ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

International Harvester
Sov Gott Rose-Marie
(1968, album studyjny)

Strona-A
1. Dies Irae (2:26)
2. I villande skogen (0:47)
3. There is no other place (2:41)
4. The Runcorn report on western progress (3:27)
5. Statsministern (0:20)
6. Ho Chi Minh (1:47)
7. It's only love (1:40)
8. Klockan är mycket nu (3:29)
9. Ut till vänster (0:42)
10. Sommarlåten (2:50)
11. Sov gott Rose-Marie (3:38)

Strona B
12. I mourn you (12:47)
13. How to survive (11:42)

Czas całkowity: 48:16

na wydaniu CD znalazł się jeszcze utwór:
14. Skördetider (24:58)

Czas całkowity 73:14
- Bo Anders Persson ( guitars, vocals )
- Thomas Tidholm ( saxophone, flute, vocals )
- Urban Yman ( violin )
- Arne Eriksson ( cello )
- Torbjörn Abelli ( bass )
- Thomas Gartz ( drums, vocals )
Wyświetlony 4458 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Jarosław Sawic piątek, 21 listopad 2008 02:58 napisane przez Jarosław Sawic

    Hippisowsko-komunizująca grupa ze Szwecji wykorzystująca na szeroką skalę obok tradycyjnego rockowego instrumentarium skrzypce, flet i klarnet. Album ma parę niezaprzeczalnych zalet - przede wszystkim jak na 68 rok muzyka brzmi naprawdę dojrzale i słychać, ze mamy do czynienia z profesjonalistami. Po drugie, urzekać mogą krótsze, psychodeliczne utwory z pierwszej strony LP, wśród których jest miejsce i na delikatne, eteryczne kołysanki, i na gitarowe łojenie ala rozwścieczona wersja Quicksilver Messenger Service, i na ociężałą, posępną transkrypcję motywu średniowiecznego hymnu Dies Irae (tego samego, który wykorzystał Franciszek Liszt w słynnym Tańcu Szkieletów), i na quasi kabaretowe protest songi, i wreszcie na skandowany z pasją manifest poparcia dla zakapiornego Ho Chi Minha, który brzmi jakby był nagrany na żywo podczas protestu przeciwko wojnie w Wietnamie.

    I właśnie - wraz z tym utworem płynnie przechodzę od zalet do wad. Wada pierwsza - to nieznośne ultra-komunistyczne przesłanie grupy (paradującej podczas koncertów pod portretami Mao i Lenina!). Parafrazując Iwana Bezdomnego z Mistrza I Małgorzaty można powiedzieć, że warto by takich Szwedów z International Harvester zesłać na parę lat na Sołowki (albo od razu wpakować w pociąg do Chin bez biletu powrotnego w 68 roku), to może by zmądrzeli. Ale ok - pal tam sześć przesłanie, na szczęście teksty są śpiewane w języku szwedzkim, można więc przymknąć na nie uszko i skoncentrować się tylko na muzyce.

    Niestety - druga wada dotyczy tylko muzyki i jest dużo gorszej natury. Chodzi o drugą stronę LP, która zwiera dwie długaśne kompozycje (trzecia- podobna, dodana jest jako bonus na CD!), nawiązujące do minimalizmu Terry'ego Rileya i Le Monte Younga, ale (ważne!) w wersji hard-core. Znany powszechnie jest fakt, że grupy punkowe grały dwuminutowe utwory zbudowane na trzech akordach. Ale Harvester na drugiej stronie gra utwory kilkunastominutowe zbudowane na dwóch akordach! Zaczynają od jakiegoś dźwięku, potem jadą o zwiększoną sekundę w górę, potem znowu w dół, następnie znowu w górę i tak w koło Macieju przez 12 minut! Żeby słuchać takiej muzy trzeba być albo snobem, albo masochistą - albo jednym i drugim.

    Reasumując - 4.5 za stronę pierwszą, 1.5 za stronę drugą. W zasadzie wypadałoby odjąć jeszcze z pół punkcika za głupawą ideologię, ale niech tam. Razem wychodzi ładne, tłuściutkie 3.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version