ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Tangerine Dream
Phaedra
(1974, album studyjny)

1. Phaedra (17:35)
2. Mysterious Semblance At The Strand Of Nightmares (9:43)
3. Movements Of A Visionary (7:57)
4. Sequent C' (2:20)

Czas całkowity: 37:35
- Edgar Froese ( Mellotron, guitar-bass, VCS 3 synth, organ )
- Christoph Franke ( Moog synth, keyboards, VCS 3 synth )
- Peter Baumann ( organ, E-Piano, VCS 3 synth, flute )
Wyświetlony 5420 razy
Inne albumy wykonawcy: « Atem Rubycon »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Edwin Sieredziński sobota, 18 październik 2014 12:45 napisane przez Edwin Sieredziński

    Ciężko pisze się recenzje absolutnych klasyków. Nie dość, że to arcydzieło, to jeszcze bardzo szeroko znane i cenione w wielu kręgach. To nie kolejny zespół kilku płyt, który wymieniają znawcy tematu jako dobry, tylko rzecz na miarę... Dark Side of the Moon (Pink Floyd) czy Close to the Edge (Yes). W dodatku to mitologiczne nawiązanie do Fedry, córki Tezeusza i Pazyfae, któremu dramatyczną formę nadali chociażby Eurypides czy Seneka Młodszy. Rzecz zatem siłą rzeczy musi być nieprawdopodobna. Album Phaedra nawet obecnie porazić może swoim futurystycznym brzmieniem. Pamiętam, jak się pierwszy raz z nim zetknąłem w 2009 roku, po prostu szczęka opadła na podłogę... Jakie musiało być zdziwienie w roku 1974, kiedy ten pejzaż z przyszłości się ukazał. Nic też dziwnego, że album znalazł się na liście 1000 płyt, jakie należy posłuchać przed śmiercią. Bez rzeczy tak wspaniałych, pięknych i wzniosłych życie byłoby mniej ciekawe...

    Album prezentuje klasyczną dla Tangerine Dream muzykę opartą na syntezatorach i sekwencerach, z użyciem tych ostatnich nawet stworzono linię basową. I jakże to musieli być niesamowicie utalentowani instrumentaliści obdarzeni nieprawdopodobną wręcz wyobraźnią. Tytułowy utwór powstał bowiem w dużej mierze z udziałem przypadku. Edgar Froese i spółka eksperymentowali sobie z brzmieniem syntezatorów VCS3 oraz sekwencera, zapominając, że nagrywanie w studiu jest włączone. Słychać w końcu zresztą w końcu nagrzewanie się oscylatorów w tych analogowych ścianach klawiatur. Rezultat tej zespołowej improwizacji jednak tak im się spodobał, że postanowili go zachować, dostawić partie fletu i melotronu. Tak powstała "Phaedra" - ponadczasowy klasyk elektronicznego ambientu. Utwór o bardzo nieregularnej strukturze, który raz się schodzi, raz się rozlatuje. Niesamowicie pobudza wyobraźnię i może wręcz powalić na kolana. Te pulsujące sekwencery dodające tła były również absolutną innowacją. Pamiętać należy, że pierwszy raz sekwencera użył Pink Floyd, nagrywając "On the Run" i używając syntezatora EMS Synthi A. Zaledwie rok później powstaje coś dalece bardziej złożone z tłem zbudowanym z użyciem maszyny wykonanej na zlecenie muzyków w zakładach Siemensa, w dodatku regulowane na żywo przez mistrza sekwencera - Chrisa Franke. Jak się czuje tutaj postęp!

    Następny jest "Mysterious Semblance on the Strange of Nightmare". Znowu mamy do czynienia z nieprawdopodobnym arcydziełem. Zaczyna się od śmiechu dzieci bawiących się w parku, a potem ten monumentalny motyw zagrany na syntezatorze i melotronie. Trzeba przyznać, że mimo poznania szeregu twórców muzyki elektronicznej w późniejszym okresie - czy to będzie Cluster, Heldon, Klaus Schulze czy Kraftwerk -wbija w fotel. Ma w sobie dużo sentymentalnej nutki, mnie przypomina często o dawniejszych czasach. Jeśli ktoś twierdzi, że muzyka elektroniczna nie ma duszy, powinien go sobie posłuchać, a zrozumie wtedy, że jest w błędzie. Tangerine Dream w swoim klasycznym okresie to nie tylko instrumentalna wirtuozeria. To również potęga uczuć znana z najlepszych płyt; rzecz, która sprawia, że o danym albumie mówimy "to jest właśnie to!".

    "Movements of Visionary" to dronowy, minimalistyczny utwór zagrany na elektronicznych organach z pulsującym sekwencerem w tle. Posmak ma raczej mroczny, ten wiszący w powietrzu niepokój, jak przy słuchaniu Irrlicht (Klaus Schulze) czy dużo wcześniejszego albumu Tangerine Dream z okresu wytwórni Ohr, Zeit. Ten zimny monumentalizm... Niewątpliwie stanowił również ów utwór również inspirację dla Klausa Schulze, który rok później nagrał monumentalny Timewind - o bardzo podobnym klimacie.

    "Sequent C" to z kolei rzecz z pogranicza space rocka, tylko że zagrana na samych klawiaturach. Dosyć eksperymentalny utwór z silnie zaznaczonym przestrzennym brzmieniem uzyskanym z użyciem VCS3. Bardzo również krótki utwór. Zostawia on nas z tym mrocznym posmakiem poprzedniego utworu i sprzyjającym refleksjom.

    Phaedra jest absolutnie fenomenalnym albumem. Dzieło doskonałe w każdym calu. Polecam wszystkim lubiącym ciekawą muzykę. Pięć gwiazdek do za mało dla takiego nieprawdopodobnego arcydzieła.

  • Link do komentarza Piotr Paschke piątek, 27 luty 2009 12:34 napisane przez Piotr Paschke

    Nastaje upalne lato 1974 roku, wypełnione mozolną pracą. Muzycy, nieco podbudowani psychicznie nastrojami wytworzonymi podczas pobytu na koncertach we Francji i nie zrażeni brakiem komercyjnego sukcesu, rozpoczynają pracę nad nowym albumem w studiach OHR Records. Wydany w sierpniu 1973 roku longplay Atem, do dnia dzisiejszego zaliczany do klasyki elektronicznego rocka, jest nazywany genialnym nawet przez na ogół powściągliwych autorów not encyklopedycznych w międzynarodowych leksykonach muzyki współczesnej. W piśmie American News Music John Schaefer określił album młodych niemieckich instrumentalistów jako powrót do stockhausennowskich wzorców klasycznego formalizmu, wzbogaconego o nową i niezwykle odkrywczą melodykę i harmonię. Jego zdaniem te właśnie nagrania przemawiają do potencjalnego słuchacza zwiewnym, lecz
    niemalże dotykalnym, czarodziejskim i kosmicznym przesłaniem, tworząc nowy świat za pomocą kompleksowo nawarstwianych form muzycznych, jakże odmiennych od konwencjonalnych wzorców, obecnych na innych tego typu propozycjach. Należy pamiętać o fakcie, iż jest to rok wydania płyt tej wielkości, co Dark Side of the Moon grupy Pink Floyd, L'Apocalypse des Animaux Vangelisa Papathanassiou, Tales from Topographic Oceans zespołu Yes czy też The Six Wives of Henry VIII Ricka Wakemana. Krążek, nagrany tym razem bez obecności zaproszonych muzyków, a tylko w składzie trzyosobowym, zawiera ponownie cztery kompozycje, a są nimi kolejno: tytułowy utwór Oddech, Fauni-Gena, Circulation of Events oraz króciusieńki Wahn. Na niespełna 42 minuty, wypełniające ten krążek, złożyły się diametralnie odmienne od dotychczasowych propozycji zespołu kompozycje, pełne marzycielskich nastrojów i medytacyjnej zadumy. Być może właśnie dlatego, dzięki nowemu spojrzeniu na kompozycję i aranżację muzycznego materiału, który ujrzał dzienne światło w marcu 1973 roku, zespół odnosi długo oczekiwany komercyjny sukces. Muzycy z formacji TD realizują swój czwarty długo grający album przy pomocy trzyścieżkowego systemu zapisu dźwiękowego -(firma Virgin Records posiadała możliwości wielościeżkowego zapisu dopiero w 1976 roku). Ten właśnie longplay zostaje zauważony i spopularyzowany przez niezależnego luksemburskiego prezentera Radio One Johna Peel'a, preferującego w swoich audycjach intrygujące i niekonwencjonalne zespoły, co prawie z dnia na dzień zbliżyło Tangerine Dream do brytyjskiej publiczności. Peel, lubujący się w muzycznym eksperymentatorstwie, stawia to wydawnictwo w swojej hierarchii wyżej, niż dotychczasowe dokonania takich muzycznych gigantów tamtych lat jak Keith Emerson, Rick Wakeman, Tony Banks, Klaus Schulze, Donald Fagen, Roger Watters, Holger Czukay, Marian Vagra czy Franz Bertzsch. Tak wielkie wyróżnienie w roku, w którym ukazały się przebogate w swych muzycznych treściach przeboje rocka jak Brain Salad Surgery, Tubullar Bells czy wspomniany już wcześniej Dark Side of the Moon, ma swoje znaczenie.
    Zespół zostaje zauważony poza granicami swojego kraju i ma nareszcie możliwość oderwania się od małego światka zachodnioniemieckiej awangardy. Ma to swoje dobre strony, zwłaszcza w przypadku ciągłej walki z bojkotującą dokonania zespołu dawną publicznością, która nadal była nastawiona do grupy bardzo wrogo. (W tym okresie Tangerine Dream zdobywa również, jeszcze bardzo skromną wówczas popularność na terenie Polski, a przypuszczalną liczbę sympatyków źródła szacują na około 600 osób). Rynkowa pozycja Mandarynek ulega zatem całkowitej zmianie. Płyta Atem zostaje określona w muzycznej prasie krytycznej mianem najciekawszego longplaya 1973 roku, także wysokie oceny przede wszystkim brytyjskich krytyków umożliwiają na rozpoczęcie kariery zespołu w Anglii, kraju nie akceptującym dotąd produkcji proponowanych przez zachodnioniemieckie zespoły z kręgu rockowej awangardy. Płyta zyskuje również tak duże uznanie dzięki niezwykle finezyjnej kompozycji tytułowej. Nagrany w styczniu astmatyczny oddech konającego olbrzyma w nowoczesnych produktach XX-wiecznej cywilizacji, której jedynym hasłem przewodnim jest chęć władzy, pośpiech, konsumpcja, użyteczność i zysk za wszelką cenę stał się symbolicznym przesłaniem o nadchodzącym zmierzchu piękna
    naszej cywilizacji i niemym krzykiem umierającej odrębności ludzkiej istoty. Wielkie zagęszczenie dźwięków , uzyskane poprzez kakofoniczne nawarstwienie syntezatorów i perkusji, zostaje w pewnym momencie gwałtownie przerwane długim, zmęczonym wydechem, aby łagodnie i refleksyjnie płynąca nostalgiczna część suity dawała możliwość uzmysłowienia słuchaczowi wszystkich zagrożeń i odsłonięcia zwyrodnień naszego umierającego w wyziewach i produkcyjnych odpadach świata, by w końcowym, krótkim Wahn przerodzić się w okrzyk przerażenia całej populacji. Ta wielka w swoim nowatorstwie, ze wszech miar dostojna muzyka zaczynała być jednocześnie popularna. Paradoksalnym wydawać się może zatem fakt, że w momencie pierwszych komercyjnych sukcesów grupy, grupy szturmującej nareszcie pierwsze miejsca list przebojów płytowych bestsellerów, firma OHR - Records, dla której muzycy dotąd nagrywali, zrywa z nią kontrakt, ponieważ dochodzi do nieporozumień na tle finansowym. Poza tym muzykom zaczyna palić się pod nogami rodzimy grunt i w końcu decydują się na wyjazd z kraju. Być może było to spowodowane mentalnością znużonej metafizycznymi propozycjami niemieckiej publiczności, nie potrafiącej zaakceptować takich trendów w swojej narodowej sztuce, może szczególnym rodzajem agresywności wśród odbiorców elektronicznego rocka. Być może również jedną z podstawowych przyczyn exodusu Tangerine Dream było rozgoryczenie, wynikające z nieudanej rywalizacji toczonej z ówczesnym rockowym gigantem, którym była Wielka Brytania, na rodzimym gruncie. Bez względu jednak na przyczyny zespół opuszcza swoje rodzinne strony i żegna się na zawsze z wytwórnią Ralpha Kaisera - OHR.
    Już wkrótce, bo w grudniu 1973 roku grupa podpisuje korzystny kontrakt ze znaną z ambitnego katalogu wytwórnią płytową Virgin Records w Londynie, dzisiaj wielkim koncernem nie tylko muzycznym, a przed laty małą firmą, której założyciel - były dziennikarz Richard Branson zainwestował skromne pieniądze w nagranie albumu zupełnie wówczas nieznanego multiinstrumentalisty Mike'a Oldfielda, dając tym samym życie superprodukcji Tubular Bells, a następnie znanego z produkcji płyt takich gwiazd muzyki rockowej jak Orchestral Manoeuvers in the Dark- (OMD), Culture Club, Sex Pistols, Magazine czy wreszcie Public Image. Jest to bez wątpienia kolejny przełomowy moment w historii formacji Tangerine Dream.
    Album ze wszech miar godny polecenia, lecz dla tych, którzy wcześniej nie zetknęli się z twórczością grupy może być nieco 'ciężkostrawny'. Ja ze wszech miar polecam !!!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version