ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Copernicus
Victim Of The Sky
(1985, album studyjny)

1. Lies! (1:10)
2. The Wanderer (3:31)
3. Victim Of The Sky (4:12)
4. White From Black (5:02)
5. Not Him Again! (3:02)
6. Desperate (4:26)
7. In Terms Of Money (5:10)
8. From Bacteria (3;30)
9. The Lament Of Joe Apples (9:42)
10. Victim Reprise (1:10)
Copernicus: vocals
Pierce Turner: keyboards, musical director
Larry Kirwan: guitar, keyboards, vocals
Thomas Hamlin: drums
Jeffrey Richards: flute, keyboards, effects
Chris Katris: guitar
Steve Menasche: marimba, percussion
Fred Parcells: affected trombone
Roseann Horn: vocals
Jimmy Zhivago: guitar, piano
Fionnghuala: vocals
Andy Leahy: violin, vocals
Fred Chalenor: bass guitar
Paddy Higgins: bodhran, floor toms
Matty Fillou: saxophone
Marvin Wright: guitar, piano, drum machine
J.C. Rose: vocals
Jim O'Leary: vocals
Andy Heermans: bass
Wyświetlony 3077 razy
Inne albumy wykonawcy: « disappearance Worthless! »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba piątek, 13 lipiec 2012 02:16 napisane przez Paweł Tryba

    O, znowu! Copernicus w kooperacji z szefem Moonjune Records Leonardo Pavkovicem z uporem godnym lepszej sprawy wznawiają cały katalog szalonego nowojorczyka. Jakiś czas temu po raz pierwszy na CD wyszło debiutanckie Nothing Exists, a teraz padło na drugą w kolejności Victim Of The Sky. I zgodnie z niepisaną tradycją - znów na mnie spada obowiązek recenzji. Podkreślam: obowiązek. Przyjemność ze słuchania tego krążka pojawia się tylko miejscami.

    Że Joseph Copernicus Smalkowski osobą bardzo ekscentryczną jest, mogą się Państwo przekonać zerkając do naszego serwisowego archiwum tekstów, gdzie wciąż można przeczytać wywiad, jaki z nim wspólnie z redaktorem Chudzikiem przeprowadziliśmy. Przypomnijmy zasadnicze założenia filozofii Smalkowskiego:
    1. Nic nie istnieje.
    2. Jedyna rzeczywistość rozgrywa się na poziomie cząstek elementarnych, reszta to bujda na resorach.
    3. Religia to hamulec rozwoju ludzkości, liczą się tylko teorie naukowe.
    Powyższe natchnione tezy Copernicus GŁOSI. Recytuje, szepcze, skrzeczy, jęczy, ryczy i tak dalej. W żadnym razie NIE ŚPIEWA. Taką już ma koncepcję improwizowanego spoken word. Na szczęście znacznie lepszą ma koncepcję muzyki. Takie dziwo jak towarzyszący mu zespół mogło powstać chyba tylko w kosmopolitycznym Nowym Jorku. Pokaźna rzesza akompaniatorów Smalkowskiego improwizuje na gorąco, bez żadnego przygotowania lawirując między najrozmaitszymi muzycznymi tradycjami i - co najdziwniejsze - nieźle im to wychodzi kiedy chcą. Czasem jednak idą w nadmierną awangardę, grają jakieś wydumane podkłady. Obcowanie z płytami Copernicus to zawsze niepewność czym muzycy zaskoczą nas za moment i czy aby na pewno będzie to miłe zaskoczenie. Nie inaczej jest i tym razem.

    Króciutkie Lies to w zasadzie tylko narastająca tyrada Smalkowskiego i pojedyncze uderzenia w talerze. The Wanderer - to z kolei Smalkowski w wersji monotonnej i delikatne klawisze. Ciekawiej robi się w tytułowym kawałku. Trochę tu funku, trochę prostszego jazzu, ale też rządzącej w momencie wydania (1985) new wave. I potańczyć by się dało, gdyby nie pan wokalista. Ciekawiej robi się w White From Black, w którym Copernicus rozwodzi się nad bezsensem rasizmu, skoro i tak wszyscy nasi przodkowie byli czarni. Pierce Turner i reszta kolegów kreślą przestrzenny pejzaż, kiedy przymknie się oczy faktycznie można sobie wyobrazić sawannę. Ale o co chodzi w Not Him Again? Zdecydowanie za wysoki dla mnie poziom abstrakcji. Podkład między nową falą a disco, jakiś dziwny arytmiczny fortepian w tle, gadają po angielsku, hiszpańsku, a potem przechodzą na francuski i Marsyliankę śpiewają. Ki czort??? W Desperate wracamy na ziemię. Stary kompan Smalkowskiego, Larry Kirwan, śpiewa (!!!) całkiem normalne reggae, podkład bez ekstrawagancji, za to z miło bujającymi klawiszami, Copernicus czasem coś tam z boku burknie. In Terms Of Money też brzmi w miarę przystępnie dzięki mocno wyeksponowanej linii basu i knajpianemu Hammondowi. Starczy tej normalności, pora poszaleć. From Bacteria to niezidentyfikowane perkusjonalia, na pozór bezładne uderzenia w klawisze fortepianu, dęciaki grające chyba każdy sobie. I jeden zabawniejszych (podejrzewam, że niezamierzenie) tekstów Smalkowskiego. Papież wywodzi się od bakterii! Bruce Springsteen wywodzi się od bakterii! I Reagan! I Gorbaczow! Przy okazji długachnego The Lament Of Joe Apples zapomnijcie o muzyce. Są jakieś przeszkadzajki w tle, ale główną rolę gra Smalkowski wcielający się w rolę standardowego amerykańskiego nieudacznika, któremu nie układa się z żoną, dziećmi, szefem - generalnie nic mu nie wychodzi i oczywiście nic nie dzieje się z jego winy. Takie to groteskowe, że aż zabawne. Jeszcze symboliczna repryza tytułowego utworu. OK, przeżyłem kolejny seans dziwactw performera z Nowego Jorku.

    Daję trójkę. Wspaniała - jak zwykle w przypadku tej formacji - oprawa graficzna albumu nie jest w stanie podnieść tej oceny. Stanowi raczej potwierdzenie starej prawdy, że nie wszystko złoto, co się świeci. A teraz przepraszam, biorę od Naczelnego dwa tygodnie chorobowego. Jak zawsze po recenzji płyty Copernicus.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version