ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Yugen
Iridule
(2010, album studyjny)

1. On the brink (0:51)
2. The scuttle of the past out of the cupboards (6:37)
3. Iridule (3:08)
4. Overmurmur (8:49)
5. Scribbled (1:42)
6. Becchime (6:18)
7. Ice (1:46)
8. Ganascia (4:10)
9. Thaw (1:40)
10. Serial(ist) killer (5:43)
11. Cloudscape (7:53)


   Czas całkowity: 48:37

Simone Beneventi: vibraphone, marimba, glockenspiel
Paolo Botta: Hammond organ, piano, synths
Giacomo Cella: bassoon
Valerio Cipollone: sax, clarinet
Enrica Di Bastiano: harp
Elaine Di Falco: vocals
Michele Epifani: harspichord
Maurizio Fasoli: piano
Mike Johnson: guitar
Dave Kerman: drums
Tommaso Leddi: mandolin
Elia Mariani: violin
Giuseppe Olivini: percussions
Alberto Roveroni: drums
Peter Schmid: contrabass clarinet, tuba
Guy Segers: bass
Markus Stauss: sax
Dave Willey: bass
Francesco Zago: guitars, mellotron
Wyświetlony 3629 razy
Inne albumy wykonawcy: « Labirinto d'acqua

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba czwartek, 02 grudzień 2010 18:57 napisane przez Paweł Tryba

    Witamy w innej muzycznej rzeczywistości. Przestrzeń 256-wymiarowa, a może równoległy wszechświat zbudowany z antymaterii? Nie mam pojęcia gdzie się znajduję, ale rozglądam się zafascynowany. Włoski Yugen to zespół, który wyciąga rocka z szufladki z napisem muzyka rozrywkowa, a przenosi do awangardy. Frank Zappa? Najbardziej odjechane wizje Roberta Frippa? Ruch Rock In Opposition? To wszystko i dużo, dużo więcej odnajdziemy w muzyce Włochów.

    Kilkudziesięciosekundowy wstęp, a potem od razu staje się jasne, że Włosi i ich licznie zgromadzeni goście nie grają dla przypadkowej publiczności. Bogactwo instrumentów wręcz przytłacza: harfa, klarnet, saksofon, mandolina, tuba, kontrabas, skrzypce. Co najciekawsze - obecność tylu różnych brzmień tu akurat wydaje się uzasadniona. Punktem honoru dla muzyków wydaje się być umieszczenie w jednym utworze odniesień do jak największej ilości stylów. Mamy muzykę kameralną, niepokojące klawiszowe pasaże jakby wzięte z soundtracku horroru, eksperymenty przypominające King Crimson (a może nawet bardziej - solową twórczość Davida Crossa). No i jazz. Chwilami bardzo nowoczesny, a kiedy indziej (tzn. przez kilkanaście-kilkadziesiąt sekund, tematy zmieniają się tu jak w kalejdoskopie) bigbandowy. Utwór tytułowy to delikatna piosenka z ledwo co zaznaczoną linią melodyczną. Gdyby którykolwiek utwór z cyklu Peace z Karmazynowego In The Wake Of Poseidon wydłużyć do trzech minut - to wyszłoby coś takiego. A jakby jeszcze dodać harmonię wokalną, to byłoby piąte w kolejności Scribbled. W ogóle takie Peace-podobne utwory pojawiają się jeszcze kilkakrotnie. Nieco inaczej, bardziej rytmicznie, brzmi wokal w Serial(ist) Killer. W Overmurmur przeplata się jakiś dysonansowy funk (nie mam pojęcia jak to inaczej określić) ze zwolnieniami, które opierają się na jednostajnym brzęku syntezatorów i pojedynczych uderzeniach klawiszy fortepianu. A potem...

    Chwila, chwila! Czy na pewno chcecie, żebym pisał dalej? Fakt, czasem zdarza mi się użyć w recenzji (a trochę ich już napisałem) sformułowania typu: "nie ma sensu opisywać, trzeba posłuchać", ale dopiero teraz zrozumiałem, że z tym zwrotem trzeba uważać. Jest muzyka, którą można opisać w miarę dokładnie: zwrotka, mostek, refren, solo. Albo: suita o konstrukcji A-B-A. Iridule taką muzyką nie jest. Intryguje, nie pozwala (przynajmniej mi) przerwać słuchania w połowie, ale sklasyfikować, rozłożyć na czynniki pierwsze się nie daje, o ile słuchacz nie skończył muzykologii z wyróżnieniem. Oddechem po szalonej wycieczce przez płytę jest kończący całość utwór Cloudscape. Jego przebieg jest w miarę linearny, dominuje transowy klimat. Krótko mówiąc - jest to jedyny na Iridule utwór w miarę oczywisty. Może dlatego najbardziej mi się z całego zestawu podoba?

    Dzięki płytom takim jak Iridule rock wychodzi z klubów - właściwym miejscem do smakowania takiej muzyki jest filharmonia. Ja osobiście nie zamienię barowego stołka na fotel w sali koncertowej. Przynajmniej nie na stałe. Ale wpadać tam raz na jakiś czas mogę, choćby dla poszerzenia horyzontów. Iridule to bardzo pouczająca przygoda. Moja ocena: 4,5/5 z zastrzeżeniem, że to ocena profana, który na co dzień konsumuje muzykę ciut prostszą. Idę posłuchać Frippa żeby dać umysłowi odpocząć.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version