ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Kanaan, Robert
Białe Gołębie
(2004, album studyjny)

1. Elektro - Gdież ty tam była 1 (3:02)
2. Elektro - Gdie dievalsja (3:08)
3. Elektro - Guliała ja (dla Zuzi) (4:14)
4. Elektro - Bywała osjennej poroju (2:30)
5. Elektro - Czto wa towa kuma (3:53)
6. Elektro - U worotach gusi (4:14)
7. Elektro - Mołodast  (3:02)
8. Elektro - Jabłoczko (3:11)
9. Elektro - Kinga (Gdie dievalsja inst.) (4:14)
10. Elektro - Wa łuzjach (5:02)
11. Elektro - Czumak (3:32)
12. Elektro - Gdież ty tam była 2 (3:23)
13. Elektro - Czudnyj miesiac (3:01)

   Czas całkowity: 46:26
Chór Riabina: vocals
Robert Kanaan: electronics
Wyświetlony 3308 razy
Inne albumy wykonawcy: « Gaja Hołd »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba czwartek, 12 sierpień 2010 16:58 napisane przez Paweł Tryba

    Jakiś czas temu opisywałem na naszych łamach płytę Roberta Kanaana Gaja - świetny, żywy album, który przy produkcjach Vangelisa nie byłby wcale ubogim krewnym. Był to mój pierwszy kontakt z twórczością gdańskiego elektronika, który jak się później okazało spłodził pokaźny zbiorek wydawnictw. Oto jedno z nich  stosunkowo świeże, bo sprzed sześciu lat. Pomiędzy Białymi Gołębiami a Gają Kanaan zrobił sobie przerwę w nagrywaniu płyt, działał wyłącznie na niwie muzyki teatralnej. Gołębie okazują się dziełem diametralnie odmiennym, co dobrze świadczy o inwencji autora.

    Płyta jest efektem kooperacji Roberta Kanaana z działającym w podbiałostockim Żarnowie kobiecym chórem Riabina, wykonującym tradycyjne pieśni staroobrzędowców, czyli odłamu wyznawców prawosławia, którzy w XVII wieku trafili do Polski uciekając przed represjami cara za brak zgody na zmiany w liturgii. Uczone księgi podają, że rosyjski pań z Riabiny to dialekt pskowsko-wileński. Jako, żem nie rusycysta - pozostaje mi wierzyć. Dla nas najważniejsze znaczenie będzie miał fakt, że Riabina wykonuje te wiekowe utwory a capella. Czyli Kanaan miał szerokie pole do popisu. Należy nadmienić, że elektronik stworzył oprawę do utworów nagranych cztery lata wcześniej na płytę Riabina. Nie było więc dysput w studio, słownego i fizycznego ścierania się wizji. Pan Robert dostał wyjściowy materiał i mógł się nim do woli bawić. Podejrzewam, że to co stworzył, musiało być dla przywiązanych do tradycji chórzystek sporą niespodzianką.

    Projekt to nietuzinkowy, starałem się więc przybliżyć jego genezę. Gdybym jednak jej nie znał, pomyślałbym, że to efekt niespodziewanego spotkania Brendana Perry i Erica Mouqueta w Domu Kultury w Żarnowie, akurat w trakcie próby Riabiny (mniejsza już o to skąd ci dwaj mieliby się tam znaleźć). Miesza się na Białych Gołębiach medytacyjne podejście do folku, jakie prezentował w swojej twórczości lider Dead Can Dance z tym baśniowo-ludycznym nastrojem znanym z płyt Deep Forest czy może nawet bardziej z solowej płyty Mouqueta Thorgal. Pierwszą szkołę słyszymy choćby w Elektro - Gdie dievalsja czy w Elektro - U worotach gusi. Te kompozycje na upartego mogłyby się znaleźć na Aion Tańczących Umarłych. Opcja druga - najlepiej słyszalna w porywającym do tańca Elektro - Jabłoczko. Nie zamierzam jednak twierdzić, że Gołębie to po prostu udana zrzynka. Muzyka jest na tyle oryginalna, że sensowniej byłoby powiedzieć, że Kanaan o styl wyżej wymienionych artystów otarł się przypadkiem. Tym bardziej, że spektrum środków, którymi muzyk się posługuje jest szersze. Robert jest elektronikiem, któremu przytrafiła się płyta etno i to słychać. Choćby w klawiszowych odjazdach w Elektro - Guljała ja czy w Elektro - Wa łuzjach, gdzie dostojna elektronika miesza się z folkiem trochę jak na Gai. Może czasem te stricte elektroniczne wycieczki są nawet zbyt odważne... Ale tylko czasem. Bardzo często śpiew pań z Riabiny jest odsunięty na trochę dalszy plan, przymglony, jakby stanowić miał dla kompozytora tylko pretekst do erupcji pomysłów. Zdarzają się jednak chwile, gdy elektroniczne tło pełni wobec chóru rolę służebną. Tak jest w Elektro - Guljała ja czy w początku Elektro - Czumak. Kanaan zadbał, by jego pomysły nie gryzły się ze starodawnym folklorem, wprowadzając odpowiednie dla takiej kooperacji barwy syntezatorów - raz imitujące flet, gdzie indziej - tak charakterystyczne dla Podlasia cymbały. Analiza każdego utworu mija się z celem. Każdy czymś przyciąga uwagę, każdy ciekawie łączy muzyczne żywioły, które na pierwszy rzut oka nie mają prawa do siebie pasować. Dlatego, jak zawsze w przypadku dobrej muzyki, najlepiej posłuchać jej samemu i wyrobić sobie własną opinię. Tu może się jednak pojawić problem - nakład albumu już dawno się wyczerpał. Oby ukazała się reedycja. Żal byłoby, gdyby tak ciekawa pozycja zginęła w pomroce dziejów pod pokładami różnych Gag i Bieberów.

    W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy miałem parę razy okazję się przekonać, że polska wieś widziana oczami prawdziwych artystów może być miejscem magicznym. Czy to Rogalów pod Kazimierzem nad Wisłą, dokąd zaprosił mnie zespół Za Siódmą Górą czy warmińskie sioła opiewane przez Hoboud. Równie ciekawe jest Podlasie Kanaana. Moja ocena: 4,5/5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version