ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Colin Bass | Amarok | Cereus | 01.12.2018. | MOK | Legionowo

Wokalista i basista Camel, Colin Bass, naprawdę lubi nasz kraj. W przeszłości muzyk wielokrotnie współpracował z polskimi wykonawcami, którzy grali na jego solowych płytach lub występowali z nim na scenie, sam też gościnnie udzielał się na albumach polskich kolegów, chociażby projektu Michała Wojtasa, Amarok. Ta ostatnia współpraca procentuje do dziś. Colin w tym roku trzykrotnie odwiedził Polskę – w lutym był gwiazdą festiwalu Warsaw Prog Days w warszawskiej Progresji, w czerwcu powrócił do tego klubu wraz z Camel (wtedy zespół wystąpił również w Zabrzu), a na przełomie listopada i grudnia postanowił wrócić do Polski solo, świętując dwudziestą rocznicę znakomitej płyty „An Outcast Of The Islands”. Mini trasa, którą artysta żartobliwie nazwał „Minotaur” (gra słów, od angielskiego „mini tour”) odbyła się w Piekarach Śląskich, podwarszawskim Legionowie i Poznaniu. Podobnie jak w lutym, muzykowi akompaniował zespół Amarok. Ja miałem okazję uczestniczyć w koncercie w Legionowie.
Zanim na scenie pojawiła się główna gwiazda wieczoru, mieliśmy okazję zobaczyć występy Cereus i Amarok, jeszcze bez Colina Bassa. Warszawski CEREUS to młody i ambitny zespół, który ma na swoim koncie dopiero debiutancką płytę „Dystonia”. Mroczna i niepokojąca muzyka z pogranicza post rocka i rocka progresywnego z elementami nowej fali ma w sobie ogromny potencjał, zwłaszcza że jest bardzo dynamiczna i zróżnicowana. Nad dźwiękami góruje mocny i charakterystyczny głos wokalisty Michała Dąbrowskiego, który śpiewa z ogromnym zaangażowaniem i ekspresją. Zespół brzmiał dobrze, ale powinien albo zatrudnić etatowego klawiszowca albo używać wcześniej zgranych sampli, ponieważ przy pracy tylko jednej gitary momentami brakowało mocy. Nie mniej, był to bardzo udany, pełen emocji występ, w trakcie którego można było usłyszeć najlepsze fragmenty „Dystonii”: „Ocean”, „Abyss”, „Cassiopeia”, „Ergo” i na koniec singlowy „Icarus”.
Zanim AMAROK wystąpił wspólnie z Colinem Bassem, zespół wykonał kilka utworów ze swojej ostatniej, przełomowej płyty „Hunt”. Występ Amarok w Sali Widowiskowej legionowskiego Ratusza jest znamienny, ponieważ to właśnie tu zespół wystąpił pierwszy raz po długiej przerwie, w ramach trzeciej edycji festiwalu Prog Rock Fest. Przez te półtora roku zespół znacznie rozwinął się i dojrzał. Technicznie bez zarzutu, kapryśny sprzęt okiełznany, brzmienie przejrzyste i klarowne, czego papierkiem lakmusowym były dobrze słyszalne instrumenty perkusyjne i „przeszkadzajki” Marty Wojtas. Amarok stworzył wspaniałą, nieco odrealnioną atmosferę poprzez środki wyrazu z pogranicza rocka progresywnego, muzyki elektronicznej i etnicznej. Solówkom gitarowym lidera Michała Wojtasa i wspaniałym brzmieniom klawiszy towarzyszyły dźwięki harmonium i thereminu, na których również gra Wojtas. Poza standardowo wykonywanymi „Anonymous”, „Distorted Soul” i „Winding Stairs”, zespół odważnie zdecydował się na odegranie w całości prawie osiemnastominutowego utworu tytułowego z „Hunt”. Na zakończenie, usłyszeliśmy wyjątkowo przejmujące wykonanie „Nuke”, w którym gościnnie, tak jak na albumie, zaśpiewał Colin Bass.
Znany z Camel wokalista i basista, zdobył uznanie w Polsce nie tylko dzięki pięknej i emocjonalnej solowej twórczości, ale też poprzez swoje nietuzinkowe poczucie humoru i ujmującą osobowość. Samo jego szelmowskie spojrzenie wywołuje uśmiech na twarzy, a żarty zazwyczaj salwy śmiechu. Jak tu się nie śmiać, gdy COLIN BASS zapowiada pierwszy utwór, nowy „No way to run” jako „wesoły kawałek o nadchodzącej apokalipsie, ale nie martwcie się, wszystko będzie ok”. Bass, mimo nieubłaganego upływu lat, jest w doskonałej formie. Wprawdzie, na scenie porusza się raczej powściągliwie, ale wciąż widać w nim ten żar i radość z występowania. Muzyk doskonale czuje się na scenie, a sam przyznał, że sprawia mu to większą radość niż kiedyś. W związku z obchodami dwudziestolecia „An Outcast Of The Islands”, repertuar występu oczywiście zdominowały utwory ze słynnego albumu, ale znalazło się miejsce również dla kompozycji z wydanej trzy lata temu płyty „At Wild End” (wyciskający łzy z oczu „Walking To Santiago” i bardziej żywiołowy „Darkness On Leather Lake”). Jak słusznie zauważył Colin, nie wszystkie utwory z „Outcast” dałoby się łatwo wykonać na żywo, z uwagi na obecność orkiestry w oryginalnych nagraniach, ale zespół zaprezentował najważniejsze fragmenty albumu. Celowo piszę „zespół”, ponieważ Amarok znakomicie pasuje do Bassa, muzycy doskonale dogadują się ze sobą i uzupełniają się wzajemnie. Osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości stworzyli wspólny album. Wśród utworów z „An Outcast Of The Islands”, które usłyszeliśmy tego wieczoru, znalazły się: instrumentalne „Macassar” i „The Straits Of Malacca” oraz „As Far As I Can See” z gościnnym udziałem Michała Kirmucia na perkusji, wzruszający „Goodbye To Albion” z brawurową partią fletu Jacka Zasady (muzyk grał też na płycie), „No Way Back”, „Holding Out My Hand”, „Burning Bridges”, „Reap What You Sow” i wyjątkowa, akustyczna wersja „Denpasar Moon”, zaśpiewana i zagrana wyłącznie przez Colina Bassa. Dużym zaskoczeniem był zagrany na bis „Your Love Is Stranger Than Mine” z repertuaru Camel.
Jak zwykle w przypadku tak dobrych koncertów, czas płynął zdecydowanie za szybko i wieczór wkrótce dobiegł końca. To kolejny w tym roku, po Yes, Camel, Fishu i Glennie Hughesie, koncert doskonałego wykonawcy w nieco podeszłym wieku, który miałem okazję zobaczyć. Głupio pisać wciąż to samo, ale ja naprawdę ogromnie cieszę się, że tacy ludzie jak Colin Bass wciąż występują i mam nadzieję, że będą robić to jak najdłużej. Artyści tego pokroju prezentują nieco inne podejście do muzyki niż współczesne zespoły. Jest to pokolenie symboliczne dla pewnej epoki, która niestety odchodzi i już nie wróci. Wiem o czym piszę, bo mam zaszczyt otrzeć się o tę epokę, przynajmniej w tym schyłkowym momencie. Oby trwał on jak najdłużej, bo choć istnieją chlubne wyjątki, zazwyczaj nawet najlepszy epigon rzadko jest w stanie prześcignąć mistrza.
Przybył, zobaczył, wysłuchał, wrócił i spisał,
Gabriel „Gonzo” Koleński
Zdjęcia - Andrzej Bołdaniuk



 

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version