ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Oranżada
Oranżada
(2005, album studyjny)

1. Kręci się (2:39)
2. Wracaj (4:29)
3. Ulice (7:08)
4. Helikopter (5:48)
5. Film (5:25)
6. Niedziela (3:06)
7. Liszaj (5:00)
8. 1440 (3:13)
9. Telefon od Marka (7:22)

   Czas całkowity: 44:21
Robert Derlatka: bass, voice
Michal Krysztofiak: guitar, voice, "modern toothbrushes", Minimoog
Artur Rzempołuch: drums, congos, flute, pots, non-concrete sounds: celophane bag rustle, crushed plastic bottle, sweeping brush and others: vibraphone,  Rhodes piano, voice
Grandpa Lilek's Berolina Radio: medium frequencies

Guests:
Wojcek Czern: ARP Odyssey electronalia, vibraphone, concrete sounds
Pacyfik: vocals
Wyświetlony 2998 razy
Inne albumy wykonawcy: Drzewa w sadzie zdzikły »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba niedziela, 18 listopad 2012 19:19 napisane przez Paweł Tryba

    Jakoś ostatnio moje gusta rozmijają się z polskim progrockowym mainstreamem (a przypominam, ze progrock to i tak nisza). No ileż można słuchać w kółko krajowego neoprogresu (ja mogę raz na dwa-trzy lata, jak wychodzi nowe Moonrise) albo progmetalu (z takim klasycznym Dreamtheaterowskim to ja zawsze byłem trochę na bakier, a klonów Neurosis narobiło się u nas tyle, ze i ich chore jazdy powszednieją). Cóż mi, wybrednemu, pozostaje? Obrzeża. Rzadziej wydeptane ścieżki. A na nich zespoły oryginalne – czasem na skale światową, czasem przynajmniej na polską. Otwocka Oranżada w skali światowej może prochu nie odkrywa, ale kto u licha jeszcze tak u nas gra? Komu oprócz otwockiego kwintetu (a od tria zaczynali…) chce się eksplorować pole starej psychodelii? Nie widzę rąk w górze. No, może poza reaktywowanym jakiś czas temu ze świetnym skutkiem Zdrojem Jana, ale to jednak trochę inne, bardziej zwarte, jazgotliwe granie. A Oranżada robi to od dekady ze świetnym skutkiem. Czemu? Bo może sobie na to pozwolić. To nie jest zespół straceńców, młokosów z gitarami, którzy nie widzą innej alternatywy tylko grać i zawojować świat. A członkowie Oranżady żyją od tamtych trochę dłużej, mają z czego żyć, to i grają dla przyjemności i nie muszą się martwic o rentowność swojego przedsięwzięcia. Dlatego wszystko im wolno. I to jest piękne!

    Tę wolność słychać już na debiucie. To granie bez spięcia, wyluzowane, ale warsztatowo więcej niż solidne. Tworzenie dobrych piosenek, niekiedy o swojskim, bigbitowym posmaku (patrz: „Film” czy „Helikopter”) Oranżada płynnie łączy z budowaniem ciekawych brzmieniowych faktur, kreowaniem gęstej, trochę odrealnionej atmosfery. Widać to szczególnie w dłuższych utworach, jak „Ulice” czy instrumentalny „Telefon od Marka”. Bardzo podobają mi się te wszystkie przyprawy, którymi zespół okrasza swoją i tak już bogatą jak na trzyosobowy skład muzykę. Przetworzenie wokalu we „Wracaj”, dźwięki domowych sprzętów w otwierającym całość „Kręci się”, flet w „Ulicach”. Plus wszystkie te elektroniczne drobiazgi poupychane przez współpracującego z grupą od początku producenta Wojcka Czerna. Co tu się rozwodzić – „Oranżada” to płyta zorientowana na określony styl, ale pokazująca przeróżne jego oblicza.

    Treściwa muzyka łączy się tu z niebanalnymi tekstami. Takimi, które uwypuklają niezwykłość spraw z pozoru zwykłych, jak „odstające” od reszty tygodnia niedziele czy spacer miejską ulicą. Że już nie wspomnę o żartobliwym „Wracaj”, utworze o wydźwięku hmm… przesadnie patriarchalnym. Oczywiście są tez niemające wiele wspólnego z rzeczywistością psychodeliczne odjazdy, na przykład wycieczka helikopterem w okolice tęczy (być może „na jej nieznany drugi brzeg”). Generalnie teksty Oranżady wywołują niewymuszony uśmiech. A że żaden z panów nie ma jakichś fantastycznych warunków głosowych? Mi to osobiście nie przeszkadza. Jak umieją tak śpiewają. Wstydu nie ma. Jest za to fajny dysonans powodujący, że płyta nie jest idealna, przesadnie wycyzelowana. Jest po prostu ludzka – po ludzku szczera i z ludzkimi potknięciami. W amerykańskich rockowych superprodukcjach nie ma miejsca na pomyłki i może przez to wszystkie brzmią trochę sztucznie. Oranżada wygrywa autentycznością. Moja prywatna ocena: mocna czwórka.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version