ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Film z Angeliną Jolie - rozmowa z Pawłem Gajewskim z zespołu Qube

ImageTo, co napiszę, będzie wysoce nieprofesjonalne, ale co tam! Czasem każdy popada w nostalgię. Pamiętam pierwszy wywiad, jaki w ogóle ukazał się na łamach naszego serwisu. Przeprowadzał go niżej podpisany z zespołem Qube, wówczas cieszącym się lokalną popularnością w Lublinie. Dziś Qube, dzięki nagraniu albumu Incubate daje się poznać całej Polsce, a w niedalekiej przyszłości zaatakować może także zagranicę. O Incubate, stresach związanych z nagrywaniem, zrujnowanych wakacyjnych planach i kilku innych sprawach opowiedział mi perkusista zespołu, Paweł Gajewski.


Incubate ukazuje się cztery lata po Shapes. Czy na nowy album trafiły kompozycje stworzone specjalnie z myślą o nim czy zebrane na przestrzeni tych kilku lat?

Incubate zawiera kawałki z różnych okresów – i świeże, i dość wiekowe. Najstarsze utwory powstały tuż po sesji Shapes. Oczywiście przez ten czas stworzyliśmy znacznie więcej utworów, ale część z nich przyjęła formę, która nam nie do końca pasowała. Nie biedziliśmy się przecież cztery lata z sześcioma numerami! (śmiech)

Kiedy rozmawialiśmy dwa lata temu byliście w trakcie kompletowania sprzętu do własnego studia. Mantis musi być nieźle wyposażone, skoro sami zarejestrowaliście i wyprodukowaliście album i to znakomicie!
Sprzęt mamy niezły, to prawda. Mantis na siebie zarabia, nagrywamy tak średnio jedną kapelę na dwa tygodnie. Z różnych pólek: zdarzył się i hip hop, i metal, i electro pop. Produkujemy ja i Perła (Daniel Gielza, wokalista Qube – przyp. PT). Studio nazwaliśmy od tytułu jednego z naszych utworów, ale proszę tego nie kojarzyć z kwestiami finansowymi! My nie jesteśmy modliszką wykorzystującą i zjadającą swoich partnerów! (śmiech). Co innego jednak rejestracja demówki, a co innego – albumu, w dodatku własnego. To droga przez mękę. Chcieliśmy wszystko dopiąć na ostatni guzik, sprawdziliśmy masę sprzętu i straciliśmy masę czasu, zaczęło to przypominać paranoję (śmiech). Samych wzmacniaczy gitarowych wykorzystaliśmy przy nagrywaniu trzy. W tym jeden zaczął płonąć, a nie był nasz, należał do Fateborn (death metalowa formacja, w której również bębni Paweł – przyp. P.T.). Zrobiło się nieprzyjemnie. Na szczęście udało się ten piec naprawić (śmiech).  Dla mnie okres nagrywania Incubate był wariacki do kwadratu – akurat wtedy byłem w Czechach na kilkumiesięcznej wymianie międzynarodowej. W każdy weekend kursowałem na sesję do Lublina i z powrotem. Mordęga! Nie wiem czy ponownie bym się na coś takiego zdecydował.

Na ekranie inkubatora z okładki znajduje się tytuł Waszej poprzedniej płyty.
Wizja okładki wyszła od Perły. Wyśnił sobie postać, która w każdej chwili może wyłączyć prąd w inkubatorze, gdzie znajduje się świat i zafundować nam apokalipsę. Mając już wizję tego jak okładka ma wyglądać, każdy z nas wpisywał coś na listę rzeczy, które powinny się na niej znaleźć. Po zamknięciu listy przeprowadziliśmy demokratyczne wybory motywów, które zostały wybrane przez większość. Wśród nominacji znalazły się również nawiązania do poprzedniej płyty, jak właśnie tytuł Shapes na ekranie czy oko z gadzią źrenicą. Korzystając z okazji chciałem podziękować osobie, bez której nie powstałaby nasza okładka (śmiech). Dzięki Marek, whiskacz wciąż czeka. Chciałbym również pozdrowić mamę, wujka Lutka i psa Topera (śmiech).  

Skoro mówimy o Perle i jego wizjach wesołkiem to on nie jest.
Pisze tak jak myśli. Życie doświadczyło go za młodu i teraz swoje doświadczenia przelewa na papier. Żartowaliśmy z resztą zespołu, że jeśli zebrać razem tytuły kawałków z Incubate i poprzedniej płyty to nie znalazłoby się w nich żadnego promyczka nadziei. Taki już jest nasz wokalista. Radość odnajduje w tworzeniu muzyki, nie w słowach.

Muzyka z Incubate prezentuje wyższy poziom niż na debiucie, ale przy tym więcej w niej spokojniejszych fragmentów, chwilami pachnących Toolem.
Mieliśmy sporo czasu na dopracowanie szczegółów, stąd inne oblicze muzyki. Czasem te łagodniejsze momenty były zaplanowane, ale na przykład w Blame wyszło to z improwizacji, Miałem piloty, nagrałem pod to perkusję, a każdy z chłopaków dodał coś od siebie. A Tool – na pewno jest to jedna z naszych ważniejszych inspiracji, ale świadomie nie chcieliśmy do niego nawiązywać. Jeśli tak to brzmi – samo wyszło. U nas każdy słucha czego innego i potem trzeba te wszystkie fascynacje razem zemleć. Perła uwielbia Placebo,  czego ja nie jestem w stanie pojąć. A on nie rozumie co widzę w Dream Theater, bo dla niego to matematyka bez serca (śmiech).

Najwięcej Dream Theater słyszę w gitarowej galopadzie na początku Blame.
Ta partia wyszła od Kamila (Wiśniewskiego – gitarzysty, przyp. P.T.). Kiedy pracowaliśmy nad tym utworem na początku mieliśmy mocne, rytmiczne bębnienie, które trzeba było czymś obudować. Kamil przyniósł taki właśnie jadący fragment, który dobrze się w całość wpasował. Ale żeby było jasne – nawet nie próbujemy się pod względem technicznym ścigać z Dream Theater. To by było samobójstwo!

A czy poza Placebo wasz wokalista nie słucha przypadkiem jakichś kapel screamo? Jego partie czasem zbliżają się do tego stylu.
Czy screamo – tego nie wiem. Mamy już problemy z tymi nowymi nurtami. Emo, screamo, punk core... Śmieję się z kapel, które co dwa tygodnie zmieniają styl i mówią, że grają jakieś coraz dziwniejsze hybrydy (śmiech). Faktem jednak jest, że Daniel na Incubate trochę zmienił formułę śpiewu. W opracowaniu partii wokalnych i korekcji wymowy pomógł mu Marek Majewski z Acute Mind, na gorąco wprowadzali poprawki w studiu. Takie pokrzykiwania zawsze będą w naszej muzyce obecne, bo po prostu uwielbiamy brutalność. (śmiech)

Wasze kawałki zdecydowanie nie mają tzw. radiowej długości. Mimo to Nothing zdobyło pierwsze miejsce na liście przebojów lubelskiego Radia Centrum.
To niezależna studencka rozgłośnia. Jedna z niewielu, które nie przejmują się ograniczeniami. Dzięki temu Nothing, nie najkrótsze przecież, znalazło się na ich liście i spodobało się ludziom. To, że często w Lublinie koncertujemy, też pewnie nie jest bez znaczenia. Wytwórnia jednak nalegała na przykrojenie jednego utworu do singlowej długości. Początkowo byliśmy temu przeciwni, ale przecież czymś trzeba się w eterze promować. Stąd ta skrócona wersja Nothing nie umieszczona w spisie utworów – będzie naszym radiowym kawałkiem w innych rozgłośniach. Ten początkowy fragment ma przebojowy potencjał, jesteśmy tego świadomi.

Jeśli miałbym wybierać – puściłbym w radiu In The Name Of God.
To jeden z najstarszych utworów na płycie, razem z Obsession. W większości stworzył go Kamil i przyniósł wstępną wersję na próbę. Podobało nam się jak rozwija się od tej balladowej części do sieczki (śmiech).

Wasza muzyka może spodobać się różnym grupom odbiorców. Kogo najczęściej widujecie pod sceną?
W większości nastolatków. Poza tym – spory odsetek ludzi w naszym wieku, po części mających własne projekty. To prawda, że nasze granie jest na tyle mocne i jednocześnie przystępne, że jest w stanie dotrzeć do ludzi, którzy nie siedzą na co dzień w rocku progresywnym. Jako sukces odebrałem reakcję mamy i cioci. Puściłem im wczoraj Incubate w samochodzie, kiedy wracaliśmy z działki. Powiedziały, że fajnie wyszło, a to wielki postęp w porównaniu z tym, co mówiły o Shapes. Tamtej płyty nie mogły słuchać!

Bicie serca z początku Nothing kojarzy mi się z Pink Floyd.
Akurat tu nie chcieliśmy nawiązać do Floydów, ale o co chodzi w tym utworze być może już wkrótce dowiesz się z teledysku. Wysłaliśmy właśnie scenariusz naszemu wydawcy i czekamy na akceptację. Tam wszystko połączy się w logiczną całość. Bicie serca, tekst, ta inkantacja po hiszpańsku we wstępie... To piosenka o ludziach, którzy nawet jeśli dostają od życia drugą szansę, schrzanią sprawę.

Kolaż dźwiękowy z początku In The Name Of God pojawił się już na Shapes.
Dotyczy Daniela Pearla, amerykańskiego dziennikarza porwanego w Pakistanie i zabitego przez Al-Kaidę. Te wypowiedzi to dialogi z filmu Potężne Serce z Angeliną Jolie, który zrobił na nas wielkie wrażenie i dał temat tekstowi In The Name Of God. To utwór o okropnościach, jakich mogą dopuścić się ludzie w imię swojego źle pojmowanego Boga.

Nie boicie się, że kiedyś twórcy gry Quake pozwą Was do sądu? Wasze logo bardzo przypomina to z tytułu gry.
(Śmiech) Nieee, myślę, że nie aż tak. Znacznie bardziej podobna była jego poprzednia wersja.

Jak wyglądają Wasze plany koncertowe?
W regularną trasę ruszamy jesienią, ale i w wakacje będzie co robić. Wczoraj dowiedzieliśmy się, ze jedziemy do Szwajcarii na wspólny występ z zespołem Celestial Decay. Plany wypoczynkowe wzięły w łeb. Kamil na przykład będzie wtedy w Austrii i dojedzie stamtąd. Poza tym mamy  w sierpniu zabukowany występ na festiwalu w słowackim Kamieninie, kilka koncertów na polskich festiwalach. Nad jeziorami powylegujemy się kiedy indziej.

Paweł Tryba

zobacz też: Qube

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version