ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Pink Floyd
Meddle
(1971, album studyjny)

Meddle
Oceń ten artykuł
(1081 głosów)

01. One Of These Days (5:56)
02. A Pillow Of Winds (5:13)
03. Fearless (6:08)
04. San Tropez (3:43)
05. Seamus (2:15)
06. Echoes (23:27)

 

Czas całkowity: 46:42

 

- David Gilmour - gitara, wokal
- Roger Waters - gitara basowa, wokal
- Richard Wright - instrumenty klawiszowe, wokal
- Nick Mason - perkusja

 

Wyświetlony 11772 razy

3 komentarzy

  • Link do komentarza smith sobota, 20 marzec 2010 16:35 napisane przez smith

    Pink Floyd - Meddle
    Płytę tę można podzielić na dwie części:
    1)Dzień(z utworami)- A pillow of winds, Seamus, Fearless, San Tropez.
    Pink Floyd w swoim dorobku mało ma utworów chilloutowych.Takich które nie mają w sobie nuty refleksji, nie dotyczą poważnych spraw,beztroskich, zagranych po 'bluesowemu' z przymrużeniem oka.Meddle posiada najwięcej tej magii spokoju w sobie. Nie ma tu pompatycznych utworów, genialnych riffów. Siesta, gdzieś tam piesek szczeka, ludzie sie grzeją w ciepłym słoneczku, inni oglądają meczyk popijając gina. Jest słodko i milusio. I polecam na słoneczne dni, nie można sie rozczarować.
    2)Noc - Echoes, One of these Days
    Gdy się przestawi kolejność, i One of these Days da sie po ww. utworach, to można sie dopatrzeć burzy po słonecznym dniu. Wieje, grzmi. Pogoda tworzy się niepokojąca. I muzyka taka jest. W żadnym utworze Pink Floyd nie ma takiej dawki hard rocka, z bassem pulsującym, zwiastującym ciemne chmury. I ta solówka przez cały utwór. Przeszywa jak błyskawice. I zaczyna sie Echoes. utwór genialny. Pierwsza trójka z dokonań tych panów. Po gwałtownej burzy nastaje spokój. Noc. I deszcz jeszcze kropi. Co jakąś chwilę znowu zaczyna mocniej padać. I zaczyna się improwizacja. Organy współbrzmią z bębnami, i gitarą. Wszystko jest chaotyczne. Improwizowane jam sesje słychać jak cholera. I nagle znowu spokój. Wieje wiatr, i piski mew. I od 15 minuty jest jak u Hitchcocka. Rośnie niepokój, dźwięki nabierają na sile, pojawiają sie nowe. Efekt podobny gdy postawi sie czajnik z wodą na gazie. Zagrzewa się, bucha para coraz mocniej, i nagle gwizdek dmie, siła rażenia jest niesamowita. Punkt kulminacyjny. Katharsis. I wyciszenie. Plumkanie. I wiatr wszystko zabiera.
    Jeden dzień.
    Jak rożny jest ten album. Na dodatek z genialnym openerem i outrem. Beztroska miesza się z patosem. Trzeba przesłuchać. Głownie ze względu na Echoes. Esencja progresywnego rocka.

    Moja ocena: 4.0

  • Link do komentarza Rafał Ziemba sobota, 20 marzec 2010 16:35 napisane przez Rafał Ziemba

    Czy nie jest to dziwne, że większość płyt przeze mnie ocenianych dostaje 5? W sumie nie powinno bo to świetne albumy. Nie inaczej jest w przypadku tego albumu Pink Floyd. Choć jest to album dość nietypowy. Zaczyna się od One Of These Days z wokalnym debiutem Nicka Masona i świetna podwójną partią basu. Jest to utwór który zdecydowanie wyprzedza swoją epokę. Potem dwie fajne balladki - A Pillow Of Winds (skomponowana prze Gilmoura)i Fearless (skomponowana przez Watersa). Choć moim zdaniem ta pierwsza o ciut lepsza, ma taką fajną atmosferę, i nie zgodzę sie z przedmówcą, że jest to utwór 'na dzień'. Zdecydowanie jest to utwór dobry na koniec dnia. San Tropez natomiast to muzyczne nieporozumienie. Nie wiem co Waters chciał osiągnąć, ale na pewno nie to. Jeden z najgorszych utworów w całej karierze Pink Floyd (chyba tylko It Would Be So Nice może się z nim równać). Seamus to taka muzyczna ciekawostka. Ot zwykły bluesik, ale cały dowcip polega na tym, że jest 'śpiewany' przez... psa:) Czyli nawet zwierzęta znają się na rocku:) No i na sam koniec danie główne. Echoes. Tego utowru nie da się opisać. Nawet nie próbuję. Kamień milowy w historii muzyki. Gdy rok temu usłyszałem go w Gdańsku podczas koncertu Gilmoura to ze szczęścia nawet w jednym momencie uroniłem łzę:) Gdyby na tym lp były tylko dwie kompozycje St Tropez i Echoes to i tak by dostał 5. Bo ta suita to jedne z najpiękniejszych dźwięków jakie poznał świat. 5/5

  • Link do komentarza Grzegorz Romanowicz sobota, 20 marzec 2010 16:35 napisane przez Grzegorz Romanowicz

    Płyta 'Meddle' była początkiem nowego etapu w historii gigantów rocka, jakimi są Floydzi. Grupa odeszła od psychodelicznych brzmień, eksperymentów zapoczątkowanych przez Syda Barretta, podążając nowym, progresywnym szlakiem. Art-rockowe komponowanie zaczęli na płycie poprzedniej, czyli 'Atom Heart Mother', lecz klasyczny styl tego zespołu został wypracowany na 'Meddle'. Tyle tytułem wstępu. Historia grupy Pink Floyd jest niesamowicie ciekawa, lecz najważniejsza jest ich muzyka i towarzyszące jej emocje.

    Płyta rozpada się na dwie części, typowe jak na winyl: stronę 'A' i 'B'. Strona 'A' zaczyna się kapitalnym, pulsującym basowym numerem 'One of These Days', który jest jednym z najciekawszych fragmentów tej płyty. Zachwyt powoduje ogólny rozwój napięcia jak i rewelacyjna posuwista końcowa partia gitarowa. Utwór ten nabiera niesamowitego klimatu rodem z dobrego horroru, oglądanego przy zgaszonym świetle. W tym miejscu niestety kończy się ciekawa część strony 'A'. Następne dwa utwory: 'A Pillow of Winds' i 'Fearless' to zwyczajne, pogodne balladki. Floydowe 'średniaki'. Zdecydowanie negatywnie na tę płytę wpływają dwa utwory kończące stronę 'A': 'San Tropez' i 'Seamus'. Wakacyjne 'San Tropez' to luzacka piosenka pozbawiona ducha Pink Floyd. Zaś 'Seamus' to najgorsza piosenka Pink Floyd EVER! Nie wiem czy to muzyczny żart, czy nagły brak pomysłu. Męczące wycie psa, pozbawiona finezji bluesowa zagrywka... ' Seamus' to utwór-koszmar. Gdyby 'Meddle' kończyło się w tym miejscu, byłaby to bardzo słaba płyta, z jednym ciekawym kawałkiem i czterema wypełniaczami (w tym z dwoma katastrofalnymi). Lecz na szczęście jest jeszcze strona 'B', która odkupuje winy Floydów za nieudaną część 'A' 'Meddle'.

    Absolutne arcydzieło - tak w dwóch słowach można opisać blisko 24-minutową suitę 'Echoes'. To dzieło zasługuje na znacznie więcej słów zachwytu. Muszę do tego utworu podejść emocjonalnie, bo nie da się podejść do niego czysto teoretycznie. Pierwsze odgłosy, oczyma wyobraźni przenoszę mnie nad morze, nade mną czarne, gwiaździste niebo. Słysze szum fal, leniwe zawodzenie gitary Gilmoura, delikatne organki Wrighta... Po niesamowitym intro utwór przechodzi w część piosenkową, niesamowicie piękną, czarującą prostotą. A właśnie w prostocie tkwi doskonałość. Suita przechodzi w punkt kulminacyjny nr 1. a jest nim orgazmiczna solówka Davida Gilmoura. Osobiście uważam, że fragment od minuty 5:28 do minuty 7:00 jest jednym z najwspanialszych momentów w historii muzyki rockowej. Ta część 'Echoes' zmieniła moje życie, ukazała piękno absolutne osiągnięte w muzyce. Zachwyca i wyciska łzy za każdym odtworzeniem... Jakość nie spada, 'Echa' przeradzają się w kapitalny, uspokajający dialog gitarowo - basowy. Syntezatorowa gra Ricka Wrighta, która następuje po wspomnianym wyżej fragmencie, metaforycznie przenoszą mnie na środek otwartego morza, na jakąś malutka wysepkę, gdzie otoczony piorunami, pełen dreszczy, wysłuchuje doskonałego kunsztu Wrighta, wraz z Posejdonem... Pełen strachu, wracam po chwili na plaże, gdzie słyszę odgłosy z początku suity, z dodatkiem fenomenalnej gry całego Pink Floyd, pełnej tajemnic. Nagle po delikatnym uspokojeniu, dochodzi do drugiego punktu kulminacyjnego, po którym wraca forma piosenkowa. 'Echoes' dobiega końca, przy leniwej grze fortepianowo-gitarowej. Kawał dobrej roboty odstawiła cała czwórka. 'Echoes' to genialna kompozycja Pink Floyd, czarującego spójnością muzyki, nietuzinkową formą i inteligentnym podejściem do muzyki rockowej, która może być zarazem niesamowicie artystyczna i zrozumiała dla szerszego grona odbiorców.

    'Echa' to jedno z największych, jeśli nie największe dzieło Pink Floyd. Jednak 'Meddle' to nie tylko 'Echoes', są jeszcze tandetne wypełniacze ze strony 'A'. Nie mniej jednak, Floydzi zasługują na dozgonną wdzięczność za stworzenie 'Echoes'. W sumie za 'One of These Days' mogę również śmiało podziękować ;)

    Ocena: 4,5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version