ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Tangerine Dream
Rubycon
(1975, album studyjny)

1. Rubycon Part 1 (17:18)
2. Rubycon Part 2 (17:35)

Czas całkowity: 34:53
- Edgar Froese ( Mellotron, guitar, Gong, VCS 3 synth, organ )
- Christoph Franke ( double Moog synth, Gong, synth A, organ, VCS 3 synth )
- Peter Baumann ( organ, E-Piano, synth A voice, Arp 2600 )
Wyświetlony 6124 razy
Inne albumy wykonawcy: « Phaedra Stratosfear »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Piotr Paschke sobota, 28 luty 2009 20:12 napisane przez Piotr Paschke

    W studiach firmy Virgin muzycy, począwszy od stycznia 1975 roku, przygotowywali swój kolejny album. Miało to być najwybitniejsze dzieło w całej dekadzie lat 70-tych - longplay Rubycon. W niezwykle krótkim czasie stał się on postawieniem przysłowiowej kropki nad i. Tytuł obu części suity, nagranej i zmiksowanej, a następnie wypuszczonej na rynek 21 marca 1975 roku, został zaczerpnięty z kart historii. Przekroczenie strumienia o tej samej nazwie w 49 roku p.n.e. oddzielającego Italię od Galii przez wojska Juliusza Cezara, który później na ich czele triumfalnie wkroczył do Rzymu, stało się symbolem oznaczającym dzisiaj punkt, z którego nie ma już powrotu, moment historyczny bez możliwości cofnięcia się. Dla zespołu Tangerine Dream nadszedł bez wątpienia również taki właśnie moment. I fani, których grupa pozyskiwała coraz szersze kręgi poprzez swoje występy, i wydawnictwa, i krytyka muzyczna oczekiwali coraz spójniejszych propozycji, coraz lepszych płyt. Zespół do tych oczekiwań podchodził bardzo poważnie.
    Odcięci niemal całkowicie od świata zewnętrznego artyści zamknęli się w Manor Shipton Charwell, pozyskując jednocześnie do dokonania nagrań materiału na nowy longplay inżyniera dźwięku Micka Glossop'a oraz Rolanda Paulicka pełniącego obowiązki głównego technika. I chociaż zespół tylko nieznacznie wzbogacił swe instrumentarium od czasu nagrania poprzedniej płyty, to jednak postanawia szerzej wykorzystać zdobyte dzięki wydatnej pomocy Johna Schaefera nowe maszyny rytmiczne, na których z ogromnym ładunkiem inwencji tworzyli swoje pasaże Peter Baumann oraz Christopher Franke. Przy dokonywaniu nagrań skorzystano również z syntezatorów Mooga o podwójnej klawiaturze, specjalnie zmodyfikowanych
    organów Elka, gongów, preparowanego pianina, syntezatorów ARP 2600 i Synthi A, naśladującego ludzkie głosy podobnie jak w przypadku Vocoderów. Właśnie rozwiązania chóralne, osiągnięte za pomocą tego instrumentarium w studio poprzez dokonanie szeregu nakładek miały być, w pierwotnym założeniu Edgara Froese, otrzymane za sprawą skomasowanego śpiewu dwóch lub trzech połączonych chórów (m.innymi chóru oxfordzkiego), lecz pomysł ten upadł dlatego, że zgromadzenie tej ilości wykonawców i nagranie ich głosów na taśmę okazało się niemożliwe z przyczyn technicznych i organizacyjnych. Lider TD musiał zatem ograniczyć się do mozolnych prac nad barwami prostego w swej obsłudze syntezatora. Miksowania głosów, powstałych przy pomocy w/w instrumentu dokonywano w studiu jeszcze na niespełna 12 godzin przed planowanym tłoczeniem płyty. Temat muzyczny powstały w wyniku tych działań był modyfikacją znacznie wcześniej skomponowanego, początkowego fragmentu ścieżki dźwiękowej w równie słynnym dziele filmowym Stanleya Kubricka 2001-Odyseja kosmiczna z 1968 roku. Obie strony krążka Tangerine Dream wypełniała kompozycja Rubycon, podzielona na dwie, jednakże bardzo zróżnicowane charakterologiczne, ponad 17-to minutowe części.
    Część pierwszą zespół otwiera tonami niemalże zapożyczonymi z bogatej kompozytorskiej twórczości Karlheinza Stockhausena, dając w ten sposób ukłon w stronę niemieckich prekursorów gatunku, działających w początkach lat 50-tych w studiach eksperymentalnych, aby po kilku minutach , w miarę rozwijania się kompozycji, przejść w coraz bardziej pulsujący rytm syntezatorów i sequencerów, na których tle słuchacz może już wychwycić daleki motyw przewodni płyty pozostający w aurze wytworzonej przez jej poprzedniczkę, płytę Phaedra. Rozpoczynający swą blisko 15-sto minutową, nerwową bieganinę sequencer i towarzyszący tym działaniom preparowany fortepian dla licznego grona naśladowców na długie lata staje się wzorem sposobu aranżowania elektronicznej kompozycji. Dodać należy, że dla wielu z nich sposobem w dalszym ciągu niedoścignionym.
    Po delikatnie zamierającym pulsie części pierwszej w następnej suicie daje się wyraźnie zauważyć inne muzyczne fascynacje lidera Mandarynkowego Snu. To, mianowicie, wnikliwe znawstwo twórczości Gyorgi Ligetiego, kompozytora utworu Lux Aeterna, która to kompozycja stała się prawdopodobnie pierwowzorem dokonań, zawartych na Rubycon - part two. Rozpoczyna ją wspomniany już wcześniej gigantyczny natłok chóralny, aby po blisko czterominutowym wstępie doszedł do głosu cały ówczesny arsenał muzyczny, jakim dysponowało Tangerine Dream. Wspaniale uchwycona w fotograficznym kadrze kropla spadającego mleka, przetworzona w zielono-błekitną okładkę była dziełem Monique Froese i widnieje odtąd na wszystkich wydawnictwach i plakatach reklamujących najnowsze dzieło utalentowanego tercetu. Już 21 marca 1975 roku, a więc po niespełna dwóch miesiącach od momentu swojego powstania, ta właśnie propozycja osiąga 12 miejsce w plebiscycie 20 najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii i utrzymuje się na niej przez następne 14 tygodni, a to mówi samo za siebie.
    Sam Edgar Froese wspomina do dzisiaj ten album jako jedno z najważniejszych wydarzeń w jego muzycznej karierze : - Kiedy zespół wchodził ponownie do studia Manor by nagrać tę płytę, nikt z nas nawet nie myślał w najśmielszych marzeniach, że będzie ona tak niebotycznym sukcesem. Szczerze mówiąc, ja sam w ogóle w to nie wierzyłem. W okresie dominacji generatorów i syntezatorów analogowych staraliśmy się zmieniać ograniczenia dostępnych nam instrumentów tak, aby nasza muzyka stawała się ucztą dla uszu odbiorcy. Wydusiliśmy z nich ile się tylko dało, co bardzo wyraźnie słychać na Rubycon i Ricochet. W 1970 roku w Wielkiej Brytanii ukazała się zapomniana już dzisiaj książka Tony'ego Palmera - tego samego, który przed laty zrealizował znany serial telewizyjny All You Need Is Love, zatytułowana Electric Revolution. Zapowiadała ona przewrót w świecie rocka, nową rewoltę. Autor twierdził, że kończy się era gitary elektrycznej a zaczyna era syntezatorów. Nie pomylił się, a my jesteśmy do dzisiaj temu wierni, pozostając tej tezy żywym przykładem.
    Nagranie Rubyconu nie było jednak łatwym procesem. Grupa przytłoczona sukcesem Phaedry i żądaniami publiczności miała stworzyć przez kilka tygodni coś znacznie wyprzedzającego swoje poprzednie dokonania i nie boję się tego stwierdzenia - stworzyć również pojęcie nowej muzyki elektronicznej XX wieku. Nowatorskie spojrzenie na muzyczne tworzywo pozwoliło pobić kilkukrotnie sukcesy osiągnięte poprzednimi longplayami.
    Niezwykle uradowani tym faktem muzycy w sierpniu 1975 roku ponownie wyjeżdżają do Francji, by koncertować w starych romańskich amfiteatrach w południowej części kraju nad Sekwaną - (m.innymi wspomniany już koncert w Orange), które to występy są reżyserowane i filmowane przez Tony Palmera. Nota bene właśnie po nich trio prowadzi w rankingu najgłośniejszych zespołów koncertowych, bardzo często przekraczając pułap 130 decybeli !
    Tygodnik Melody Maker umieszcza zespół w dorocznym plebiscycie pomiędzy dziesięcioma najlepszymi zespołami na świecie, a ugruntowujący pozycję TD na starym kontynencie nowy longplay sprzedaje się w zawrotnych ilościach, przynosząc członkom grupy ogromne zyski. Pismo muzyczne Rolling Stone wprawdzie nazywa na swych łamach to wydawnictwo zespołu najbardziej antymelodyjnym albumem lat siedemdziesiątych, lecz przyznaje, że jest ono w chwili pisania recenzji światowym bestsellerem. Polecam !

  • Link do komentarza Piotr Paschke sobota, 28 luty 2009 20:12 napisane przez Piotr Paschke

    Historia tej płyty to niemalże epicka opowieść. W 1975 roku odcięci niemal całkowicie od świata zewnętrznego artyści zamknęli się w Manor Shipton Charwell, pozyskując jednocześnie do dokonania nagrań materiału na nowy longplay inżyniera dźwięku Micka Glossop'a oraz Rolanda Paulicka pełniącego obowiązki głównego technika. I chociaż zespół tylko nieznacznie wzbogacił swe instrumentarium od czasu nagrania poprzedniej płyty, to jednak postanawia szerzej wykorzystać zdobyte dzięki wydatnej pomocy Johna Schaefera nowe maszyny rytmiczne, na których z ogromnym ładunkiem inwencji tworzyli swoje pasaże Peter Baumann oraz Christopher Franke. Przy dokonywaniu nagrań skorzystano również z syntezatorów Mooga o podwójnej klawiaturze, specjalnie zmodyfikowanych organów Elka, gongów, preparowanego pianina, syntezatorów ARP 2600 i Synthi A, naśladującego ludzkie głosy podobnie jak w przypadku Vocoderów. Właśnie rozwiązania chóralne, osiągnięte za pomocą tego instrumentarium w studio poprzez dokonanie szeregu nakładek miały być, w pierwotnym założeniu Edgara Froese, otrzymane za sprawą skomasowanego śpiewu dwóch lub trzech połączonych chórów-(m.innymi chóru oxfordzkiego), lecz pomysł ten upadł dlatego, że zgromadzenie tej ilości wykonawców i nagranie ich głosów na taśmę okazało się niemożliwe z przyczyn technicznych i organizacyjnych. Lider TD musiał zatem ograniczyć się do mozolnych prac nad barwami prostego w swej obsłudze syntezatora. Miksowania głosów, powstałych przy pomocy w/w instrumentu dokonywano w studiu jeszcze na niespełna 12 godzin przed planowanym tłoczeniem płyty. Temat muzyczny powstały w wyniku tych działań był modyfikacją znacznie wcześniej skomponowanego, początkowego fragmentu ścieżki dźwiękowej w równie słynnym dziele filmowym Stanleya Kubricka 2001-Odyseja kosmiczna z 1968 roku. Obie strony krążka Tangerine Dream wypełniała kompozycja Rubycon, podzielona na dwie, jednakże bardzo zróżnicowane charakterologiczne, ponad 17-to minutowe części.
    Część pierwszą zespół otwiera tonami niemalże zapożyczonymi z bogatej kompozytorskiej twórczości Karlheinza Stockhausena, dając w ten sposób ukłon w stronę niemieckich prekursorów gatunku, działających w początkach lat 50-tych w studiach eksperymentalnych, aby po kilku minutach , w miarę rozwijania się kompozycji, przejść w coraz bardziej pulsujący rytm syntezatorów i sequencerów, na których tle słuchacz może już wychwycić daleki motyw przewodni płyty pozostający w aurze wytworzonej przez jej poprzedniczkę, płytę Phaedra. Rozpoczynający swą blisko 15-sto minutową, nerwową bieganinę sequencer i towarzyszący tym działaniom preparowany fortepian dla licznego grona naśladowców na długie lata staje się wzorem sposobu aranżowania elektronicznej kompozycji. Dodać należy, że dla wielu z nich sposobem w dalszym ciągu niedoścignionym.
    Po delikatnie zamierającym pulsie części pierwszej w następnej suicie daje się wyraźnie zauważyć inne muzyczne fascynacje lidera Mandarynkowego Snu. To, mianowicie, wnikliwe znawstwo twórczości Gyorgi Ligetiego, kompozytora utworu Lux Aeterna, która to kompozycja stała się prawdopodobnie pierwowzorem dokonań, zawartych na Rubycon - part two. Rozpoczyna ją wspomniany już wcześniej gigantyczny natłok chóralny, aby po blisko czterominutowym wstępie doszedł do głosu cały ówczesny arsenał muzyczny, jakim dysponowało Tangerine Dream. Wspaniale uchwycona w fotograficznym kadrze kropla spadającego mleka, przetworzona w zielono-błekitną okładkę była dziełem Monique Froese i widnieje odtąd na wszystkich wydawnictwach i plakatach reklamujących najnowsze dzieło utalentowanego tercetu. Już 21 marca 1975 roku, a więc po niespełna dwóch miesiącach od momentu swojego powstania, ta właśnie propozycja osiąga 12 miejsce w plebiscycie 20 najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii i utrzymuje się na niej przez następne 14 tygodni, a to mówi samo za siebie.
    Sam Edgar Froese wspomina do dzisiaj ten album jako jedno z najważniejszych wydarzeń w jego muzycznej karierze : - Kiedy zespól wchodził ponownie do studia Manor by nagrać tę płytę, nikt z nas nawet nie myślał w najśmielszych marzeniach, że będzie ona tak niebotycznym sukcesem. Szczerze mówiąc, ja sam w ogóle w to nie wierzyłem. W okresie dominacji generatorów i syntezatorów analogowych staraliśmy się zmieniać ograniczenia dostępnych nam instrumentów tak, aby nasza muzyka stawała się ucztą dla uszu odbiorcy. Wydusiliśmy z nich ile się tylko dało, co bardzo wyraźnie słychać na albumach Rubycon i Ricochet. W 1970 roku w Wielkiej Brytanii ukazała się zapomniana już dzisiaj książka Tony'ego Palmera - tego samego, który przed laty zrealizował znany serial telewizyjny All You Need Is Love, zatytułowana Electric Revolution. Zapowiadała ona przewrót w świecie rocka, nową rewoltę. Autor twierdził, że kończy się era gitary elektrycznej a zaczyna era syntezatorów. Nie pomylił się, a my jesteśmy do dzisiaj temu wierni, pozostając tej tezy żywym przykładem.
    Nagranie Rubyconu nie było jednak łatwym procesem. Grupa przytłoczona sukcesem Phaedry i żądaniami publiczności miała stworzyć przez kilka tygodni coś znacznie wyprzedzającego swoje poprzednie dokonania i nie boję się tego stwierdzenia - stworzyć również pojęcie nowej muzyki elektronicznej XX wieku. Nowatorskie spojrzenie na muzyczne tworzywo pozwoliło pobić kilkukrotnie sukcesy osiągnięte poprzednimi longplayami.
    Tygodnik Melody Maker umieszcza zespół w dorocznym plebiscycie pomiędzy dziesięcioma najlepszymi zespołami na świecie, a ugruntowujący pozycję TD na starym kontynencie nowy longplay sprzedaje się w zawrotnych ilościach, przynosząc członkom grupy ogromne zyski. Pismo muzyczne Rolling Stone wprawdzie nazywa na swych łamach to wydawnictwo zespołu najbardziej antymelodycznym albumem lat siedemdziesiątych, lecz przyznaje, że jest ono w chwili pisania recenzji światowym bestsellerem.
    To najlepsza rekomendacja tego wybitnego wydawnictwa!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version