ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Porcupine Tree
Deadwing
(2005, album studyjny)

Deadwing
Oceń ten artykuł
(160 głosów)
1. Deadwing (9:46)
2. Shallow (4:17)
3. Lazarus (4:18)
4. Halo (4:38)
5. Arriving Somewhere But Not Here (12:02)
6. Mellotron Scratch (6:56)
7. Open Car (3:46)
8. The Start Of Something Beautiful (7:39)
9. Glass Arm Shattering (6:12)

Czas całkowity: 59:34
- Steven Wilson ( vocals, guitar, piano, bass, keyboards, hammered dulcimer )
- Richard Barbieri ( keyboards, synthesizers )
- Colin Edwin ( bass )
- Gavin Harrison ( drums & percussion )

oraz:
- Mikael Åkerfeldt (OPETH) ( guitar, vocals )
- Adrian Belew (KING CRIMSON) ( guitar )
Wyświetlony 6908 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Gacek środa, 08 luty 2012 18:18 napisane przez Gacek

    Pan Steven Wilson to straszny kombinator, prawie jak stary wujek Fripp. Mógł grać swoją psychodeliczną, nieco pink floydową muzykę i mieć grono oddanych wielbicieli jednak facet cały czas poszukuje wystawiając tym samym słuchaczy na próbę. Stare Porcupine Tree oddzielił od nowego grubą kreską w postaci boxu Stars Die -The Delerium Years i cały czas szuka swojego miejsca. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem płytę Deadwing miałem mieszane uczucia. Jest dość surowa, głośna i ostra-nie tego się spodziewałem. Jednak dawkowana po trochę zaczyna wciągać.


    Na początek atakuje nas utwór tytułowy, jest bardzo motoryczny, rockowy i od razu wpada w ucho-czyli w sam raz na otwieracz. Shallow znowu zaczyna się ostrą jak na nich gitarą i trzyma tak do końca. Dopiero delikatny Lazarus daje chwilę wytchnienia i spokoju. Przez chwilę zespół zaczyna grać 'jak dawniej' jednak zaraz zaczyna się Halo i znowu spadamy na ziemię. Nie jest źle, ale jak na nich to za mało. Dopiero przy Arriving Somewhere zaczyna robić się naprawdę ciekawie. Kompozycja ma mroczny lekko balladowy klimat i z każdą minutą staje się coraz bardziej wyrazista. Około połowy wchodzi ostra gitara a po niej wyborne solo. Utwór ten jest bardziej współczesnym, trochę mrocznym i mniej zakombinowanym odpowiednikiem The Sky Moves Sideways. Dalej leci Mellotron Scratch, jest trochę pogodniej i spokojniej, ale bez żadnych zaskoczeń. Open Car to znowu dawka mocnego grania, chwilami nijakiego a kiedy indziej lekko wpadającego w ucho. Kolejny utwór czyli The Start Of Something Beautiful zaczyna się spokojnie, rozwija się powoli ale znów niczym nie zachwyca. Ostatni utwór - Glass Arm Shattering czaruje nas jak za dawnych dobrych czasów spokojnym gitarowym graniem.


    Ciężko jednoznacznie ocenić ten materiał. Jest tutaj dużo dobrej muzyki jak i trochę zbędnych motywów i przyciężkawych riffów. Płyta została co prawda odebrana ciepło ale rozeszła się podobno w ogromnych nakładach. Dlaczego? Sam o tym myślałem, pewnie jednym z powodów jest singiel, czyli słodki 'Lazarus'. Chociaż w gruncie rzeczy Deadwing to wypośrodkowany i stonowany kawał ciekawej muzyki dojrzałego już zespołu.
    Trzeba dodać jeszcze, iż Steven Wilson podczas swoich muzycznych poszukiwań cały czas panuje nad sytuacją i puszcza oko do starych fanów. Jednak jak pokaże niedaleka przyszłość te poszukiwania zaprowadzą zespół do lasu.

    Ocena: * * * *

  • Link do komentarza Michał Jurek środa, 08 luty 2012 18:18 napisane przez Michał Jurek

    Nagranie albumu 'In Absentia' było dla Porcupine Tree nowym doświadczeniem: transfer do nowej wytwórni, i to majorsa, o wiele lepsze warunki studyjne i znacznie większe pieniądze przeznaczone na promocję. A efekt? Hm. Płyta sprzedała się nienajgorzej, ale z pewnością nie tak, by w pełni zadowolić bossów z wytwórni. 'In Absentia' ledwie zaistniała na listach sprzedaży, nie wykrojono też żadnego singla, który zawojowałby listy przebojów. I w takich oto okolicznościach trzeba się było zabrać do nagrywania kolejnego albumu. Wprawdzie Steven Wilson głosił, że nikt na niego żadnych nacisków repertuarowych nie wywierał, ale... Pamiętam wywiad innego zespołu (mniejsza już o nazwę), który po wyzwoleniu się z okowów kontraktu z majorsem wyznał, że nie czuł presji ze strony wytwórni, ale sam sobie niejako tę presję wytwarzał, no bo jak to? Tyle pieniędzy na nagrywanie, trasy koncertowe, hotele itp., a tu nie ma przeboju? Jakoś tak głupio, i muzycy sami z siebie (a może i nawet wbrew sobie) czuli się w obowiązku kombinować, jakby tu umelodyjnić ich kolejne dokonania. Po co ten przydługi wstęp? Ano dlatego, że wydaje mi się, iż w przypadku 'Deadwing' sprawa miała się podobnie.

    Pan Stefan wraz z zespołem tym razem zadbali o przebojowy singiel, i zrobili to tak skutecznie, że 'Lazarus' - bo właśnie o nim mowa - przewinął się przez listy przebojów w kilku krajach. A że to nagranie na historii z dreszczykiem oparte miało się do stylu Jeżozwierzy jak pięść do nosa... Ale nie tylko 'Lazarus' stanowił zaskoczenie dla każdego fana choć trochę zaznajomionego z dotychczasową twórczością PT. Poprzedzająca ten utwór dwójka nagrań również wypadła trochę 'od czapy'. OK, rozumiem że już na 'In Absentii' zespół zasygnalizował swoje metalowe ciągoty, ale tu już więc mamy prawdziwy skład złomu. I to nie tylko dosłownie, ale także - niestety - w przenośni, bo zarówno 'Shallow' (kolejny singiel), jak i tytułowy 'Deadwing' są bardzo nijakie i przyciężkawe. Można posłuchać, ale - naprawdę - żaden z nich cymes, nie pomogło zaproszenie Adriana Belew i Mikaela Akerfeldta do pogrania w utworze tytułowym.

    Ciekawie robi się potem. Nagrania od numeru 4 wzwyż ratują, moim zdaniem, 'Deadwing' od łatki najgorszego albumu w dorobku PT (a przyznam, że po wysłuchaniu pierwszej trójki byłem wręcz załamany i bliski wyrażenia takiej opinii). Co więcej, niektóre piosenki są nie tyle dobre, co wręcz znakomite.

    Ale po kolei. Czwarte na liście utworów 'Halo' jeszcze epatuje refrenową przebojowością, choć nie w tak nachalny sposób, jak 'Lazarus', dzięki czemu wypada bardziej naturalnie. Być może dlatego to właśnie 'Halo' na stałe zagościło na koncertowej setliście Jeżozwierzy, a nie rzeczony 'Lazarus'? Niemniej to co najlepsze, dopiero ma nastąpić. Długaśny 'Arriving Somewhere But Not Here' rozwija się spokojnie, a napięcie jest stopniowane niczym w jakimś dreszczowcu. Ekspresyjne solówki gitarowe przypominają, że coś ze starego ducha Jeżozwierzy ostało się jeszcze i na tej płycie (choć, co ciekawe, na gitarze pogrywa tu również wspomniany już Mikael Akerfeldt). Nie można też przeoczyć ostrej i baaardzo ciężkiej, acz smakowitej, końcówki. Na mojej prywatnej liście ulubionych nagrań Porcupine Tree ten utwór lokuje się bardzo wysoko. 'Mellotron Scratch' również hipnotyzuje niepokojącym wstępem i quasi melotronowymi pogłosami, a zakończenie tego nagrania to już samo poezja. 'Open Car' już tak wysokiego poziomu nie trzyma, za dużo tu łomotu, ale na szczęście w refrenie wkrada się nieco ładnych melodii. 'The Start of Something Beautiful' to mój kolejny faworyt (wiadomo - długas). Dużo się tu dzieje: dudniący bas i krystalicznie wręcz brzmiąca perkusja tworzą niezły kontrast dla przepuszczonego przez jakiś vocoder wokalu pana Stefana. A i znalazło się trochę miejsca dla fajnych gitarowych zagrywek. Natomiast finałowy 'Glass Arm Shattering' zapewnia niezbędną porcję podniosłego upojenia, kojąc słuchaczy bujającym, megaprzebojowym refrenem ze stadionową zaśpiewką (lalalalala, shalalalala etc.).

    'Deadwing' nie jest, niestety, spójnym albumem. Pewnie w jakimś stopniu było to spowodowane faktem, że pierwotnie lider PT nie chciał tworzyć nowej płyty zespołu, ale zabrał się do komponowania ścieżki dźwiękowej do filmu o duchach, który ostatecznie nigdy nie powstał. I mam takie niejasne wrażenie, że pan Stefan wziął różne smakowite niesamowitości, a kilka nagran krótszych, w założeniu bardziej przebojowych, dokleił niejako na siłę. I to klajstrowanie niestety widać, bo album rozłazi się w szwach.

    Fanom to jednak nie przeszkadzało, bo album się sprzedał lepiej od 'In Absentii', pewnie w jakimś stopniu dzięki tym nielubianym przeze mnie singlom. Może więc było warto? A co tam, zawsze można zaprogramować sobie odtwarzanie od 'Halo' i cieszyć się słuchaniem pozostałych nagrań. Co wszystkim gorąco polecam.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version