ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Porcupine Tree
Futile
(2003, EP CD)

Fan Club/Promo
1. Strip the Soul (Edit) (4:30)
2. Orchidia (3:27)
3. Futile (6:06)
4. Drown with Me (5:21)
5. Interview with Steven Wilson (11:14)
6. Hatesong (Live) (8:40)
7. Blackest Eyes (Live) (4.26)
8. Death Whispered a Lullaby (Taken from Opeth "Damnation" CD) (5:49)
9. Steven Wilson Generic Station ID (0:09)

Czas całkowity: 49:42

Burningshed Downloadable EP:

1. Collapse (1.39)
2. Drown with Me (5.22)
3. Orchidia (3.19)
4. Futile (6.04)
5. Hatesong (Live) (8.32)
6. Chloroform (7.15)

Czas całkowity 32:11
- Steven Wilson (guitar, vocals)
- Richard Barbieri (keyboards, electronics)
- Colin Edwin (bass)
- Gavin Harrison (drums)
Wyświetlony 3590 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek niedziela, 05 grudzień 2010 11:28 napisane przez Michał Jurek

    Steven W. mistrzem merchandisingu jest i basta. Nie dość, że facet nagrywa w zasadzie non-stop, to jeszcze nic z jego utworów się nie marnuje. Zawsze przecież można, oprócz regularnych wydawnictw, zafundować fanom jakąś epkę, promo, czy inny składak. I płytą z tej kategorii jest właśnie 'Futile'. Przy czym dodać wypada, że pan Stefan nie byłby sobą, gdyby nie namieszał nieco, i nie wydał 'Futile' w dwóch wersjach. Pierwotnie bowiem płytka ta pojawiła się w 2003 roku dla członków fan clubu. Jednak trzy lata później Steven Wilson doszedł do wniosku, że szkoda, by epki nie miała poznać szersza publiczność, i udostępnił ją na stronie internetowej burningshed.com. Biorąc jednak pod uwagę zamiłowanie pana Stefana do działań merchindisingowych nie dziwi, że wersja dostępna w Internecie dość znacząco różni się od epki wydanej w 2003 roku. Inny jest zestaw utworów, całość jest też krótsza w porównaniu z pierwotnym wydawnictwem. Od razu więc zaznaczam, że dotarłem jedynie do wersji z 2006 roku i ją postaram się ocenić.

    W zasadzie trudno nazywać 'Futile' A.D. 2006 epką, bo całość trwa dobrze ponad pół godziny: to już niemal album długogrający. Nie należy jednak tej płyty tak traktować, jest ona bowiem zestawem odrzutów sesyjnych powstałych przeważnie podczas nagrywania 'In Absentia'. Na zachętę dorzucił też pan Stefan koncertową wersję 'Hatesong'. 'Futile' ma więc charakter dosyć przypadkowego w gruncie rzeczy zbioru niejednorodnych stylistycznie utworów.

    Płytę otwiera uroczy 'Collapse', będący niczym innym jak wstępem do 'Collapse The Light Into Earth', zamykającego 'In Absentia'. Ponoć według pierwotnego zamysłu, miniatura 'Collapse' miała otwierać album 'In Absentia', jednak ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowano. A szkoda, przynajmniej moim zdaniem. Drugie w kolejności 'Drown With Me' też nie jest nagraniem nieznanym; Jeżozwierze często ogrywali je na różnych koncertach. Fajne, akustyczno-elektryczne partie gitary, dudniąco-bujający bas i melodyjny wokal pana Stevena wyróżniają to nagranie, które w niczym nie odstaje od utworów z 'In Absentia'. Całkiem smakowity to kąsek. Następne dwa nagrania to wyraz bardziej mrocznych fascynacji Stevena Wilsona. Riffy gitarowe są ciężkie i mięsiste, a i stopa pana Gavina chodzi, jak trzeba. Ale w sumie, przynajmniej jak dla mnie, zarówno 'Orchidia' jak i 'Futile' to nic szczególnego, bo nie kryję, że metalowego wcielenia PT nie lubię. Na szczęście 'Hatesong' zwiastuje zmianę klimatu na bliższy moim uszom. Tego nagrania po prostu nie da się zepsuć: powolne, transowo się rozwijające z gitarowo-syntezatorowym odjazdem w środkowej części. Trudno jednak ukryć, że jak ktoś ma w swoich zbiorach chociażby koncertową 'Warszawę', to na jakiś szał uniesień nie powinien się nastawiać. Ot, na 'Futile' mamy kolejną sprawną wersję 'Hatesong', i tyle. Na pociechę zostaje 'Chloroform' (swoją drogą, fajny tytuł ;-)). Znakomita piosenka! Transowy wstęp po prostu powala, a duszuszczipatielnyj śpiew pana Stefana w melancholię wpędza. Bardzo ładnie rozwija się to nagranie, począwszy od kosmicznych, quasi hammondowych pasaży instrumentów klawiszowych, poprzez ostre gitarowe riffy, aż do końcowego wyciszenia. Tak, to nagranie przywołuje nieco klimaty znane z 'Don't Hate Me' czy 'Hatesong' właśnie. Jednym słowem: PT w najlepszym wydaniu.

    Ocena 'Futile' nie jest łatwa. W kategorii 'album długogrający' płyta zasługuje na 2 z plusem, bo jakichś pereł z lamusa (może z wyjątkiem 'Chloroformu') nie zawiera. Jeśli jednak podejdzie się do 'Futile' właśnie jak do promocyjnej epki i powściągnie się nieco oczekiwania, to można spędzić klika miłych chwil słuchając zawartych na niej nagrań. Jak ktoś nie jest zagorzałym fanem PT, może sobie odpuścić, lepiej posłuchać regularnych albumów. Fani jednak odpuszczać sobie nie powinni. 'Futile' może być dla nich niezłym uzupełnieniem kolekcji, zasługując tym samym na:
    3/5, może nawet z niewielkim plusem.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version