ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

"...aby muzyka inspirowała do własnego myślenia..." wywiad z Jankiem Niedzielskim z zespołu Dianoya

Janku, na początek przybliż nam może historię zespołu Dianoya. Kiedy powstał, kto go założył, czy były jakieś zmiany personalne?

Historia tego zespołu wiąże się z wieloletnią potrzebą stworzenia muzyki, która satysfakcjonowałaby mnie w 100%. Przez kilka lat mojego „muzykowania” miałem okazję współpracować z różnymi ludźmi, różnymi zespołami. Nieraz była to bardzo owocna i inspirująca współpraca, ale dopiero w momencie zakładania tego zespołu czułem, że w końcu zrobię coś naprawdę swojego. Od początku widziałem na pokładzie Lopeza (Filip), którego znałem już od wielu lat i kilka razy miałem już okazję tworzyć z nim dźwięki. Musiało jednak minąć trochę czasu abyśmy dojrzeli do założenia zespołu z prawdziwego zdarzenia, dlatego ucieszyłem się kiedy na początku czerwca 2008 roku podjął to wyzwanie i wtedy właśnie powstała DIANOYA. Kiedy rozmawialiśmy o tym,  kto mógłby uzupełnić skład, to w pierwszej kolejności przyszedł nam do głowy Łukasz, który był naszym  znajomym od niepamiętnych czasów. Przy okazji zupełnie przyzwoicie grał na bębnach i słuchał podobnej muzyki.  Adama i Maćka poznaliśmy w szkole muzycznej. Zdarzało nam się razem jamować i wiedzieliśmy, że są to ludzie otwarci na różne style grania. Wysłaliśmy im kilka utworów, spodobało się i w ten sposób dołączyli do kapeli.

 

W marcu ma wyjść Wasz debiutancki album. Opowiedz coś o nim. Od kiedy nad nim pracujecie? Gdzie go nagrywaliście? Czy na płycie występują jacyś goście?

Praca nad kompozycjami rozpoczęła się w czerwcu 2008 roku. Spotykaliśmy się z Lopezem u mnie w domu i na komputerze realizowaliśmy wstępne wersje wszystkich utworów. W listopadzie rozpoczęliśmy próby w pełnym składzie i po 4 miesiącach weszliśmy do TR STUDIOS Tomka Roguli, aby zarejestrować  materiał na płytę „Obscurity Divine”. Na tym krążku gościnnie użyczyła swojego głosu niejaka Lee-Leet, nasz dobry znajomy - pisarz Frazer Stanley oraz kwartet smyczkowy Esmus Quartet .

Kto w zespole odpowiada z komponowanie? Kto pisze teksty?

Materiał na naszą debiutancką płytę napisałem w większości ja  z Lopezem , kiedy jeszcze tak naprawdę nie było reszty składu zespołu. Jak zaczynaliśmy próby z chłopakami, to część utworów była ukończona, a część rozgrzebana. Niektóre rzeczy trzeba było przearanżować i wtedy panowie dali sporo swoich pomysłów. Np. utwór „Severence” z 2 riffów przerodził się w 11 minutowy kombajn. Część pomysłów powstała od zera w sali prób. Wszystkie teksty na płytę napisał Lopez, co wyszło w sumie naturalnie. Kiedy powstawały pierwsze linie wokalne, zawsze próbował śpiewać coś „na rybkę” i czasem pojawiały się frazy, które  potem inspirowały go do napisania reszty tekstu.

Wspomniałeś, że Adama i Maćka spotkaliście w szkole muzycznej. Czy macie wszyscy wykształcenie muzyczne?

Lopez studiuje śpiew klasyczny na Akademii Muzycznej w Poznaniu. Aktualnie jest na urlopie ze względu na ogrom różnych spraw związanych z zespołem. Reszta zespołu kształciła się w Autorskiej Szkole Muzyki Rozrywkowej i Jazzu im. Krzysztofa Komedy w Warszawie.

 Widziałem cztery Wasze koncerty. Odniosłem wrażenie , że granie na żywo dla publiczności jest Waszym żywiołem. Co sprawia Ci większą przyjemność - praca w studio czy koncert?

Nagrywanie w studiu to przede wszystkim ciężka praca, zwłaszcza w przypadku, gdy trzeba się zmierzyć z materiałem bardziej wymagającym technicznie. Czasem było tak, że męczyłem się 2 godziny z nagraniem jakiegoś krótkiego fragmentu, a finalnie po odsłuchaniu tego następnego dnia wszystko wywalałem i nagrywałem jeszcze raz za pierwszym podejściem. Nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu w studiu, było to więc bezcenne doświadczenie i nauka pokory. Koncert rządzi się jednak innymi prawami. Oczywiście trzeba być skupionym i dobrze przygotowanym, ale można sobie pozwolić na różne „odloty” zmieniając nieco zagrywki, inspirując się tym co się akurat dzieje pod sceną. Odbiór publiczności jest bardzo ważny. Kiedy ludzie żywiołowo reagują, to my gramy 100 razy lepiej i nie chcemy kończyć. Koncert to zdecydowana przyjemność i moja ulubiona forma przeżywania muzyki zarówno jako odbiorca jak i nadawca.

 Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?. Pierwsze muzyczne fascynacje , wykonawcy którzy inspirują Cię teraz?

Muzyka pojawiła się już na samym początku, ponieważ mój ojciec, jako fan muzyki, puszczał często w domu nagrania takich artystów jak Jean Michele Jarre, Marek Grechuta czy Ewa Demarczyk. Chcąc nie chcąc słuchałem tego, a szacunek i ogromny sentyment do muzyki pana Marka pozostał mi do dzisiaj.  Już świadomie odkryłem takie zespoły jak Queen, Metallica, Alice In Chains czy Guns ‘n Roses. A potem było tego tyle, ze nie sposób wymienić wszystkich  Jeśli chodzi o obecne inspiracje, to raczej trzymam się starych wzorców.  Nie jestem fanem konkretnego stylu muzycznego. Potrafię słuchać na zmianę Type O Negative ze Slayerem, Faith No More z Grechutą, czy Panterę z Jeffem Buckleyem.

Obserwując krajową sceną muzyczną, trudno nie zauważyć, że powstało dużo kapel grających rocka progresywnego. Czy wydaje Ci się że możemy mówić o zjawisku  „nowej fali"?

Dopóki nie zaczęliśmy grać na żywo, to prawdę mówiąc nie byłem za bardzo zorientowany w temacie  muzyki progresywnej w naszym kraju. Dopiero w momencie, kiedy po raz pierwszy wrzucono nas do przegródki z napisem prog- rock, zacząłem interesować się tym jak to u nas wygląda. Oczywiście wiedziałem, ze istnieją takie zespoły jak Riverside czy Indukti , ale od tego czasu odwiedziłem sporo profili na MYSPACE i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak to u nas wygląda.  

Polscy wykonawcy zaczynają powoli acz systematycznie funkcjonować w świadomości fanów progresywnych dźwięków na całym świecie. Czy Dianoya ma jakieś plany związane z promocją zespołu zagranicą?

Chcielibyśmy aby nasza płyta ukazała się za granicą, ale póki co skupiamy się przede wszystkim na promocji na terenie naszego kraju. Po zakończeniu trasy koncertowej  promującej nasz debiutancki album podejmiemy decyzję co do dalszych kroków. Wiemy o tym, że rock progresywny ma się całkiem dobrze na zachodzie i nie tylko, więc szkoda by było nie wykorzystać możliwości zaistnienia w świadomości fanów takiej muzyki na całym świecie.

Czy internet jest pomocnym narzędziem w promocji zespołu?

Zdecydowanie tak. Kiedyś rolę internetu pełniły branżowe magazyny muzyczne, autorskie audycje radiowe czy telewizyjne.  Dzisiaj trzeba iść z duchem czasu i wykorzystywać najbardziej popularne media, a do takich właśnie zalicza się Internet . Ja osobiście bardzo żałuje, że wciąż tak mało miejsca w telewizji czy w radiu poświęca się na promocję muzyki rockowej, chociażby w porównaniu do lat 90-tych. Każdy głos z zagranicy ogromnie nas cieszy i jest to dowód na to, że Internet jest na dzień dzisiejszy najważniejszym narzędziem promocji debiutujących zespołów.

W ostatnim czasie duża liczba polskich zespołów wydała swoje debiutanckie krążki. Niektóre z tych kapel już się rozwiązały, inne na razie nie maja w planach nagrywać następnych albumów. Czy jesteście przygotowani na taki scenariusz, że sprzedaż "Obscurity Divine" nie przyniesie zwrotu kosztów (przynajmniej). Reasumując, czy bez względu na okoliczności macie plan nagrać drugą płytę, czy wszystko będzie zależało od przyjęcia pierwszej?

Nie wyobrażam sobie tego inaczej. Granie w zespole to nie tylko miły sposób na spędzenie wolnego czasu.  To co aktualnie robimy, w dużym stopniu determinuje całe nasze życie.  Nie traktujemy tego tylko i wyłącznie jako hobby. Kiedy jesteśmy na scenie pojawia się jakaś niesamowita chemia, która daje nam napęd do dalszego działania. Mamy mnóstwo pomysłów na nowe utwory i nie możemy się doczekać , kiedy zaczniemy nad nimi pracować. To daje nam niesamowitego kopa.

Czy jest jakaś ciekawa historia związana z nazwą zespołu. Czy ma ona jakieś znaczenie, czy tylko fajnie brzmi?

Dianoia to termin filozoficzny oznaczający myślenie intelektualne. Chcielibyśmy, aby muzyka którą stworzyliśmy inspirowała innych do takiego właśnie myślenia, aby w pewnym sensie „wywróciła do góry nogami” schematy, którymi posługujemy się na co dzień, często nieświadomie. Poza tym faktycznie fajnie brzmi, zwłaszcza przez „y” .


 W sieci ukazał się Wasz klip. Jakie wrażenia z planu?

Na planie przez 8 godzin musieliśmy się wyginać na różne strony do muzyki puszczanej przez kolumny, a finalnie nie ma nas wcale tak dużo Z drugiej strony może to i dobrze. Jesteśmy pod dużym wrażeniem pracy Marcina Przymusa, który jest odpowiedzialny za efekt końcowy. Facet włożył w to kupę zdrowia i nerwów.
Na koniec naszego wywiadu poproszę o kilka słów dla czytelników naszego portalu.
Wraz z całym zespołem Dianoya pozdrawiam wszystkich odwiedzających  portal ProgRock. W marcu gramy trasę promującą nasz debiutancki krążek. Zapraszamy więc serdecznie na nasze koncert i do Waszych ulubionych sklepów muzycznych. „Obscurity Divine” powinno już tam leżeć na półkach.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia.

Zespół Dianoya tworzą:
Filip Zieliński - śpiew i klawisze
Jan Niedzielski - gitara
Maciek Papalski - gitara
Adam Pierzchała - bas
Łukasz Chmeliński - perkusja

Wywiad przeprowadził:

Jan”Yano”Włodarski


zobacz też: Dianoya

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version