ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

W oczekiwaniu na zbliżający się wielkimi krokami festiwal Prog In Park mieliśmy przyjemność zamienić kilka słów z Jamesem Monteith, gitarzystą Tesseract - grupy, która zagra pierwszego dnia festiwalu. Zapraszamy do lektury zapisu naszej rozmowy (poniżej) i jednocześnie niezmiennie zapraszamy na sam festiwal! Poza Tesseract będziemy mogli zobaczyć i posłuchać tam m.in. Dream Theater, Opeth, Fish, Richie Kotzen, Haken, Soen, Alcest, Sermon czy Bright Ophidia. Dołącz do wydarzenia już dzisiaj: LINK


Bartek Musielak: Cześć James! Niezmiernie mi miło, że znalazłeś chwilę, żeby ze mną porozmawiać. Zacznę może od pytania, które paść po prostu musi: dlaczego tak dużo czasu minęło od Waszej ostatniej wizyty w Polsce? Jeśli mnie pamięć nie myli minęło chyba pięć lat...

James Monteith: Cześć! Wow, naprawdę minęło aż tyle czasu? Muszę z pokorą przyznać, że nie mam pojęcia dlaczego tak wyszło. Zawsze staramy się robić to co załatwia nam nasz agent i manager, trzeba by ich o to zapytać (śmiech). Ale to wspaniale móc wreszcie zagrać w Polsce, jesteśmy tym bardzo podekscytowani, a skoro minęło tak wiele czasu to presja na nas jest jeszcze większa. Ale nasza radość z tej wizyty również.

BM: Wizyta, o której wspomniałem miała miejsce w 2014 roku, kiedy byliście w trasie z Animals As Leaders. Była to zarazem jedna z Waszych pierwszych dużych tras koncertowych, jak wspominasz występy w Polsce?

JM: Pamiętam tę trasę doskonale. Zagraliśmy wtedy w Krakowie i Warszawie - nie pamiętam kolejności. W Warszawie zagraliśmy naprawdę duży koncert, wówczas jeden z bardziej znaczących w naszej karierze. Ale oba koncerty wspominam bardzo dobrze, publiczność ciepło nas przyjęła, choć może nikt jeszcze o Tesseract wtedy nie słyszał. Również w związku z tymi wspomnieniami bardzo się cieszę, że w końcu zawitamy do Polski ponownie.

-

- Tesseract "Juno" -

BM: W tym roku zawitacie w ramach festiwalowej części trasy promującej Wasz ostatni album "Sonder". Zagracie na jeszcze dość młodym festiwalu, który nazywa się Prog In Park i odbędzie się dopiero po raz trzeci. Co sądzisz o imprezach tematycznych jak ta, które skupiają się na konkretnym rodzaju muzyki?

JM: Takie festiwale z zasady są nieco mniejszymi imprezami i skierowanymi dla bardziej specyficznej publiczności. Uważam jednak takie inicjatywy za bardzo wartościowe. Publiczność i zespoły nadają wtedy na podobnych falach, powstaje zdecydowanie trwalsza nić porozumienia. Festiwale progresywne natomiast charakteryzuje też to, że słuchacze często bardzo entuzjastycznie reagują, wykazują się zainteresowaniem i sporą wiedzą o tym gatunku. Można z nimi porozmawiać, a same koncerty nabierają dodatkowego wymiaru. Takie imprezy różnią się od generalnie rockowych festiwali, które są bardzo duże. Grając tam koncert nie odnosisz wrażenia, że większa część publiczności rzeczywiście interesuje się twoim występem, a w przypadku imprez tematycznych tak właśnie jest.

BM: Wystąpiliście kiedyś na festiwalu Be Prog! My Friend w Barcelonie, który również był nastawiony na muzykę progresywną. Niestety nie odbędzie się już kolejna edycja, a festiwal przeistoczył się w bardziej ogólną, rockową i wielką imprezę...

JM: Zgadza się, ale w przypadku tego festiwalu wydaje mi się, że organizatorzy polecieli trochę finansowo na zeszłorocznym koncercie A Perfect Circle... (śmiech)

BM: No mogło tak być. A jak wspominasz Wasz występ na Be Prog! My Friend? Słyszałem, że festiwal odbywał się w dość specyficznym miejscu.

JM: Koncerty odbywały się na kwadratowym placu obudowanym małymi budyneczkami, w których mieściły się knajpki i stoiska z merchem. Dobrze wspominam ten koncert, było całkiem fajnie. Zagraliśmy wtedy w ten sam dzień co Opeth i chyba Anathema...

BM: Więc Wasze drogi z Opeth ponownie się przetną w Warszawie.

JM: Tak, ale zespołów prog metalowych na świecie nie jest aż tak dużo, więc często mamy okazję dzielić scenę (śmiech).

BM: Ja z kolei wspominam Wasz występ na festiwalu Brutal Assault w Czechach w 2016 roku, który zarazem był moją jedyną okazją do zobaczenia Tesseract na żywo. Koncert ten był wyjątkowy, czy pamiętasz dlaczego?

JM: Pamiętam i to dobrze. Nasz basista (Amos Williams ~przyp. red.) nie dotarł na tamten koncert i musieliśmy zagrać bez niego, a jego partie zostały odtworzone z taśmy. Taka sytuacja wydarzyła się w naszej historii tylko raz! Teraz będziesz więc miał okazję zobaczyć Tesseract z basistą w składzie!

BM: I bardzo mnie to cieszy! Pamiętasz może co się wtedy wydarzyło, że Amos nie mógł dotrzeć do Czech?

JM: Nie w szczegółach, ale było to powiązane z przelotami samolotem. Amos był wtedy w Afryce i pracował przy jakimś projekcie charytatywnym związanym z budową szkoły. Niestety jego lot został odwołany albo przesunięty, nie pamiętam dokładnie. Ale ostatecznie nie było możliwości go do Czech ściągnąć i musieliśmy sobie poradzić bez niego. Mam nadzieję, że wypadliśmy całkiem nieźle, co?

BM: Mi się bardzo podobało, a założę się, że publiczności tłumnie zgromadzonej pod sceną również. Chciałbym teraz przejść do Waszego najnowszego albumu "Sonder", ale mam jeszcze jedno, dość podchwytliwe pytanie: czy uważasz Tesseract za zespół progresywny?

JM: Hm... chyba tak, choć to bardzo ogólnikowe pojęcie i niesprecyzowane jeśli chodzi o muzykę. Według mnie oznacza ono taką muzykę, która pozwala brzmieć inaczej, pozwala na eksperymenty, w pewnym sensie łamie schematy. Tak staramy się tworzyć muzykę na każdym albumie. Nie chodzi o to, żeby koniecznie łamać schematy, ale o to, żeby używać różnych dźwięków, starać się brzmieć inaczej, coś odkrywać. I jeśli tak rozumieć muzykę progresywną to według mnie takim właśnie zespołem jesteśmy.

BM: Nazwałem poprzednie pytanie podchwytliwym ponieważ "Sonder" to album wyjątkowo krótki, a z muzyką progresywną kojarzone są raczej długie formy. Czy taki kształt krążka był zamierzony i intencjonalny?

JM: Nie, tak po prostu wyszło. Tak ten album czuliśmy i dodanie mu czegokolwiek, żeby był dłuższy po prostu by się nie sprawdziło. Nie było w naszej intencji nagranie krótkiego albumu. Kompozycje powstały naturalnie i pasują do siebie doskonale. Mieliśmy oczywiście jeszcze trochę materiału i nawet kilka dodatkowych kompozycji, ale one by tutaj po prostu nie pasowały. Jeśli jednak chodzi o muzykę progresywną to wydaje mi się, że tutaj nie ma żadnych przymusów. Album czy utwór nie muszą być długie, żeby były progresywne. Raczej powinny starać się być inne od wszystkich.

BM: Doskonale to wytłumaczyłeś! Progresywny może być taki album jak "Sonder", albo taki, który trwa 50 minut i składa się z jednego kawałka...

JM: Dokładnie tak! (śmiech)

-
James Monteith - Tesseract - source: metalsucks.net
- James Monteith, Tesseract - źródło: www.metalsucks.net

BM: Co do albumu chciałbym Cię jeszcze zapytać o co chodzi z tym dźwiękiem 3D? (album został również wydany w wersji rozszerzonej, w której dołączony został drugi krążek z alternatywnym, przestrzennym miksem ~przyp. red.)

JM: Nie jest to raczej pytanie do mnie, w szczególności jeśli chodzi o aspekty techniczne. Ale całość ma brzmieć bardziej przestrzennie i miks albumu w tej wersji wykorzystuje techniki, które są już regularnie stosowane w grach komputerowych czy filmach. Całość ma tworzyć wrażenie przestrzeni, a specyficzny miks pozwala osiągnąć ten efekt na zwykłych słuchawkach stereo.

BM: Czyli coś jak dźwięk 5:1 wykorzystywany w filmach?

JM: Mniej więcej, ale nie potrzebujemy do tego pięciu głośników - wystarczą słuchawki. Odczucia słuchacza są jednak zbliżone do dźwięku przestrzennego.

BM: To bardzo nowoczesne podejście, być może wpłynie ono na przyszłośći muzyki. Aktualnie sporo zespołów skłania się też w drugą stronę - bardziej retrospektywną. Sporo kapel stara się brzmieć jak zespoły z poprzednich epok, nagrywane są krążki "na setkę" itd. Co myślisz o takiej tendencji?

JM: Nie ma tutaj dobrego czy złego podejścia, głównie chodzi o to, żeby muzyka "działała". Chodzi mi o to, że muzyka ma brzmieć w sercu muzyka, jej twórcy, ale też słuchacza. Może przy tym brzmieć nowocześnie, ale może też być bardzo organiczna, naturalna i przez to kojarzona z nagraniami sprzed lat. Podoba mi się podejście zespołów, które nagrywają wspólnie, jest w tym coś naturalnego kiedy wszyscy muzycy razem grają. Ale problemy pojawiają się kiedy muzyka staje się technicznie bardziej skomplikowana. Wtedy cały proces nagrań się komplikuje, łatwiej popełnić błędy, same nagrania się przeciągają i tak dalej. A to wiąże się z kosztami i czasem. Myślę jednak, że nawet jakbyśmy dysponowali dużą ilością czasu i pieniędzy to nasza muzyka i tak podążałaby drogą technologii.

BM: "Sonder" to album który brzmi bardzo nowocześnie. Jeśli miałbym określić dwa bieguny w jakich podąża progresywna muzyka to na jednym z nich byłyby takie zespoły jak choćby Opeth, który brzmi ostatnio bardziej klasycznie (w duchu rocka lat 70-tych), a na drugim właśnie Tesseract z bardzo nowoczesnym brzmieniem. Jesteście w pewnym sensie pionierami...

JM: Cieszę się, że spodobało Ci się to jak brzmi "Sonder". Ja też jestem z tego zadowolony (śmiech). Natomiast Tesseract zawsze chyba będzie podążał za technologią i jej używał. Szanuję i podziwiam takie zespoły jak Opeth, które chcą brzmieć bardziej klasycznie. To oczywiście również ma swój urok oraz w pewnym sensie także rozwija i pcha do przodu muzykę.

BM: Do albumu powstały dwa teledyski: "King" oraz "Juno". Pierwszy z nich opowiada pewną historię podczas gdy drugi jest bardziej wizualnym obrazem. Który z nich bardziej Ci się podoba?

JM: A muszę wybierać? (śmiech) Oba mi się podobają tak samo, nie potrafię tutaj wskazać czegoś, co bardziej lub mniej by mi pasowało. Pierwszy faktycznie jest teledyskiem fabularnym, opowiada pewną historię, której nie będę streszczał - lepiej ten teledysk po prostu zobaczyć. A drugi to z kolei bardzo ładna wizualizacja do całkiem fajnego utworu.

BM: Planujecie może jeszcze jakieś teledyski do któregoś z pozostałych utworów z "Sonder"?

JM: Na ten moment nie. Skupiamy się na letniej trasie koncertowej, a później prawdopodobnie zaczniemy prace nad nowym materiałem, ale nie będą to nowe teledyski.

BM: Czyli prace nad nowym albumem?

JM: Taki jest plan!

BM: Już nie mogę się go doczekać! To kiedy premiera? (śmiech)

JM: Ha! Tego jeszcze nie mogę powiedzieć, pewnie gdzieś w 2020, a może nawet 2021 roku... zobaczymy, trudno powiedzieć ile to wszystko zajmie.

-

- Tesseract "King" -

BM: Ok, to teraz pytanie z innej beczki. W Tesseract miało miejsce kilka zmian personalnych, ale zawsze dotyczyły one stanowiska wokalisty. Dlaczego tak się działo?

JM: Oj, to było dawno temu. W 2011 Dan (Daniel Tompkins ~przyp. red.) opuścił zespół, to był dość dziwny okres w historii Tesseract. Jakiś czas śpiewał u nas Elliot Coleman, ale potem dołączył do nas Ashe (O'Hara ~przyp. red.) i nagraliśmy razem "Altered State". Po kilkunastu miesiącach nasze drogi z Ashem się rozeszły i wtedy okazało się, że Dan może wrócić do zespołu. O wszystkich powodach tych zmian nie chciałbym wspominać, można powiedzieć, że miały na to wpływ różne sytuacje życiowe. To dość skomplikowane żeby z powodzeniem łączyć życie prywatne i grę w zespole, ale teraz nam się to udaje i oby jak najdłużej.

BM: Kiedy Daniel nie występował w Tesseract nagrał całkiem fajny album ze Skyharbor. Miałem okazję zobaczyć go z tym zespołem na koncercie w Polsce. Znasz może "Guiding Lights"?

JM: Oczywiście, że znam (śmiech). To naprawdę bardzo dobry krążek i jeśli jeszcze ktoś nie słuchał to powinien to jak najszybciej naprawić.

BM: Zgadzam się. Wracając jednak do "Sonder" - wydaliście go ponownie pod szyldem Kscope. Co spowodowało, że postanowiliście zrezygnować z dużej wytwórni (Century Media ~przyp. red.) i przenieść się do mniejszej, bardziej nakierunkowej gatunkowo?

JM: Decyzja była dość prosta. Znaliśmy ludzi z Kscope, lubiliśmy ich, podobały nam się ich pomysły, a także to, że są otwarci na kreatywność. Chcieliśmy też należeć do środowiska bardziej progresywnego, a nie do końca udawało nam się to w poprzedniej wytwórni, w której znajduje się też mnóstwo zespołów grających ciężki metal. Mieliśmy poczucie, że chcemy się od tego delikatnie odciąć. A w Kscope czujemy się jak u siebie, to taka progresywna rodzina, w której wzajemnie się wspieramy i do której teraz szczęśliwie możemy należeć.

BM: Ładnie to ująłeś. A jak określiłbyś miejsce w jakim znajduje się teraz muzyka progresywna? Czy rzeczywiście taka jest i stara się iść do przodu, czy może od jakiegoś czasu stanęła w miejscu?

JM: Jest wiele zespołów, które starają się robić ciekawe i interesujące rzeczy. Dlatego myślę, że progresywna muzyka zdecydowanie idzie do przodu. Jeśli miałbym podać jakieś przykłady to moim zdaniem bardzo progresywne spojrzenie na muzykę ma The Algorithm z Francji. Używają w muzyce sporo elektroniki, ale są w tym bardzo postępowi. Lubię też na przykład Haken, z którymi jeśli mnie pamięć nie myli spotkamy się w Warszawie. Ale Haken to bardziej klasycznie prog metalowa muzyka, zbliżona do nagrań Dream Theater.

BM: Dream Theater też zagra na Prog In Park, ale oba w drugi dzień festiwalu (Tesseract zagra dnia pierwszego ~przyp. red.). Lubię sobie żartować, że Haken ostatnio zjada na śniadanie swoich starszych, amerykańskich kolegów... (śmiech)

JM: Hm... no coś w tym jest! (śmiech)

-


- Tesseract "Luminary" -

BM: A jak już wróciliśmy do festiwalu w Warszawie... Jesteś teraz we Francji, w składzie Prog In Park jest jeden z najciekawszych zespołów tamtejszej sceny, czyli Alcest. Wywodzą się oni z muzyki black metalowej i ostatnio sporo zespołów podąża ścieżką łagodzenia swojego brzmienia. Czy Tesseract też kiedyś to spotka?

JM: Nie wydaje mi się. Oczywiście black metalu nie gramy (śmiech), ale czerpiemy sporą przyjemność z ciężkich, gitarowych riffów i raczej z tego nie zrezygnujemy. Wspomniałeś Alcest - znam ten zespół i naprawdę bardzo mi się podobają ich ostatnie nagrania. To rzeczywiście świetna kapela, będziemy mieli okazję zobaczyć ich w Polsce?

BM: Tak, grają w ten sam dzień co Wy. Ostatnie pytanie w takim razie! Z Twojego konta na Twitterze wyczytałem, że jesteś miłośnikiem serów. Czy to prawda i czy znasz może jakiś rodzaj sera pochodzącego z Polski?

JM: To prawda, uwielbiam sery. Ale żadnego polskiego nie znam - masz może dla mnie jakąś rekomendację?

BM: Powinieneś spróbować góralskiego oscypka, są naprawdę smaczne!

JM: Super, muszę to w takim razie umieścić w naszym riderze na koncert w Warszawie i mam nadzieję, że znajdzie się jakiś na backstage'u! (śmiech)

BM: Smacznego w takim razie! Dziękuję bardzo za poświęcony czas i za ten wywiad. Nie pozostaje mi nic innego jak zbić z Tobą piątkę na Prog In Park. W takim razie do zobaczenia w Warszawie!

JM: Dzięki wielkie i do zobaczenia!


-

Prog In Park FB Banner

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version