ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Jane
Together
(1972, album studyjny)

Strona 1
1. Daytime (8:05)
2. Wind (4:52)
3. Try to find (5:24)

Strona 2
4. Spain (11:53)
5. Together (3:43)
6. Hangman (9:58)

Czas całkowity: 43:55
- Klaus Hess ( lead guitar )
- Charly Maucher ( bass, vocals (4) )
- Werner Nadolny ( organ, flute (5) )
- Peter Panka ( drums, percussion (4) )
- Bernd Pulst ( vocals )
Wyświetlony 4400 razy
Inne albumy wykonawcy: Here We Are »

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek środa, 08 wrzesień 2010 20:26 napisane przez Michał Jurek

    Moja droga do poznania twórczości zespołu Jane była kręta i wyboista. Pierwszym albumem, który usłyszałem, i to nie w całości, był 'Age of Madness' z 1978 roku. Nie powiem, podeszła mi ta płyta, a zwłaszcza kosmiczne brzmienie instrumentów klawiszowych. Jakoś tak skojarzyło mi się z zespołem Eloy, który bardzo lubiłem i lubię nadal. Na jakiś czas odpuściłem temat, ale przyszła kryska... Otóż wytransferowałem się na wymianę studencką za naszą wschodnią granicę. Przesiadkę na stosowny pociąg miałem w Warszawie, z tym że miałem na niego czekać jakieś 3 godziny. Co tu robić? A, skoczę sobie do Megadiscu do pana Leśniewskiego - pomyślałem. I w tym właśnie sklepie dorwałem debiut Jane (i debiut Chicago, ale to już inna bajka)*. Był tylko mały problem. Wyjazd wymienny trwał cały miesiąc, a zakwaterowany byłem w akademiku w Moskwie, gdzie jakoś nie udało mi się namierzyć żadnego odtwarzacza. Bieda. Nierozpakowaną płytę przywiozłem do domu i rzuciłem się na nią jak, nie przymierzając, narkoman na głodzie. A było na co się rzucać. Nie bez kozery uznaje się 'Together' za jeden z lepszych albumów w dorobku Jane. Na uwagę zasługują w szczególności masywne brzmienie organów Hammonda i świetnie, rozciągnięte solówki gitarowe pana Klausa Hessa. Miodzio!
    Ale po kolei. Płytę rozpoczyna 'Daytime'. Początkowo gitara i organy nieśmiało przerzucają się solówkami, a z ich splecionych linii melodycznych wyłania się posępna wokaliza Bernda, oznajmiającego, że 'nighttime is the right time', a 'daytime' wręcz przeciwnie ;-). Nagranie z sennego robi się coraz żywsze, w miarę jak pan Hess podgrzewa atmosferę solówkami. Pod koniec nagranie bulgocze już tymi solówkami niczym gotujący się czajnik :-). Następne w kolejce jest 'Wind'. No i wieje ostro. Panowie Hess i Nadolny ruszają z kopyta i już wiadomo, że wymieniające się partie gitarowo-hammondowe będą stanowić piece de résistance całej płyty. I tak też jest, choć 'Try to Find' nie jest już tak dynamiczne. Pan Bernd Plust znowu cierpi wokalnie, a snujące się w tle bluesowe pochody gitary i Hammonda tylko podkreślają tę boleść. Jestem nieco zgryźliwy, bo maniera wokalna pana Plusta jakoś mi nie leży. Owszem, ma skalę, ale ta barwa... Choć to pewnie kwestia gustu. Na szczęście nagranie kończy kolejna ognista solówka. A po paru chwilach mamy kolejną, genialną niezwykłą, itd. itp., bo zaczyna się czwarte na płycie 'Spain'. Jak Klaus Hess tu wymiata! Jak TurboDymoMan jakiś. Na pewno zawstydził całą chmarę innych gitarzystów. Pan Nadolny Werner nie ustępuje kroku: hammondy brzmią bardzo masywnie, a i pan Bernd nieco mniej zbolały. Po 3 minutach mamy psychodeliczny odjazd, który kończy się gdzieś w okolicach 7 minuty. A potem gitara po prostu eksploduje. Brak słów, żeby to opisać, trzeba posłuchać. Chwilę oddechu daje za to piąte i najkrótsze na płycie 'Together', choć też się tam sporo dzieje: agresywny wokal, hammondy i nieodłączne solo. Ochłonąć jednak trzeba, bo nadciąga kolejny killer, czyli ostatni 'Kat'. No tu już nie ma przebacz: rozmarzone solo, gęste hammondy, szybkie solo, grzmiące hammondy, nieco improwizacji, znowu solo gitary, pochód hammondów i tak aż do zawrotu głowy. Sam cymes!
    Podsumowując, 'Together' to naprawdę świetna płyta. Jeśli ktoś lubi nagrania zanurzone w psychodeliczno-bluesowo-hardrockowym sosie, to ta płyta jest dla niego. Ocena nie może być inna, niż:
    5/5

    *Swoją drogą, pan Leśniewski zabił mnie śmiechem, gdy usłyszał, że podoba mi się 'Age of Madness'. Słabizna - powiada - wszystkie wcześniejsze płyty są lepsze, a już najnajlepsza jest 'Together'. Oto siła marketingu bezpośredniego: po takiej zapowiedzi nie mogłem już nie kupić tej płyty.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version