ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Błąd
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/koncerty/steven-wilson-2015

Steven Wilson w łódzkiej Wytwórni

Powszechnie wiadomo, że Steven Wilson ma w Polsce wielu wiernych fanów niezależnie od tego z jakim projektem odwiedza nasz kraj. I czy jest to jego solowy koncert, czy niegdyś Porcupine Tree, czy później Blackfield, zawsze gromadził sporą i wierną publiczność pod sceną. Nie inaczej było również w tym roku. Podczas trasy promującej najnowszy solowy album Stevena "Hand. Cannot. Erase." artysta odwiedził 7 kwietnia Kraków i dzień później - Łódź.

Ja wybrałem się do Łodzi, choć zdaję sobie sprawę, że pewnie wiele osób było na obu koncertach. Ale to właśnie łódzki koncert zdawał się być atrakcyjniejszy pod względem organizacyjnym - w końcu dzień później wystąpiła w tym samym klubie i ze specjalnym koncertem bardzo popularna w Polsce Anathema. Niezwykła okazja dla fanów progresywnego rocka by zobaczyć dwa dobrze zapowiadające się koncerty. Łódź przywitała nas słoneczną i ciepłą aurą, w końcu chyba doczekaliśmy się wiosny. A może to właśnie Steven Wilson przywiózł ją nam? Podobno na Wyspach piękna pogoda od przynajmniej kilku tygodni. A dodatkowo nowy album "Bosego", mimo refleksyjnej tematyki, jest bodajże jego najweselszym muzycznie wydawnictwem (solowym).

Koncert miał miejsce w Klubie Wytwórnia, który miałem już okazję odwiedzić swego czasu (Soundedit Festival 2014), i który bardzo pozytywnie oceniłem. Również i tym razem się nie zawiodłem - sprawna organizacja, czytelne informacje, miła obsługa i dobre piwo. A to przecież istotny element koncertowy ;) Generalnie po mojej drugiej wizycie w Wytwórni mam bardzo dobre zdanie o tym klubie. Ale przejdźmy do sedna - koncert Stevena Wilsona zaczął się z niewielkim, bo bodaj 15-minutowym opóźnieniem...

...ale pewnie nikt na to nie zwrócił uwagi, bo takie spóźnienia wybacza się momentalnie. W szczególności kiedy koncert jest tak dobry! Pierwszy na scenie pojawił się Adam Holzman, który rozpoczął koncert utworem "First Regret". Chwilę później na deskach Wytwórni zameldował sie już cały zespół: Guthrie Govan, Nick Beggs, Marco Minnemann oraz oczywiście Wilson. Rozpoczęli tak samo jak na płycie, czyli kolejno "3 Years Older", "Hand Cannot Erase" oraz "Perfect Life". Pomiędzy utworami Steven krótko się przywitał oraz powiedział kilka słów o nowym albumie. Wspomniał, że nowy materiał jest dla niego dosyć eksperymentalny i zarazem ekscytujący, oraz ciekaw jest jak publiczność odbierze go w wersji "live". Szybko okazało się jednak, że nowe utwory na żywo sprawdzają się doskonale.

Przed wykonaniem "Routine" Steven zapowiedział, że niestety pomimo prób w trasie nie mogła wziąć udziału Ninet Tayeb - wokalistka, która zaśpiewała na "Hand. Cannot. Erase.". Jej absencja wynikała z tego, że Pani Ninet spodziewa się dziecka i nie była w stanie wspomóc zespołu na koncertach. Jej partie zostały odtworzone z nagrań tak by utwory nie straciły pierwotnej postaci. Wyszło to całkiem przyzwoicie choć oczywiście szkoda, że nie mogliśmy zobaczyć Ninet we własnej osobie. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Po "Routine" nastąpiła mała retrospekcja i zespół zaprezentował pierwszy utwór, który nie pochodził z ostatniego krążka. Był to oczywiście "Index", który od momentu ukazania się na "Grace for Drowning" stał się chyba stałym punktem programu solowych koncertów Stevena. Utwór jednak zaprezentowany został w zupełnie nowej, odmienionej formie, w jeszcze bardziej transowym, elektronicznym i mrocznym odcieniu. Fantastycznie to zabrzmiało!

Kolejne dwie pozycje to dalsza promocja "Hand. Cannot. Erase." - jazzujący, z nieco fusion rockową werwą zagrany "Home Invasion" oraz "Regret #9", w którym popisali się nieco wzbogaconymi solówkami Holzman oraz Govan. Publiczność nagrodziła świetne wykonanie długimi brawami, a Wilson podziękował i zapowiedział tym razem utwór Porcupine Tree. Był to "Lazarus", czyli jeden z najpopularniejszych utworów jeżozwierzy. Kompozycja zabrzmiała bardzo mocno, bardzo aktywnie wokalnie wspierał teraz Wilsona basista - Beggs. Zresztą po tym utworze Steven troszeczkę się rozgadał, opowiedział o swoich młodzieńczych inspiracjach muzycznych (w tym o Kajagoogoo, to w nawiązaniu do Beggs'a), również o muzyce shoegaze. Wilson wspomniał kilka zespołów, których słuchał i słucha m.in. My Bloody Valentine czy Slowdive. A wszystko to przed wykonaniem "Harmony Korine", który to właśnie bogaty jest w elementy shoegaze'u. Utwór zabrzmiał potężnie, był to chyba najmocniejszy dotychczas fragment koncertu. Nawet odmieniony "Index" nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak "Harmony Korine".

Ale na najciekawsze nadal czekałem, i właśnie się doczekałem - "Ancestral". Najdłuższa i najmocniejsza kompozycja z "Hand. Cannot. Erase.". Mój osobisty faworyt jeśli chodzi o ten album, a jednocześnie utwór, który szybko stał się jednym z moich ulubionych w całej dyskografii Wilsona (Porcupine Tree włączając w to również). Ascetyczny spokojny początek utworu zbudował świetny klimat. Później bodaj najlepszą solówkę wieczoru wyszarpał ze strun Govan, ponownie odezwała się z głośników (niestety) Ninet Tayeb, aż w końcu rozpoczął się najpierw psychodeliczny, a później ciągle przyspieszający finał. To było dla mnie apogeum koncertu, ciężko można było spokojnie ustać w miejscu, a rytmiczne machanie głową sprawiało, że nie bardzo skupiałem się na tym co działo się na scenie. To był ten moment, na który czekałem najbardziej i totalnie się nie zawiodłem. "Ancestral" jeszcze bardziej urósł w moich oczach, tzn. uszach.

Kończąc zasadniczy set zespół zaprezentował jeszcze dwa brakujące utwory z najnowszego albumu - piosenkowy, choć przyjemnie bujający "Happy Returns" oraz zamykające całość outro "Ascendant Here On...". Zespół zszedł ze sceny, a przed nią opadła kurtyna, na której rozpoczęło się wideo. To był początek bisów - "The Watchmaker" wraz z wizualizacją znaną z poprzedniej trasy zabrzmiało mocno i przekonywująco, zresztą po raz kolejny. Wydaje się to być kolejny kandydat do miana "stałego punktu programu" na koncertach Wilsona. Na deser zabrzmiało jeszcze monumentalne, mocno zabarwione elektroniką "Sleep Together" z albumu "Fear Of A Blank Planet" Porcupine Tree. Po tym utworze zespół ponownie opuścił scenę, tym razem na dłużej, ale brawa zachęciły muzyków do powrotu. Na deser, choć pewnie wszyscy zgromadzeni byli już mocno najedzeni wspaniałą muzyką, dostaliśmy jeszcze tytuły utwór z poprzedniego albumu, czyli "The Raven That Refused to Sing".

Co tu dużo mówić - koncert był fantastyczny. Stojąc jeszcze jakiś czas na płycie klubu podsłyszałem narzekania kogoś, że było za głośno. Nie zgadzam się. Nagłośnienie było bardzo dobre, a na koncerty chodzi się też po to by posłuchać sobie muzyki z odpowiednią głośnością. Akustyka klubu Wytwórnia jest bardzo dobra, akustyk poradził sobie z zadaniem na "5+", a efekty 5:1 wydobywające się czasami z głośników umieszczonych za widownią podciągają całościową ocenę do "szósteczki". Dodatkowym bodźcem były też świetne wizualizacje, w których dużo było Polski - a konkretnie ujęć z Poznania. To też wywołało na chwilę ciche dyskusje na widowni... czy to Poznań? A może Łódź? A może Warszawa? Na szczęście pojawiła się w pewnym momencie rejestracja samochodu, a Steven Wilson sam później rozwiał wątpliwości. Kolejnym polskim akcentem była "główna rola" Karoliny "Carrie" Grzybowskiej w filmach wyświetlanych w czasie koncertu i będących ilustracją do utworów.

Warto było tego dnia wybrać się do Łodzi i brać udział w tak dobrym muzycznym przedstawieniu. Steven Wilson to najwyższa półka światowa, w dodatku ma nosa do muzyków i otacza się wyłącznie takimi, którzy prezentują równie wysoki poziom. Dodając do tego świetne kompozycje, setlistę promującą głównie nowy album (w końcu po to jedzie się w trasę), dobrą akustykę i oprawę wizualną - mamy przepis na genialny koncert. Jedyne co przychodzi mi do głowy, co mógłbym zmienić w tym koncercie to... ilość utworów. I tak, oczywiście by było ich znacznie więcej!

{gallery}koncerty/steven-wilson-2015{/gallery}

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version