ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Air
The Virgin Suicides
(2000, album studyjny)

1. Playground Love
2. Clouds Up
3. Bathroom Girl
4. Cemetary Party
5. Dark Messages
6. The Word Hurricane
7. Dirty Trip
8. Highschool Lover
9. Afternoon Sister
10.Ghost Song
11.Empty House
12.Dead Bodies
13.Suicide Underground
Nicolas Godin - guitar, bas, vocals, vocoder
Jean-Benoît Dunckel - vocals, piano, keyboards

Wyświetlony 3091 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek sobota, 23 październik 2010 15:22 napisane przez Michał Jurek

    Ze wspominków progresywnego kombatanta: pamiętam, że zespołem Air zainteresowałem się, gdy nie był on jeszcze w Polsce tak popularny, bo popularność płyty 'Moon Safari' dotarła nad Wisłę z opóźnieniem. Niełatwo więc było zdobyć płytę 'The Virgin Sucides'. Swój egzemplarz przywiozłem z wyjazdu studenckiego do Brukseli i stało się to przez zupełny przypadek: zmęczony bieganiem po sklepach z winylami wszedłem dla odmiany do sklepu z kompaktami, z którego wyszedłem z albumem Jeffa Buckley'a i omawianym właśnie albumem Air.

    Od razu zaznaczę, że moim zdaniem to najlepsza płyta, którą panowie Godin i Dunckel nagrali. A jest to rzecz nietypowa, album zawiera bowiem ścieżkę dźwiękową do filmu Sofii Coppoli pod tym samym tytułem (jakiś geniusz przetłumaczył go jako 'Przekleństwa niewinności' - literackiego Nobla mu!). Nie wdając się w szczegóły, warto wyjaśnić, że film traktuje o czterech córkach wychowywanych przez bardzo konserwatywnych rodziców, przy czym konserwatyzm ten dotyczy w szczególności kontaktów dziewcząt z płcią przeciwną. Nasilenie tych kontaktów prowadzi do tego, że rodzice zabraniają córkom chodzić do szkoły i zamykają je w czterech ścianach. A latorośle, w obliczu takich szykan, popełniają zbiorowe samobójstwo. Niewesołą więc tematykę mieli za zadanie zilustrować panowie z Air, choć gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że film był daleką od łopatologii poetycką impresją i opowieścią o bolesnym dorastaniu. Muzyka zaproponowana przez francuski duet świetnie się w ten klimat wpasowała.

    Płytę otwiera 'Playground Love', w którym gościnnie udzielił się na wokalu pan o pseudonimie Gordon Tracks (a w rzeczywistości to niejaki Thomas Mars, wokalista elektropopowego bandu Pxoenix i... były chłopak Sofii Coppoli). Niespieszne, melancholijne nagranie z subtelną partią saksofonu wprowadza słuchaczy we wspominkowy nastrój, pozwalając sięgnąć pamięcią do szkolnych i przedszkolnych miłości. Nawiasem mówiąc, świetny, oldskulowy teledysk miało to nagranie. A potem zaczyna się już psychodeliczna jazda w najlepszym wydaniu z krótszymi i dłuższymi impresjami muzycznymi. Do moich faworytów należy klimatyczny 'Bathroom Girl', ze świetną, choć krótką, partią gitary. Nie można też nie wspomnieć o 'Cemetary Party', w którym subtelnie powraca motyw z 'Playground Love' i o 'The Word 'Hurricane' z fajnymi chórkami, melorecytacją o pochodzeniu następstwach huraganu, złamaną połamaną partią instrumentów klawiszowych. Ale prawdziwe opus magnum stanowi utwór następny, 'Dirty Trip'. Prawdziwa psychodeliczna jazda, jakby ilustrująca narkotykowy odlot i żywcem wyjęta z jakiejś płyty z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, z transowymi partiami klawiszy i niepokojącymi odgłosami. No i świetna partia funkującego basu czai się w tle. Bardzo klimatyczne są też 'Ghost Song' (ach, te głębokie, basowe tony) i 'Dead Bodies' z szaleńczą fortepianową i perkusyjną solówką.

    'The Virgin Suicides' trzeba słuchać w całości. Jest to fascynująca, analogowo brzmiąca, pełna melodii suita, budująca niezapomniany nastrój. Jeśli ktoś lubi Pink Floyd z okresu 'The Dark Side of the Moon', czy Beatlesów z okresu 'Sierżanta Pieprza', to ta płyta jest z pewnością dla niego, choć oczywiście Air nie nawiązują wprost do tej muzyki, raczej ją trawestują i przetwarzają. W końcu parę lat już od eksplozji rocka psychodelicznego minęło... Dlatego wydaje mi się, że hasła w stylu: 'nowe Pink Floyd' (a słyszałem takowe tuż po wydaniu 'The Virgin Suicides'), idą zbyt daleko.

    Tak czy inaczej, po 'The Virgin Suicides' warto sięgnąć, nawet nie znając filmu, do którego skomponowano tę muzykę. I chyba najlepiej to świadczy o klasie tego albumu: broni się sam, nie jest jedynie ilustracją ruchomych obrazków. Szkoda tylko, że panowie z Air na następnych płytach zmienili proporcje i ograniczyli w swojej muzyce pierwiastek psychodelii na rzecz coraz obfitszej domieszki przebojowego popu. Może więc właśnie to, że 'The Virgin Suicides' był z założenia albumem ze ścieżką dźwiękową, umożliwiło duetowi nagranie muzyki bardziej bezkompromisowej?
    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version