ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Meller, Maciej
Zenith
(2020, album studyjny)

Zenith
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

01. Aside - 8:44
02. Knife - 4:39
03. Plan B - 4:11
04. Halfway - 5:10
05. Frozen - 5:40
06. Fox - 6:40
07. Trip - 8:03
08. Magic - 1:52

Czas całkowity - 44:59

- Krzysztof Borek – wokal
- Maciej Meller – gitara, mandolina, gwizdanie
- Łukasz Damrych – instrumenty klawiszowe
- Robert Szydło – gitara basowa
- Łukasz Sobolak – perkusja
oraz:
- Szymon Paduszyński – dodatkowe wokal (3)

Wyświetlony 261 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński niedziela, 11 październik 2020 14:37 napisane przez Gabriel Koleński

    Kiedy dowiedziałem się, że Maciej Meller zamierza wydać solową płytę, miałem w głowie pewne wyobrażenie, jakie to może być wydawnictwo. Nie podejrzewam Macieja o ciągoty prog metalowe, więc odpadła wizja niekończących się solówek na tle zaprogramowanej perkusji i mechanicznych riffów gitary rytmicznej. Jednak, wciąż sądziłem, że gitarzysta Riverside nagra album z muzyką instrumentalną, w której główną rolę będzie odgrywać gitara. Bardzo się cieszę, że aż tak bardzo się pomyliłem.
    „Zenith” nie ma niczego wspólnego z typowymi solowymi płytami gitarzystów rockowych. Maciej Meller zbudował od podstaw pełnoprawny zespół, który nagrał skomponowany przez niego materiał. Na płycie nie ma ani jednego utworu instrumentalnego, w każdym zaśpiewał znany z Figuresmile, Xanadu i Tim Orders Krzysztof Borek. Zachrypnięty, jakby zbolały głos Krzysztofa jest bardzo charakterystyczny i od razu rozpoznawalny, choć osoby niekojarzące wymienionych wcześniej zespołów być może będą musiały się do niego trochę przyzwyczaić. Co najważniejsze, wokal idealnie pasuje do zaproponowanej przez lidera muzyki. Dźwięki wypełniające „Zenith” to zupełnie nowe, chyba najbardziej osobiste, jak do tej pory, wcielenie Macieja. Nie jest to twórczość łatwa i przyjemna w oczywisty sposób, wymaga osłuchania, głównie ze względu na dość ponury, smutny wydźwięk większości utworów, ale zawiera w sobie też kilka jaśniejszych punktów. Trochę jak w życiu, raz z górki, raz pod górkę. Bo to właśnie taka życiowa, plastyczna muzyka, w której każdy może się odnaleźć.
    „Aside” to niezła wizytówka albumu. Wyrazista melodia, spokojne zwrotki z gitarą akustyczną w tle i emocjonalny śpiew wokalisty wysunięty mocno do przodu. To na wstępie, bo potem zaczynają się różne przejścia – pierwsze delikatne, wyciszone, drugie mocniejsze z organami Hammonda i riffem w stylu ostatnich dokonań Riverside. To jedyne skojarzenia z obecnym macierzystym zespołem Mellera, poza tym brzmienie albumu jest jak najbardziej oryginalne. W międzyczasie, co oczywiste i zrozumiałem, pojawiają się też solówki gitarowe Macieja, których generalnie na płycie jest sporo. Przy czym, nie ma mowy o przesadnej ekwilibrystyce, znacznie większy nacisk muzyk położył na emocje i brzmienie. Na płycie mocno wyróżnia się „Knife”, najbardziej mroczny, ponury, z klaustrofobiczną, duszną atmosferą tworzoną przez ciężkie gitarowe riffy. Ciekawym kontrastem jest za to następny na płycie „Plan B”, który jest jednym ze wspomnianych jaśniejszych punktów na solowym debiucie Mellera. To przeurocza ballada z dużym udziałem gitar akustycznych i pianina, emocjonalnie zaśpiewana, ozdobiona pięknym refrenem. „Halfway”, „Frozen” i „Fox” tworzą trio, które może nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale każdy z tych utworów zawiera najlepsze składowe „Zenith” - tajemniczą atmosferę („Halfway”), dynamiczne, przestrzenne brzmienie („świdrujące solówki” w „Frozen”) czy długie, rozbudowane solówki gitarowe (zwłaszcza ta w „Fox”). „Trip” to jak dla mnie kulminacyjny moment albumu. Utwór składa się z dwóch części . Pierwsza jest z wokalem i gitarą akustyczną na pierwszym planie, z „zamglonym” brzmieniem podbitym przez elektroniczny efekt wiatru w tle. Druga, instrumentalna część ma w sobie dużo elementów muzyki elektronicznej – połamana rytmika i różne, pojedyncze dźwiękowe plamy tworzą odrealniony, hipnotyzujący klimat.
    Maciej Meller, wraz z zespołem, stworzył bardzo ciekawy album. Słychać, że skomponował ten materiał dla siebie, ale nie po to, by komukolwiek zaimponować i popisać się swoimi zdolnościami, tylko by pokazać co obecnie gra mu w duszy. To bardzo osobista, introwertyczna płyta, również za sprawą tekstów Krzysztofa Borka. Okładka i zdjęcia w książeczce także idealnie współgrają z całością, która jest jak jesienny spacer. Trochę smutno, że jest zimno, szaro, ponuro i wszystko umiera, ale z drugiej strony jak pięknie to wygląda i z jakiem wdziękiem to się odbywa.
    Gabriel Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version