ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Porcupine Tree
On the Sunday of Life...
(1991, album studyjny)

1. Music for the head (2:42)
2. Jupiter island (6:12)
3. Third eye surfer (2:50)
4. On the Sunday of life... (2:07)
5. The nostalgia factory (7:28)
6. Space transmission (2:59)
7. Message from a self-destructive turnip (0:27)
8. Radioactive toy (10:00)
9. Nine cats (3:53)
10. Hymn (1:14)
11. Footprints (5:56)
12. Linton Samuel Dawson (3:04)
13. And the swallows dance above the sun (4:05)
14. Queen quotes Crowley (3:48)
15. No luck with rabbits (0:46)
16. Begonia seduction scene (2:14)
17. The long silence (5:05)
18. It will rain for a million years (10:51)

Czas całkowity: 75:41

W większości jest to kompilacja wydanych wcześniej na kasetach "Tarquin's Seaweed Farm" (1989) i "The Nostalgia Factory" (1990)
- Steven Wilson ( guitar, vocals, keyboards, programming )
Wyświetlony 5938 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek środa, 07 grudzień 2011 17:43 napisane przez Michał Jurek

    'On the Sunday of Life...' to płytowy debiut Porcupine Tree. Piszę 'płytowy', ponieważ nagrania pomieszczone na tym albumie były już wcześniej wydane na dwóch kasetach: 'Tarquin's Seaweed Farm' (1989) i 'The Nostalgia Factory' (1991). 'On the Sunday of Life...' stanowi wybór utworów z tych dwóch kaset. Niektóre nagrania mają jednak starszą historię, ponieważ na przykład piosenka 'Nine Cats' powstała już w latach 1983-1985, gdy lider Porcupine Tree udzielał się wraz ze szkolnymi kolegami w zespole Karma. Łatwo policzyć, że komponując utwór, który na długie lata stał się żelaznym elementem koncertowej setlisty PT, Steven Wilson miał jakieś 16-17 lat...

    Początków Porcupine Tree, a więc i 'On the Sunday of Life...', należy szukać w zaciszu domowym Stevena Wilsona. Tam bowiem powstawały pierwsze zarysy kompozycji, które ostatecznie znalazły się na omawianym albumie. Młody Steven Wilson bawił się dźwiękami i możliwościami domowego studia, rejestrując efekty na taśmie magnetofonowej. Większość z tych taśm dawno zaginęła, więc - jak z żalem przyznał pan Stefan - remastering albumu nie będzie możliwy. A wszyscy wiemy, jak lider PT lubi remasterować swoje dokonania ;-).

    Tak czy inaczej, nagrania zawarte na 'On the Sunday of Life...' początkowo nie miały w ogóle ujrzeć światła dziennego. Sam zaś projekt pod nazwą 'Porcupine Tree' był raczej młodzieńczą zgrywą, a nie poważnym przedsięwzięciem*. Nie da się ukryć, że na początku lat dziewięćdziesiątych para szła głównie w gwizdek innego projektu, w którym uczestniczył Steven Wilson, czyli No-man. Ten właśnie zespół miał bowiem odnieść sukces i zawojować listy przebojów. Rynek muzyczny bywa jednak przewrotny i wkrótce okazało się, że to właśnie Porcupine Tree stał się najbardziej rozpoznawanym z muzycznych wcieleń Stevena Wilsona.

    Album 'On the Sunday of Life...' początkowo ukazał się w limitowanym nakładzie 500 dwupłytowych winyli. Płyta rozeszła się jednak niczym przysłowiowe ciepłe bułeczki i wytwórnia Delerium szybko wprowadziła na rynek CD. Losy debiutanckiego albumu do dziś frapują Stevena Wilsona. We wkładce do wznowienia płyty nie może on wręcz wyjść ze zdumienia, że według niektórych fanów jest to najlepszy album PT. Czy słusznie się dziwi? Chyba jednak tak.

    Niewątpliwie na zawartości płyty zaważyły ówczesne fascynacje lidera PT muzyką Pink Floyd, a w szczególności trzema pierwszymi płytami tego zespołu. Również w warstwie tekstowej, tu jeszcze autorstwa A. Duffy'ego, widać pewne odniesienia do surrealistycznych opowieści Syda Barretta zawartych na debiucie Pink Floyd. Sam zaś tytuł 'On the Sunday of Life...' nawiązuje ponoć do 'Wish You Were Here' - oba bowiem przypominały Stevenowi Wilsonowi pozdrowienia z wakacji. Na płycie nie znajdziemy jednak bezpośrednich cytowań czy nawiązań do muzyki wielkich poprzedników. Album sprawia za to wrażenie zbioru nieskładnych fragmentów, z których jednak raz po raz wyłaniają się nagrania wręcz wyborne. Na każdej z czterech części (odpowiadających stronom dwu płyt winylowych) można doszukać się jakichś perełek.

    Na pierwszej będzie to ponad siedmiominutowe, z każdą minutą zyskujące na ekspresji 'The Nostalgia Factory' z pięknymi, krystalicznie czystymi gitarowymi solówkami i zabawnie brzmiącym, nieco przetworzonym wokalem. Ozdobą drugiej części są dwa nagrania: dziesięciominutowe 'Radioactive Toy' (tu tekst popełnił już sam Steven Wilson) i urokliwe 'Nine Cats'. Każdy fan PT z pewnością zna te nagrania. Dostojnie rozwijające się 'Radioactive Toy', w którym pan Stefan szepce o groźbie wojny nuklearnej, po prostu porywa. Psychodeliczne plamy instrumentów klawiszowych stanowią świetne tło dla gitarowych, bardzo stylowych wygibasów lidera PT, a to, co się dzieje w drugiej części utworu, to już prawdziwa magia. Trudno się oprzeć melodyce i nastrojowi tego utworu. Nic dziwnego, że 'Radioaktywna zabawka' stała się wielkim przebojem PT, często granym przez BBC. A delikatne akustyczne 'Nine Cats'?
    Tłusta ropucha w baletkach stała
    Szesnaście kangurów nauczała
    Jak jednym susem jezioro przemierzyć
    Kangury stały ze snem walcząc
    A faraon ucieszną melodię grał patrząc
    Jak na księżycu tańczy kotów dziewięć

    Trudno nie lubić tego nagrania ;-)

    Z trzeciej części płyty na plus wyróżnia się psychodeliczne 'Footprints'. Uwagę przykuwają zmiany klimatu i płynne przechodzenie z części senno-nastrojowych do ekspresyjno-motorycznych. No i to solo gitary... A monotonny, nieco demoniczny głos pana Stefana... Po prostu pycha! Natomiast ozdobą ostatniej, czwartej części jest zamykające cały album dziesięciominutowe 'It Will Rain for a Million Years'. To moje ulubione nagranie z tej płyty, i mam wrażenie, że zostało trochę niesłusznie zapomniane. Kotłujące się gitarowe pasaże Stevena Wilsona po prostu unoszą słuchacza kilka centymetrów nad ziemię, a orientalizujące motywy skutecznie go w przestworzach utrzymują.

    Pozostałe nagrania, jako się już rzekło, mają raczej charakter wprawek do tego, co Steven Wilson zrobi później na płytach 'Up the Downstairs' czy na epce 'Staircase Infinities'. Warto ich jednak posłuchać, choćby po to, by prześledzić muzyczną ewolucję jednego z ciekawszych muzyków dwu minionych dekad. Choć trudno ukryć, że 'On the Sunday of Life... ' to raczej propozycja dla wiernych fanów, a nie dla osób, które dopiero zawierają znajomość z muzyką Porcupine Tree.

    * Po latach lider Porcupine Tree, komentując wybraną niegdyś nazwę dla swojego projektu, stwierdził: 'gdybym wiedział, że zrobię karierę, może bym się bardziej postarał'.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version