ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Błąd
Uwaga
  • There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/koncerty/ProgEve5

Progressive Evening vol.5

Sezon wyjazdów koncertowych otworzył się z hukiem i to na moich ulubionych Kujawach. Gdy dowiedziałem się, że będzie organizowana kolejna edycja Progressive Evening w Bydgoszczy, wiedziałem, że będę tam jeszcze zanim ogłoszono skład. Lista zespołów, które wystąpią była nieco zaskakująca, ale do odważnych świat należy, zresztą jeszcze do tego przejdę. A póki co, zapraszam na relację z koncertów.
Niewdzięczną rolę zespołu otwierającego festiwal otrzymał FRONTAL CORTEX. Olsztyński kwartet zdecydowanie robi coraz większą furorę, co widać po komentarzach w Internecie i reakcjach publiczności na koncertach. Rzadko zdarzają się aż tak dobrze i profesjonalnie przygotowane zespoły. Materiał z debiutanckiej i jak na razie jedynej płyty, „Passage” panowie mają we wszystkich małych i dużych palcach, a wokalista i basista Grzegorz Gołaszewski również w gardle. Muzyka Frontal Cortex doskonale zabrzmiała w Miejskim Centrum Kultury, jeszcze mocniej i dosadniej niż w wersji studyjnej. Szkoda, że zespół nie miał bardziej zróżnicowanego oświetlenia, ale ogólnie występ był bardzo udany. Widać, że panowie coraz śmielej zachowują się na scenie, co bardzo cieszy. Premierowy utwór, który zaproponowali, był mocno utrzymany w ich stylu, zatem podejrzewam, że fani nie będą zawiedzeni nową płytą, która mam nadzieję, ukaże się za jakiś czas.
Drugi występ wieczoru był pierwszą zagadką i pewną woltą stylistyczną. Jazz rock i fusion to nie do końca rock progresywny, choć gatunki te mają wielu wspólnych fanów. Niestety, nie do końca było widać to w Bydgoszczy, ponieważ sporo osób wyszło z sali podczas koncertu APOSTOLISA ANTHIMOSA. No cóż, ich strata, ponieważ występ zasłużonego gitarzysty SBB był znakomity. Specjalnie nie użyłem słowa „solowy”, ponieważ Apostolis nie występował sam, lecz jako trio. Rozpoczął na gitarze, tylko przy akompaniamencie pianisty, ale szybko dołączył do nich basista, a lider usiadł za perkusją i pozostał przy niej do końca. Osobiście, wolę Apostolisa jako gitarzystę, ponieważ uwielbiam jego styl i chętnie posłuchałbym go w większej dawce, zwłaszcza na żywo, ale chylę czoła przed jego licznymi talentami. Muzyka, którą panowie zaserwowali była bardzo eklektyczna, od dynamicznego jazz rocka, przez typowe klawiszowe, przetworzone fusion, kończąc na lekko awangardowych udziwnieniach. Taką twórczość raczej się podziwia niż słucha z przyjemnością, czego nie wszyscy rozumieją, ale taki już los ambitnej i nieszablonowej sztuki.
Zastanawiam się co mogę napisać o ósmym koncercie ART OF ILLUSION, który widziałem w życiu, z czego siódmy raz po wydaniu drugiej płyty „Cold War Of Solipsism” i drugi raz w bydgoskim MCK-u. Utrzymanie formy i wysoki poziom wykonawczy są już tak oczywiste, że nawet nie chce mi się o tym wspominać. O profesjonalizmie, morderczej, ale niebezdusznej technice i ekwilibrystycznych solówkach gitarzysty Filipa Wiśniewskiego wiedzą wszyscy, którzy chociaż raz widzieli zespół na żywo. Nowością jest za to obecność na scenie Artura Olkowicza z Mechanism, który zastąpił Mateusza Wiśniewskiego na stanowisku basisty. Był to pierwszy występ Artura z Art Of Illusion i myślę, że jak najbardziej udany. Za to prawdziwą niespodzianką był nowy utwór, „Interception” (mam nadzieję, że dobrze usłyszałem). Kompozycja jest dość spokojna i nastrojowa, inna niż standardowa twórczość zespołu, ale na tym etapie trudno stwierdzić na ile jest to zapowiedź przemiany, a nie tylko chwilowa odskocznia, tak jak „Able to Abide”.
Główną gwiazdą wieczoru był HUNTER. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zespół ten istnieje już 35 lat, czyli trochę dłużej niż sam chodzę po ziemi. Przez ten czas panowie dorobili się porządnej bazy fanów i kultowego statusu w niektórych kręgach. Hunter nie ma niczego wspólnego z muzyką progresywną, ale przyciągnął do MCK-u osoby, które prawdopodobnie w innych okolicznościach nie zdecydowałyby się wybrać na taką imprezę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że fanów zespołu ze Szczytna zainteresowała twórczość przynajmniej Frontal Cortex i Art Of Illusion, dzięki czemu może choć częściowo zejdą na bardziej progresywne tory. Huntera widziałem ostatnio na żywo w 2008 roku (!) podczas Hunterfestu w Szczytnie. Stwierdzam, że od tamtej pory muzycznie i wykonawczo niewiele zmieniło się w tej kapeli, ale w tym przypadku to dobrze. Grupa Pawła „Draka” Grzegorczyka ma tak wyrobione i charakterystyczne brzmienie, że nie wyobrażam sobie w nim diametralnych wolt stylistycznych. Z uwagi na jubileusz, panowie zagrali bardzo przekrojowy set, uwzględniający zarówno starsze, jak i świeższe kompozycje. Usłyszeliśmy zatem między innymi „Requiem”, „Freedom”, „Mirror Of War”, „Kiedy Umieram”, „$mierci$miech”, „Zbawienie”, „Imperium Uboju”, „Imperium Maczety”, czy „Niewolność”. Obecni na sali fani zespołu mocno ruszyli do akcji, ale część publiczności wycofała się, bo Hunter był tak mocno nagłośniony, że co delikatniejsi słuchacze mieli problem. Dodatkową trudnością mogła być wysoka temperatura na sali. Pod koniec nawet sam Drak stwierdził: „Widzę, że już nie macie siły”. Nie zmienia to faktu, że Hunter zagrał bardzo porządnie i dał z siebie wszystko, co również jest normą i marką w przypadku tego zespołu.
Piątą, a moją drugą edycję Progressive Evening uważam za jak najbardziej udaną. Stylistyczny rozstrzał był nieco ryzykowny i nie każdemu musiał odpowiadać, ale przyciągnął do MCK-u sporą liczbę słuchaczy i zapewnił bardziej niż przyzwoitą frekwencję. Organizacja imprezy nie miała właściwie żadnych luk, wszystko odbyło się sprawnie i zgodnie z planem. Obok sali koncertowej znajdowała się dobrze zaopatrzona restauracja, a przed samym wejściem pełne dóbr stoliki z płytami, koszulkami i innymi gadżetami (całe szczęście, bo miałem kilka zamówień do zrealizowania). Spora załoga wspaniałych znajomych z całej Polski również pozytywnie wpłynęła na klimat wydarzenia. Progressive Evening w Bydgoszczy staje się jednym ze stałych punktów w kalendarzu koncertowym. Mam nadzieję, że za rok odbędzie się kolejna edycja, na którą przyjadę pewnie bez względu na to, kto będzie grał.
Przybył, zobaczył, usłyszał, wrócił i spisał,
Gabriel Koleński
Zdjęcia: Jan „Yano” Włodarski


{gallery}koncerty/ProgEve5{/gallery}


 

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version