ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Shaman Elephant
Wide Awake But Still Asleep
(2020, album studyjny)

Wide Awake But Still Asleep
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

01. Wide Awake But Still Asleep - 8:05
02. H.M.S: Death, Rattle And Roll - 4:11
03. Steely Dan - 3:56
04. Ease Of Mind - 3:24
05. Magnets - 3:56
06. Traveler - 11:28
07. Strange Illusions - 5:15

Czas całkowity - 40:15

- Eirik Sejersted Vognstølen - wokal, gitara
- Jonas Særsten - instrumenty klawiszowe
- Ole-Andreas Sæbø Jensen - gitara basowa
- Jard Hole - perkusja

Wyświetlony 260 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Crystals

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński niedziela, 10 maj 2020 21:52 napisane przez Gabriel Koleński

    Karisma Records w natarciu. Norweska wytwórnia szykuje w najbliższym czasie kilka mocnych premier, dlatego powoli zabieramy się do roboty, by przybliżyć Wam najciekawsze z nadchodzących wydawnictw, szykowanych przez naszych kolegów z kraju fiordów. Jednym z nich jest druga płyta zespołu Shaman Elephant, zatytułowana „Wide Awake but Still Asleep”. Nie znacie? Nie szkodzi, pewnie mało kto zna, ale zaraz poznacie i Wasze życie stanie się ciekawsze.
    Mówiąc już zupełnie poważnie, faktycznie trudno zaliczyć Shaman Elephant do zespołów popularnych, nawet w obrębie niszy, w której funkcjonują. Norweski kwartet uprawia radosną, ale nie wesołkowatą mieszaninę rocka psychodelicznego, hard rocka i stonera w raczej lekkiej, bardzo przestrzennej odmianie. Oficjalna notatka prasowa przywołuje inspiracje takimi zespołami jak Motorpsycho, The Mahavishnu Orchestra, Steely Dan czy Jimim Hendrixem. Jednak, słyszę tu raczej Coogans Bluff z okresu „Magic Bubbles”, czy naszego Weedpeckera. Tytuł jednego z utworów, „Steely Dan” jest aż nazbyt wyraźną sugestią, ale to skandynawskie podejście do psychodelii, organy Hammonda i połamane rytmy przypominają bardziej nieodżałowany Beardfish niż słynny, amerykański duet. Zakończę już wątek o skojarzeniach, bo i tak każdy będzie miał swoje. Inna sprawa, że twórczość Shaman Elephant nie jest szalenie oryginalna, a taki psychodeliczny hard rock z lekko bluesowymi podwalinami jest w tej chwili bardzo popularny. To co trochę wyróżnia Norwegów, to niezły głos śpiewająco-pokrzykującego wokalisty i brak tendencji do dociążania kompozycji na siłę. Mnóstwo współczesnych kapel stonerowych prześciga się w wymyślaniu identycznych riffów, które niewiele wnoszą. Za to Shaman Elephant zdecydowanie stawia na lekkość brzmienia, przestrzeń i nienachalne melodie. Owszem, zdarzają się szarpane, ostrzejsze riffy, takie jak w „H.M.S. Death, Rattle and Roll” (naprawdę oczekują, że ktoś zapamięta ten tytuł?), ale później zostają one zrównoważone „rozmarzonymi” partiami gitar. W „Ease of Mind” panowie idą jeszcze dalej jeśli chodzi o delikatność. Ten oniryczny kawałek, ozdobiony (pewnie generowanymi z klawiszy) partiami instrumentów smyczkowych w tle, spokojnie mógłby znaleźć się w repertuarze Donovana. Fajnie, że zespół odnajduje się w różnych stylistykach, jednak moim zdaniem, Shaman Elephant najlepiej brzmi w takich kawałkach, jak dwa ostatnie na „Wide Awake but Still Asleep”. Z długiego i rozbudowanego „Traveller” bije nieskrępowana radość grania, a taki zakręcony rock’n’roll, nie tylko ze względu na tytuł, wydaje się idealny do przemieszczania się, zwłaszcza samochodem. W zamykającym album „Strange Illusions” trochę zaskakują powolne, mocne pochody basowe i gitarowe riffy oraz miarowe bicie perkusji, ale dobrze kontrastują one z późniejszymi eksplozjami energii i fajną solówką. Swoją drogą, szkoda, że na płycie jest tak mało solówek gitarowych.
    Jak już wspominałem, Shaman Elephant Ameryki nie odkrywa, ale nie sądzę, żeby zespołowi szczególnie na tym zależało. Na „Wide Awake but Still Asleep” słychać przede wszystkim ogromną pasję tworzenia takich dźwięków, jakie grają w sercu muzyków. Nie sądzę, by norweski kwartet szukał poklasku czy uznania. Wprawdzie, melodii w ich muzyce nie brakuje, ale to nie są kawałki, które będziemy nucić pod prysznicem. Nawet po kilku przesłuchaniach nowej płyty Norwegów, w głowie nie tkwią konkretne motywy, mimo że pozostaje wrażenie obcowania z fajną muzyką. Zdecydowanie polecam ten krążek głównie fanom luźnego, psychodelicznego rock’n’rolla, zwłaszcza jeśli ktoś lubi słuchać muzyki w samochodzie. Głośno.
    Gabriel Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version