ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Ghost
Lama Rabi Rabi
(1996, album studyjny)

1. Masttillah (8:03)
2. RabiRabi (7:32)
3. Into The Alley (4:37)
4. Marrakech (5:19)
5. Who Found A Lost Rost In The Warship? (3:11)
6. Mex Square Blue (4:14)
7. My Hump Is A Shell (1:44)
8. Bad Bone (4:17)
9. Abyssinia (3:36)
10. Agate Scape (10:49)
11. Summer's Ashen Fable (6:04)

Total Time: 59:26
- Masaki Batoh / vocals, acoustic guitar
- Kazuo Ogino / piano, electronics
- Michio Kurihara / electric guitar
- Junzo Tateiwa / drums, percussion
- Takuyuki Moriya / bass
- Taishi Takizawa (also known as Giant) / Theremin, flute, saxophone
Wyświetlony 5378 razy
Inne albumy wykonawcy: « Ghost Snuffbox Immanence »

1 komentarz

  • Link do komentarza Adam Nowakowski czwartek, 13 marzec 2008 15:58 napisane przez Adam Nowakowski

    Budzę się cały mokry. Jestem spocony do suchej nitki. Godzina 4.30. Miałem pewien sen, ale go nie pamiętam. Próbuję wyłowić go z pamięci. Nic. Może pomoże mi w tym muzyka zawarta na Lama Rabi Rabi.

    Ghost, obok zespołu Acid Mothers Temple przyczynił się w latach 90. do rozkwitu rocka psychodelicznego i eksperymentalnego w Kraju Kwitnącej Wiśni. A jak Ghost, nie mogło zabraknąć rozimprowizowanej Lama Rabi Rabi.

    Słuchając już Masttillah, uświadamiamy sobie, że Japonia to nie tylko wielkie metropolie, konsole Nintendo i Playstation, manga, czy elektroniczna muzyczka z Mario. To też wędrówki, okraszone wspaniałymi, a zarazem dzikimi wierszami, poetów Sato, czy Basho. W utworze wyczuwa się tajemniczy klimat, tworzony przez liczne instrumenty perkusyjne, dudy, czy prosty flet bambusowy. Dzięki prymitywnym rytmom i wokalowi przypominam sobie kawałek snu.
    Wielkie lasy i góry w oddali. Totalna dzicz. Zimno. Bardzo zimno. Jesteśmy w grupie paru osób. Rozmawiamy o przebiegu dalszej trasy.

    Rabi Rabi to utwór iście szamański. Dzikie, tajemnicze frazy powtarzane przez dziecięcy chórek. Gitara naśladująca zwierzęta. A do tego wokal przez.......megafon. Kawałek przeradza się rozimprowizowany, potężny jam.
    W pewnym momencie słyszę: Hej, Hej, Hej. Przypominam sobie sen. Jedziemy przez tajgę. Syberia. Jakże piękna i niebezpieczna. Pędzimy reniferami. Nie mamy zamiaru się zatrzymywać. Podobno masę tu wilków, których oczy są już zapewne na nas skierowane.

    Into the Alley z piękną gitarą klasyczną , Abyssinia z dużym wykorzystaniem ciekawych azjatyckich instrumentów, snujący się Agate Scape , czy Summer's Ashen Fable przypominają mistrzów rocka psychodelicznego - Pink Floyd. W skocznym początku Marrakech znów słyszymy tajemniczy wokal Batoha wydobyty za pomocą megafonu. Pod koniec płyty przypominam sobie końcówkę mojego snu.
    Wyskakuję z zaprzęgu zrobić parę zdjęć. Pozwalam towarzyszą jechać dalej, wiedząc, że ich dogonię. Robię zdjęcia pięknego zachodu słońca. Fotografowanie tak mnie pochłania, że nie zauwazam, iż zaprzęgu reniferów nie widać już na horyzoncie. Strach mnie paraliżuje. Zostaję sam na wielkim pustkowiu, czekając na śmierć.

    Taka jest właśnie Lama Rabi Rabi. Rysuje dziki obraz, który w podświadomości przeraża nas. I pomyśleć, że improwizacyjny album może być tak poukładany i przemyślany. Pozycja mocno polecana osobą, które nie boją się silnych, muzycznych wrażeń.

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version