ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Black Noodle Project, The
Ready to Go
(2010, album studyjny)

1. Ready To Go - Part 1 4:10
2. We've Let You Go 4:57
3. The One 5:38
4. The World We Live In 6:29
5. Rishikesh / Liverpool / Rishikesh 6:42
6. Coming Up For Air 4:28
7. Asymmetrical Vision 2:39
8. From Out Of Nowhere 4:22
9. I'll Be Gone 5:20
10. Ready To Go - Part 2 15:30
11. Farewell 5:05
- Jeremie Grima  (guitar, vocals)
- Sebastien Bourdeix  (guitar)
- Matthieu Jaubert  (keyboards, vocals)
- Anthony Leteve  (bass)
- Fabrice Berger  (drums)
Wyświetlony 5148 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Tomek Pepik Nowak wtorek, 21 maj 2013 22:31 napisane przez Tomek Pepik Nowak

    Odkąd jestem (biernym) użytkownikiem tej strony, miałem nadzieję że jeśli napiszę kiedyś recenzję, to będzie to recenzja albumu mojego ukochanego Porcupine Tree. Ale życie i muzyka bywają naprawdę nieprzewidywalne...
    Dlatego wybaczcie moje zdziwienie faktem, że obiektem pierwszego tekstu będzie zespół, o którym do tej pory miałem zerowe pojęcie. Od początku mojej przygody z Progiem jestem zafascynowany przestrzenią, czego nie nigdy nie doświadczyłem w moich dawnych muzycznych poszukiwaniach. Pamiętam z dawnych lat wieczory spędzane przy audycjach Pana Beksińskiego. Byłem wtedy zatwardziałym fanem metalu, ale pamiętam że gdy wracałem późno do domu, skradając się aby nie obudzić rodziców wchodziłem do pokoju, zakładałem słuchawki i słuchałem Trójki, miałem jeszcze jakieś piwo na dobicie, i z rozdziawioną gębą słuchałem dźwięków przeplatanych słowami Pana Beksińskiego....
    Na album Ready To Go trafiłem całkiem przypadkiem. Nie jestem znawcą tematu, dlatego szukam muzyki poprzez fachowe portale typu PROGROCK.PL. no i trafiłem na Ready To Go... i co? Moje uszy są wyczulone na przestrzeń budowaną na zasadzie sekcji rytmicznej. Pierwszym instrumentem, który analizuję jest bas, a na tym albumie bas jest przywódcą... poza tym zawsze szukam undergroundowej nutki w muzyce , a na tej płycie nawet utwory pozornie melodyjne i pozornie komercyjne ( FROM OUT OF NOWHERE) brzmią garażowo ... a to co następuje później... nie znam się na Progu jeszcze tak dobrze jak większość z Was, dlatego pominę opis partii fortepianu w utworze (ILL BE GONE) jestem za mały aby pisać o tak wielkiej muzyce... , a później? hehe... słuchaliście kiedyś muzyki w plenerze?? nie w domu w śród 4 ścian, ale przed domem, w parku, nad rzeką..? he? jeśli nie, to to reszta utworów na tej cudownej płycie, jest właśnie do takiego odbioru..., trzecia nad ranem, cisza, pierwsze skowronki zaczynają grać pobudkę..., wspomnienia uderzają... młodość powraca... pierwsza miłość, pierwszy joint... pierwszy pocałunek... pamiętacie pierwszy pocałunek? brunetka to była? a może blondynka???? pamiętacie miłość , która rozsadzała wam wtedy serce?? i ta niepewność ...
    pamiętacie łzy w oczach gdy pierwszy raz usłyszeliście KOCHAM?? a później samotny powrót do domu ze skowronkami na drzewach i świtem na wschodzie?
    pamiętacie to jeszcze???
    jeśli pamiętacie, to ta płyta jest dla was... popłynie nie jedna łza, i przypomni się niejedna miłość...

  • Link do komentarza Krzysztof Baran niedziela, 05 grudzień 2010 17:19 napisane przez Krzysztof Baran

    Późny wieczór. Siedzę sobie z słuchawkami na uszach i zastanawiam się ile razy jeszcze zaskoczy mnie mój ukochany rock progresywny. Bo oto właśnie po raz kolejny mile mnie zaskoczył wydawnictwem, od którego od jakiegoś czasu nie mogę się oderwać.

    The Black Noodle Project to już uznana marka w Europie. Regularnie nagrywają płyty, uczestniczą w trasach koncertowych dobrych zespołów, a także organizują własne toury. Za każdym razem zaskakują. Potrafią znakomicie przebierać w środkach, które wykiełkowały w dość odległej przeszłości, a teraz ich charakterystyczne elementy kultywowane w mniej lub bardziej oryginalny sposób wciąż są dla muzyków strawą duchową i muzycznym drogowskazem. Wszak tacy wykonawcy jak Pink Floyd, Rush, Hawkwind czy Nektar to niewątpliwa, historyczna i iście magiczna mikstura.

    Najnowszy album francuzów, 'Ready To Go' sprawił ostatnio, że znów uwierzyłem, a właściwie po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że można być oryginalnym robiąc muzykę pod tak bardzo wyraźnym wpływem przeszłości. Trzeba grać muzykę od serca, z głębi duszy. Taką, jaką się lubi, kocha i czuje. To właśnie robią muzycy The Black Noodle Project. Elementy space rocka i klasyki progresywnego gatunku, psychodeliczny pierwiastek szaleństwa, hard rockowe zacięcie i przede wszystkim pomysł na to, by te wszystkie elementy zespolić w ciekawą, spójną całość sprawiają, że od kilku dni nie wyjąłem płyty z odtwarzacza. Nie często się to zdarza w przypadku nowych płyt.

    Zarówno na okładce jak i we wnętrzu książeczki dołączonej do płyty panują: mgła, półmrok oraz nagie gałęzie drzew i... stalowe przewody. Te ostatnie raz to w kolczastej formie ogrodzenia (okładka), za chwilę na skąpanych we mgle słupach podtrzymujących linię energetyczną. Czy to jakiś symbol? Z całą pewnością grafikowi, który ten booklet zaprojektował muzyka z płyty nieźle gwizdała w uszach. I nic w tym dziwnego, bowiem za artwork albumu 'Ready To Go' odpowiedzialny jest sam Jeremie Grima, wokalista i gitarzysta The Black Noodle Project. Wszelkie obrazy zawarte w książeczce w niesamowity sposób żyją w symbiozie z muzyką. Jest, więc duszno, mrocznie, chwilami tajemniczo a za moment elektrycznie, z heavy rockowym zębem. Raz muzyka jest mglistą przestrzenią, a za chwilę ostrym, elektrycznym sprzężeniem. Impulsem, który transportuje się przez elektryczny (jak by nie było) przewód do naszych głośników. Doprawdy słucha się tej eklektycznej mieszanki jednym tchem.

    Najważniejszą i zarazem najdłuższą kompozycją na płycie jest mini suita 'Ready To Go'. Pojawia się w dwóch częściach: najpierw jako krótkie, instrumentalne intro wyraźnie wprowadzając nas na floydowski, różowy szlak. Druga jej część pojawi się w końcowej części płyty, by podkreślić i przyprawić cały smaczek albumu. Czy jesteście gotowi? Zaręczam, że warto się zagłębić w przestrzeń tego albumu. Zwłaszcza, że druga, po wspomnianym intro, kompozycja sprawiła, że poszybowałem gdzieś bardzo wysoko, przez mgłę i mrok. Utwór 'We've Let You Go' to właśnie taka idealna kompozycja, by wystartować w zmysłową podróż. Pojawią się bardzo zróżnicowane partie gitar. Raz to dość drapieżne, chwilami wręcz zbliżone ku formom alternatywnym, a po chwili zmysłowe, soczyste, klasycyzujące muzykę. Gitar tych jest tu taka przestrzeń, że aż dech zapiera w piersiach. Teraz zrobi się bardziej zmysłowo. Utwór 'The One' to bardzo spokojna, wręcz zawiesista kompozycja, zabierająca nas gdzieś w okolice tajemniczej, ciemnej strony księżyca. W następnej kompozycji, zatytułowanej 'The World We Live' zrobi się o wiele bardziej elektrycznie. Tym razem przed nami pojawi się wielki jastrząb, przecinający wiatr. Bo właśnie w okolice Hawkwind zabiorą nas muzycy The Black Noodle Project. Utwór to dość rozbudowany, ze znakomitym, instrumentalnym rozwinięciem, w którym znów porządzą rozmaitej maści gitary. Będą soczyste solówki i drapieżne riffy. Wszak jastrząb to prawdziwy drapieżca. Czas na podróż do orientu, z utworem 'Rishikesh/Liverpool/Rishikesh'. W Północnych Indiach, w tytułowym Rishikesh, gdzie przed wiekami medytowali mędrcy także jest parno i mgliście. Nie zabraknie tu rzecz jasna hinduskiej nuty. Utwór to właściwie instrumentalny, bardzo działający na zmysły od samego początku. Gitara elektryczna, chwilami imitująca sitar oraz charakterystyczne bębenki ustąpią, w miarę upływu czasu miejsca, dość ostremu heavy i hard rockowemu brzmieniu. Stąd dość przewrotny tytuł. Utwór rozpoczynamy w Indiach, w miarę upływu czasu przenikniemy do jednej ze stolic rocka, Liverpoolu, by w końcowej części utworu znów znaleźć się w mekce azjatyckich mędrców. Francuzi nie dadzą nam spokoju w kolejnym utworze 'Comming Up For Air', znów zabierając nas w przestworza. Tym razem zagrają bardziej przebojowo, trochę z duchem Rush. To utwór w sam raz dla radiowców! Dobrze zaaranżowany, zagrany z zębem i dość łatwo wpadający w ucho, z ciekawym solo na pianinie w jego środkowej części. Kolejny utwór to kompozycja wybitnie instrumentalna. 'Asymmetrical Vision' skręci nieco w rejony eksperymentowania z muzyką przez Karmazynowego Króla. Bas i gitara wiodą tu prym, zabierając nas w króciuteńki, rozimprowizowany jam. Czas na heavy prog! Utwór numer osiem, 'From Out Of Nowhere' znów nas rozbudzi, sprowadzając na ziemię. Tym razem w duchu Nektaru, Zeppów czy Czarnej Wdowy. Zdecydowanie, rytmicznie z ciekawym refrenem i odpowiednio sprzężoną gitarą. Tak jak lubię! Nadchodzi punkt kulminacyjny płyty. Wprowadzi do niego nas ciekawa, wysmakowana kompozycja 'I'll Be Gone', w której w rolach głównych wystąpi pianino i głos Jeremiego Grimy. Staniemy wreszcie przed szalonym diamentem. Tym samym, z którym oko w oko stanęli kiedyś sami Floydzi. Druga część tytułowego 'Ready To Go' to prawdziwy smaczek tej płyty. Znakomity, wprost powalający na kolana rozbudowany numer, prawdziwy hołd dla mistrzów sprzed lat. Tajemnicza, początkowo spokojna, ale w miarę upływu czasu potęgująca na sile pierwsza część instrumentalno - wokalna i wreszcie rozimprowizowana, druga odsłona instrumentalna, z klasycznymi organami, gitarowymi riffami i sekcja rytmiczną niczym z początku lat 70. Pojawi się nawet jakże charakterystyczny saksofon! Ostatnim utworem jest kompozycja 'Farewell'. Tym razem francuzi zabawią się potencjometrem naszych zmysłów, budując coraz większe napięcie, po niemal krzyk w jego końcowych partiach. Psychodela i kosmiczna przestrzeń na przemian.

    Album 'Ready To Go', to muzyka o wielu twarzach i obliczach. Emocjami i zwrotami stylistycznymi możnaby bez problemu wypełnić kilka płyt, a i tak byłoby ich na tym albumie wystarczająco dużo. Francuzi z The Black Noodle Project zagłębiajac się w stylistyczny eklektyzm i nagrywając długi, bo dobrze ponad godzinę trwający album porwali się na bardzo trudne zadanie. Zdecydowanie jednak zdali sobie sprawę, że za takie coś można łatwo zostać rzuconym na pożarcie krwiożerczej krytyki i wymagających fanów gatunku. Według mnie nagrali album z duchem przeszłości, od deski do deski absolutnie znakomity, trzymający w napięciu, żonglujący naszymi emocjami, taki, do którego będę z przyjemnością powracał. Za to należą się artystom z Francji ogromne słowa uznania.

    Ocena musi być wysoka! 5/5

    Czy jesteście gotowi? Gorąco polecam!

    Krzysiek 'Jester' Baran

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version