcy: « vis​-​à​-​vis

1 recenzja

  • Link do recenzji Gabriel Koleński środa, 28 marzec 2018 21:49 napisane przez Gabriel Koleński

    Halucynacje to przedziwny zespół. Panowie pochodzą z Wrocławia, więc może to nie powinno nikogo dziwić. Tam jest inne powietrze. I impreza o każdej porze dnia i nocy. To nie może nie odbić się na zdrowiu. Po kilku mniejszych albumach zespół wydał wreszcie pełną płytę, która jest niewiele dłuższa od poprzednich wydawnictw. Tak jak mówiłem, Halucynacje są dziwne. Zresztą, z taką nazwą nie ma prawa być inaczej.
    Nie zaczepiajcie małych blondynek. Ja coś o tym wiem.
    Zaczyna się od perkusyjnego huraganu. Potem wchodzi wkręcający riff, a za chwilę do kanonady dołącza psychotyczny saksofon. Dalej motyw gitarowy prowadzi nas w nieznane, a my ślepo podążamy za nim jak zombie. Gdy się skończy, ster przejmują organy Hammonda i skaczą po nas jak zając po łące. Po wyciszeniu i perkusyjnej solówce (nie wiem ile par rąk i stóp ma Konrad Muchalski, ale zazdroszczę) pojawia się kolejny motyw gitarowy, mój absolutnie ulubiony na tej płycie. Nie powstydziłby się go jazz, blues, post rock, ani żaden porządny kowboj. Rozwija się powoli i toczy jak kula śniegu, która zgarnia wszystko na swojej drodze i szybko robi się coraz większa, cięższa i mocniejsza, aż w końcu rozpada się na części. Ostatnie 3 minuty tego trwającego równo kwadrans kolosa to reminiscencje na temat Hawkwind, zwłaszcza gdy uszy uraczy saksofon. Tym razem mniej nawiedzony, bardziej melodyjny. Mała blondynka przelatuje jak tornado i niszczy wszystko na swojej drodze. A i tak jedyne czego pragniesz to żeby jak najszybciej do niej wrócić i przeżyć to wszystko jeszcze raz.
    Ty wiesz, oj Ty wiesz. Niepotrzebny wokal, gdy jego funkcję pełni saksofon. Dobrze się wsłuchajcie. To jest partia wokalna, tyle że zagrana na saksofonie. To zupełnie normalne. W pierwszej części utworu panuje klimat jak z małej knajpki. Ty wiesz, że mała blondynka już nie wróci. Zapij więc smutki w solówce gitarowej. Ona powie ci, że nie ma się czym przejmować. A emocji ma w sobie tyle, że obdzieliłaby cały zastęp smutnych gotów. Po wypiciu robi się kosmicznie za sprawą przeszywających syntezatorów, a potem krótkie solo na drugą nóżkę.
    Wilki na Kleczkowskiej witają nas zaskakująco chwytliwym i radosnym motywem jak z chińskiej dzielnicy z klubami nocnymi. Można potańczyć, tylko trzeba uważać na noże. Pierwsze wyciszenie jest jak spacer przy bezgwiezdnym, niemym niebie, drugie to piękny gwiazdozbiór utkany strunami gitary i eksplozja supernowy na koniec. Poprawia to wszystko saksofon i prowadzi do genialnego mostka sprytnie przechodzącego w główny motyw, którego melodię wzmacnia podwójna stopa. Naprawdę trzeba mieć łeb na karku, serce na dłoni i figlarną duszę, żeby coś takiego wymyślić.
    Na koniec tytularnie wracamy do francuskich klimatów, ale muzycznie „Foie Gras” jest bardziej brytyjsko-polskie. W pięknych pajączkach gitarowych kochali się już w latach 90-tych wszyscy anglosascy post rockowcy, ale jeszcze wcześniej nieśmiało podrywali je polscy nowofalowcy (brytyjscy zresztą też). Przeplatają się ze sobą dwa idealne motywy. Zupełnie różne, ale nie potrafią żyć bez siebie. Jak zagubieni kochankowie. Finał wydaje się być szczęśliwy. Tak radosną partię saksofonu słychać przeważnie w happy endach rodem z hollywoodzkich komedii romantycznych, powiedzmy tych starszych, rozkosznie kiczowatych, ale wywołujących uśmiech, a nie zażenowanie.
    Po wszystkim zostaje tylko pustka, żal i niedosyt. Jak po porządnym romansie.
    Tak, mój obiektywizm poszedł na wódkę jeszcze w zeszłym roku w Toruniu. Do tej pory nie wrócił. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. A Ty kup tę płytę albo nie będę z Tobą gadał.
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version