ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Vangelis
Blade Runner
(1994, album studyjny)

1. Main Titles (3:42)
2. Blush Response (5:47)
3. Wait for Me (5:27)
4. Rachel's Song (4:46)
5. Love Theme (4:56)
6. One More Kiss, Dear (3:58)
7. Blade Runner Blues (8:53)
8. Memories of Green (5:05)
9. Tales of the Future (4:46)
10. Damask Rose (2:32)
11. Blade Runner (End Titles) (4:40)
12. Tears in Rain (3:00)

   Czas całkowity: 57:30
Vangelis Papathanassiou: synthesizers, keyboards
Mary Hopkins: vocals on "Rachel's Song"
Don Percival: vocals on "One More Kiss, Dear"
Demis Roussos: vocals on "Tales of the Future"
Dick Morrisey: saxophone
Wyświetlony 4600 razy
Inne albumy wykonawcy: « Sex Power Voices »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 29 marzec 2011 23:50 napisane przez Paweł Tryba

    Nasłuchałem się ostatnio służbowo mnóstwo metalu i potrzebowałem dla odmiany czegoś delikatnego, więc znów sięgnąłem po soundtrack Vangelisa do Łowcy androidów i tak leci sobie w tle z przerwami już trzeci dzień. No to opiszę go przy okazji. W końcu to jedna z moich ulubionych płyt. Z tych, które jak już włączę, to słucham bez używania klawisza skip, co najwyżej replay, kiedy już wybrzmią ostatnie dźwięki.

    Znam tylko kilka płyt Vangelisa (zresztą jego dorobek jest przeogromny), więc nie będę się bawił w porównania, ocenianie jak prezentuje się Blade Runner na tle innych jego dzieł z tego okresu twórczości i tak dalej, ple ple ple... Powiem krótko - ta akurat płyta jest genialna. Przemyślana, dopracowana, skończona. Sprawdza się jako całość (w końcu to ścieżka dźwiękowa), ale można też z niej wyciągnąć świetne pojedyncze utwory - i to bardzo zróżnicowane. Dominują syntezatory, których brzmienie nie chce się zestarzeć, mimo że film Ridleya Scotta ma dobre trzydzieści lat. Już to zjawisko powinno świadczyć o klasie Łowcy. Wspomniane parapety jako samodzielny nośnik melodii najlepiej sprawdzają się w momentach dynamicznych, jak napisy końcowe czy Blush Response. W tych delikatniejszych fragmentach do głosu dochodzą żywe instrumenty: saksofon (zwłaszcza w Wait For Me - rewelacja!) czy fortepian (Memories Of Green). Choć w całości elektronicznemu Blade Runner Blues też przecież nic nie brakuje. A są też świetne utwory wokalne. Takie Rachel's Song z eteryczną kobiecą wokalizą i efektem jak gdyby kapiących w tle kropel mogłoby znaleźć się na Legend Clannad, gdzie byłoby jaśniejszym punktem (wspaniałej skądinąd) całości. Niepokojąco prezentuje się popis starego znajomego Vangelisa - Demisa Roussosa w trącącym Orientem Tales Of The Future. Jest jeszcze rzecz z zupełnie innej bajki, One More Kiss Dear - klasyczny swingujący crooning, który nie był przebojem lat trzydziestych w USA tylko dlatego, że napisał go Grek pół wieku później. Moim zdaniem - ciekawe przełamanie futurystycznej całości. Zresztą, film Scotta rozpatrywać można na wielu płaszczyznach, także jako opowieść o niełatwej miłości, a do jej dźwiękowego zilustrowania zawsze najlepiej nadawały się takie stare, naiwne piosenki. Nawet jeśli to miłość między człowiekiem (?) a robotem w zdehumanizowanej metropolii przyszłości.

    W muzykę mistrzowsko wkomponowano fragmenty dialogów - nie wyobrażam sobie tej płyty bez pytania Rachel zadanego Łowcy: Czy kiedyś przez pomyłkę usunąłeś człowieka?, a zwłaszcza bez przedśmiertnego monologu Roya Batty - androida, który wspomina wszystkie te niezwykłe rzeczy, które zobaczył w ciągu zaledwie czterech przysługujących mu lat egzystencji. My, mali ludzie, nie zobaczymy tyle przez całe życie. Makiawelicznym chwytem było umieszczenie utworu Tears In Rain, w którym znajduje się ta przemowa, na samym końcu płyty - nawet po End Titles. W tym momencie cały soundtrack zyskuje nowy wymiar, a raczej mnogość wymiarów. Czym bowiem się staje? Epitafium dla robota, który okazał się być bardziej ludzki niż człowiek, kiedy uratował życie swemu prześladowcy? A może ponurym komentarzem odnośnie kondycji człowieka w ogóle? W każdym razie po takiej końcówce słuchacz, który wcześniej oglądał wspaniały obraz Scotta, odczuwa moralnego kaca nie gorszego niż w trakcie filmowego seansu.

    Mimo tego moralniaka (a może właśnie za niego?) - najwyższa nota. Żałuję, że nie dysponuję wydaną kilka lat temu wersją trzypłytową (CD2 - kompozycje wykorzystane w filmie, które nie znalazły się na pierwotnym programie płyty, CD3 - nowe utwory Vangelisa w tym samym stylu), ale kosztuje potworne pieniądze, a nie po to wyleczyłem się z nałogu ściągania płyt z sieci, żeby do niego wracać - choćby dla poznania suplementu do Arcydzieła.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version