ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Błąd
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/koncerty/PTN19ProgRock
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/koncerty/ProgTheNight_19

Prog the Night V | 25-26.10.2019. | ŁDK | Łódź


Festiwal Prog The Night już na stałe wpisał się w plany koncertowe wielu moich znajomych. Łódzki Dom Kultury, który całe szczęście wciąż ma do nas ogromne pokłady cierpliwości i gościnności, już po raz piąty przyjął gości z całej Polski i zaserwował im niemałą progresywną ucztę. Szkoda czasu i miejsca na moje ogólne wypociny, więc po prostu poczytajcie sobie o poszczególnych zespołach.
Festiwal rozpoczęła formacja TRACES TO NOWHERE. Na scenie zrobiło się ciemno i mrocznie, ale było to fascynujące i pozbawione tandetności. Nie ukrywam, że bardzo lubię taki klimat i nie tylko dlatego, że zespół pochodzi z Warszawy. Od razu przykuwa uwagę wokalistka Karolina Mazurska. Nie wyglądem, ponieważ w tej ciemnicy prawie nie było jej widać (szczęka opadła mi dopiero po występie, gdy zapalili światło). Karolina ma bardzo ciekawy głos, momentami jakby omdlały, kiedy trzeba niezwykle zmysłowy, ale potrafi też drapieżnie wrzeszczeć. Mieszanka melancholijnych, nastrojowych tematów gitarowych i mocnych ścian dźwięku, w połączeniu z damskim wokalem, przywodzi na myśl twórczość Obscure Sphinx, która może być jakimś tam punktem odniesienia. Jednak emocje towarzyszące koncertom Traces To Nowhere są inne, bardziej subtelne i przestrzenne, tak jak muzyka zawarta na płycie „Up to the Sun”, którą przy okazji serdecznie polecam.
Po takim początku, następna grupa powinna mieć bardzo ciężko. Ale to przecież ACUTE MIND. Ekipa Marka Majewskiego powraca w tym roku w pięknym stylu wraz z bardzo udanymi koncertami w Legionowie i tym w Łodzi oraz nową epką, dostępną podczas obu występów. Słowo, które przychodzi mi od razu na myśl obserwując zespół w akcji, to profesjonalizm i to absolutny. Wspaniale zgrani, doświadczeni muzycy doskonale wiedzą po co wychodzą na scenę. Marek jest fantastycznym frontmanem, czemu z pewnością przysłużyła się przygoda z Osada Vida. Poza dobrym, czystym głosem, ma też charyzmę i dar nawiązywania kontaktu z publicznością. Podczas łódzkiego występu bardzo dobrze sprawdziły się zarówno starsze utwory z debiutanckiej płyty, jak i świeże z nowej, małej płyty. Nie zabrakło nawet pięknie wykonanego coveru „Pain” z repertuaru Blackfield.
Pierwszego dnia światło w Sali Kolumnowej zgasili gospodarze. Zrobienie łódzkiego LET SEE THIN główną gwiazdą wieczoru było nieco ryzykowne. Muzycy są oczywiście doświadczeni i znani z nieodżałowanego, kultowego w niektórych kręgach zespołu Leafless Tree. Jednak popularnie zwane „Lecytynki” odcięły się od dawnej grupy grubą kreską i zaczynają wszystko od nowa. Bez płyty, z nową nazwą i utworami, które swe premiery mają na koncertach, zespołowi może być trochę ciężko. Mimo tych trudności, panowie wyszli na scenę bez najmniejszych kompleksów i zagrali wspaniały, niezwykle poruszający koncert. To co Łukasz Woszczyński wyprawia ze słuchaczami Let See Thin powinno być karalne, bo nie każdy wytrzyma taki ładunek emocjonalny. Oczywiście zespół to nie tylko wokalista. Każdy muzyk wykazuje się w tym przypadku umiejętnościami i kreatywnością. Słychać, że panowie cały czas poszukują i rozwijają swoje pomysły, a utwory zyskują za każdym razem coś nowego. Największe wrażenie zrobiły na mnie, bisowane zresztą, „Time” i „Change”, o ile dobrze zapamiętałem tytuły.
Drugi dzień festiwalu również otworzyli warszawiacy. Występ na Prog The Night V był pierwszym w ogóle koncertem formacji THE THIRD PROJECT. Niestety było to słychać. Zespół, który wydał w tym roku bardzo udaną, debiutancką płytę „When Remembrance Becomes A Thing”, nie do końca umiał odnaleźć się na scenie. Szczególnie u wokalisty Cezarego Jastrzębskiego widać (i słychać) było dużą tremę, która zdawała się go blokować. Muzyka zespołu jest generalnie mocno skomplikowana i okiełznanie jej na żywo musi być szalenie trudne. Muzycy dwoili się i troili, by wszystko szło sprawnie i w większości przypadków udawało się to, ale momentami występ sprawiał nieco chaotyczne wrażenie. Myślę, że panowie potrzebują jeszcze trochę czasu i kilku kolejnych występów, żeby dopracować szczegóły. Potencjał tkwi w The Third Project jak najbardziej, ponieważ zespół ma na koncie udany debiut. W Łodzi panowie rozkręcili się na dobre dopiero pod koniec koncertu, ale myślę, że jeszcze popracują nad tym i nie raz nas zaskoczą.
TENEBRIS ma za sobą długą i wyboistą drogę. Zespół nie raz zmieniał skład i zawieszał działalność. Niestety nadszedł kolejny moment, kiedy to szeregi grupy rozbijają wewnętrzne ruchy tektoniczne. Występ na Prog The Night V był pożegnalnym koncertem Tenebris, ponieważ sekcja rytmiczna opuszcza skład. Muzycy podsumowali karierę zespołu serwując przekrojową setlistę oraz dając z siebie wszystko. Technicznie i brzmieniowo było bez jakichkolwiek zarzutów. Panowie grali tak jakby przez cały czas ktoś stał nad nimi z metronomem, a dźwiękowcom udało się ukręcić soczyste, potężne, ale niemiażdżące uszu brzmienie. Przez większość występu panowie nie okazywali żadnych emocji, jakby nie przejmowali się zakończeniem działalności. Jednak sposób w jaki podziękowali sobie wzajemnie za koncert wciąż stojąc na scenie świadczy o tym, że los kapeli nie jest im obojętny. Miejmy nadzieję, że muzycy dojdą do porozumienia lub pojawią się nowi, którzy wskrzeszą Tenebris, a ten powstanie niczym feniks z popiołów…
Kolejny występ był jednym z tych, na które publiczność czekała najbardziej. Pochodzący z Leszna RETROSPECTIVE jest pupilkiem tej specyficznej, toruńsko-łódzkiej publiczności, ale nie ma nic za darmo. Zespół przez lata wypracował swoje brzmienie oraz charakter koncertów. Centralnym punktem występów Retrospective jest oczywiście bardzo charyzmatyczny wokalista Jakub Roszak, którego zawsze jest pełno na scenie, ponieważ rozpiera go energia. Grupa jest obecnie na fali wznoszącej, tuż po zakończeniu oficjalnej trasy promującej nowy krążek ,„Latent Avidity”, dlatego też niespecjalnie potrzebuje jakiejkolwiek rozgrzewki. Miłym ukłonem w stronę publiczności był fakt, że setlista w Łodzi była zupełnie inna niż podczas trasy, bardziej przekrojowa. Dzięki temu usłyszeliśmy między innymi „Look In The Mirror”, „Standby”, pięknie zaśpiewane w duecie z Beatą na środku sceny „Ocean Of A Little Thoughts”, „Heaven Is Here” czy niezwykle czadowy, zagrany na bis „The End Of Their World”, a także wybór największych przebojów z nowej płyty.
Zakończenie drugiego dnia festiwalu Prog The Night V również było zaskakujące i nieoczywiste. Kto by pomyślał, że białostocki STARSABOUT może się okazać aż takim zjawiskiem? Każdy, kto był w zeszłym roku w Toruniu. Każdym kolejnym występem zespół udowadnia, że powinno być o nim jak najgłośniej. To co tych kilku nieprawdopodobnie skromnych facetów wyprawia na scenie jest absolutnie magiczne. Oni nie grają, tylko zapraszają do swojego świata, ale nie robią tego nachalnie, agresywnie, lecz roztaczają delikatną mgiełkę, w której można się cudownie zdematerializować. Uwielbiam to uczucie błogości i spokoju, które ogarnia mnie podczas koncertów Starsabout, a widziałem ich już trzy. Bardzo dobra akustyka Sali Kolumnowej w Łódzkim Domu Kultury tylko potęguje wrażenie przestrzenności ich muzyki. W Łodzi usłyszeliśmy chyba wszystkie najlepsze kawałki grupy Piotra Trypusa, ze szczególnym wskazaniem na moje ukochane „Cry Me No Tears”, „Black Rain Love” i „Longing For Home”, z czego dwa ostatnie wybrzmiały ponownie na bis. To było fantastyczne zakończenie bardzo udanej edycji tegoż festiwalu.
Właśnie do mnie dotarło, że to mogła być najlepsza edycja Prog The Night, jaką widziałem, a byłem na festiwalu po raz trzeci. Tak naprawdę, widziałem mnóstwo bardzo dobrych koncertów w Łódzkim Domu Kultury, a z roku na rok wszystko zdaje się być coraz lepiej dobrane i zorganizowane. Strach się bać, co będzie się działo w przyszłym roku podczas trzeciej edycji Prog On Days. Do tego czasu będę z rozrzewnieniem wspominał wszystkie świetne wydarzenia, koncertowe emocje, wyczekiwane spotkania, szczere rozmowy i salwy śmiechu, które jak zwykle towarzyszyły mojemu pobytowi w Łodzi.
Przybył, zobaczył, wysłuchał, przeżył, wrócił i spisał,
Gabriel „Gonzo” Koleński
Zdjęcia - Krzysztof Baran / Katarzyna Antczak / Michał Włodarski /


 {gallery}koncerty/PTN19ProgRock{/gallery}


{gallery}koncerty/ProgTheNight_19{/gallery}


 

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version