ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Andymian
Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła
(2013, album studyjny)

1. Budzi się serce z uśpienia (5:47)
2. Siostra złotego fletu (4:19)
3. Na poduszce białego obłoku (3:46)
4. Aksamitna rozmowa zagubionych dusz (3:23)
5. Niepohamowana siła kobiecości (3:06)
6. Party dzikiego ogrodu (3:46)
7. W salonie kapryśnego nieba (3:26)
8. Miasto trzaska drzwiami (3:44)
9. Kto tam tak tupie (4:14)
10. Resetuję myśli i strachy wyszydzam (4:11)
11. Kruszy się niebo nad głową i spada (4:10)
12. Tańczę w sukni za wszystko (4:33)
13. Wiersze mają buty i chodzą za mną (3:23)
14. Moja wolność w kolorze świtu (4:16)
15. Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła (4:31)
16. Raz, dwa, trzy, upadam i wstaję od nowa (4:23)

Elżbieta Mierzyńska: vocal, parlando, text
Andrzej "Andymian" Mierzyński: synthetisers, music

Wyświetlony 2301 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 18 czerwiec 2013 20:57 napisane przez Paweł Tryba

    Kolejne wydawnictwo Andymiana typu „dwa w jednym” - jeden album z istotnym udziałem wokalu Elżbiety Mierzyńskiej, drugi instrumentalny, co najwyżej muśnięty jakąś wokalizą. Dwie kompletnie odmienne płyty, które trzeba rozpatrzeć osobno. Elektronik zapowiada, że utrzyma takie modus operandi – dzięki temu może zaprezentować się jako twórca , który do palety środków wyrazu co rusz dodaje coś nowego. Może więc na początek przyjrzyjmy się płycie, którą Elżbieta i Andrzej Mierzyńscy stworzyli razem. Bo to faktycznie „nowy Andymian”. Nie tylko nowy krążek, ale też nowa jakość muzyki wypełniającej płytę.

    Do tej pory Andymian zdążył się nam zaprezentować jako twórca bogatej brzmieniowo muzyki instrumentalnej, ale też uroczych piosenek (album „Bezsenność Anioła”). Jak się okazuje państwo Mierzyńscy potrafią wyciągnąć ze współpracy żywego wokalu i syntezatorów znacznie więcej. Tym razem śpiew stanowił punkt wyjścia, dopiero potem został uzupełniony klawiszowymi brzmieniami. Ale też nie jest to śpiew typowy. Organizuje go rytm, a nie melodia. Rytmicznie wyrzucane pojedyncze sylaby czy krótkie, hasłowe frazy – i tak na kilku brzmieniowych planach, żeby całość zabrzmiała bardziej bogato. Dużo przydechu, co dodaje tajemniczości. Kiedy pierwszy raz właczyłem ten album zastanawiałem się parę godzin gdzie ja już coś podobnego słyszałem. Aż dotarło do mnie, że tę samą wokalną technikę lubił na wcześniejszych płytach Riverside wykorzystywać Mariusz Duda. A jak prezentuje się oprawa muzyczna? Siłą rzeczy motywy melodyczne są krótsze, mniej rozlewne. Bardziej wyeksponowano beat. Podobnie jak w przypadku „Bezsenności Anioła” kooperacja państwa Mierzyńskich przywodzi na myśl różne new age'owe wynalazki pokroju Enigmy czy Delerium – z tym, że broń Boże nie jest to nawiązanie świadome. Ot, przypadkowa zbieżność brzmień. Bo na dobrą sprawę „Ładna dla Nieba...” ma brzmienie swoiste – tak brzmią tylko państwo Mierzyńscy i tylko na tym krążku. Oni na to wpadli i zaprezentowali światu. A jakieś podobieństwa zawsze się znajdą.

    Cieszy zróżnicowanie utworów – kilkanaście kompozycji opartych na jednym, choćby i nowym patencie, zlałoby się w jedną całość. A tymczasem już na początek dostajemy jawny hołd dla wiadomej kapeli – utwór „Budzi się serce z uśpienia” zaczyna się biciem serca przechodzącym we wiodący beat. Hołd to nieprzypadkowy – przypomnijmy, ze państwo Mierzyńscy maczali palce w obchodach 40-lecia wydania „Ciemnej strony Księżyca” w olsztyńskim planetarium. Druga w kolejności „Siostra złotego fletu” kusi orientalizmami, „Aksamitna rozmowa zagubionych dusz” oparta jest na przestrzennym brzmieniu syntezatorów, którego nie powstydziłby się i Dave Brock. „Party dzikiego ogrodu” ze swoim bukolicznym nastrojem mogłoby znaleźć się na dawniejszej płycie Mierzyńskiego - „In The Garden Of A Rainy King”. Pan Andrzej ma chyba w głowie zakodowany jakiś związek między wyobrażeniem ogrodu a takim, a nie innym brzmieniem. Od połowy albumu swoisty scat pani Elżbiety zostaje dopełniony pojedynczymi, mocno odjechanymi zdaniami. Efekt – ciekawy. Przeplatanie zdań „Twoja głowa chora.” i „A ja nie śpię nadal” w „Miasto trzaska drzwiami” mi osobiście przywodzi na myśl próbę autodiagnozy osoby obłąkanej. Trochę się tu państwo Mierzyńscy oddalają od swojego programowego optymizmu. Gęste, zawiesiste „Resetuję myśli i strachy wyszydzam” jest po prostu świetne – to chyba najlepszy utwór na płycie, ale trochę żal, że tryle pani Elżbiety nie rozwijają się w jakąś dłuższą wokalną melodię – byłoby jeszcze ciekawiej. W „Tańczę w sukni za wszystko” odnajduję refleksy innego albumu Andymiana - „Lords And Paupers”, echa muzyki dawnej przefiltrowanej przez wrażliwość współczesnego elektronika. A na koniec wreszcie odchodzimy od surrealizmu dzięki lapidarnej, ale uniwersalnej prawdzie: „Raz, dwa trzy, upadam i wstaję od nowa”. Czego sobie i Wam drodzy Czytelnicy życzę. Autorom nie, bo ta płyta nie świadczy bynajmniej o upadku. Forma państwa Mierzyńskich zdecydowanie zwyżkuje!.

    Dokooptowanie już ładne parę lat temu wokalu małżonki poszerzyło możliwości Andrzeja Mierzyńskiego. Miło patrzeć jak wymyśla siebie na nowo. Daję czwórkę. Za relaksujący, z lekka oniryczny klimat. Za innowacyjność. I za wciąż słyszalny mimo długiego już scenicznego stażu entuzjazm.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version