ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Van der Graaf Generator
Pawn Hearts
(1971, album studyjny)

1. Lemmings (11:39)
2. Man-Erg (10:21)
3. A Plague of Lighthouse Keepers (23:04)
 (a) Eyewitness
 (b) Pictures / Lighthouse
 (c) Eyewitness
 (d) S.H.M.
 (e) Presence of the Night
 (f) Kosmos Tours
 (g) (Custard's) Last Stand
 (h) The Clot Thickens
 (i) Land's End
 (j) We Go Now

Czas całkowity: 45:04

dodatkowo na reedycji z 2005 roku:
4. Theme One (original mix) (3:15)
5. W (first version) (5:04)
6. Angle of Incidents (4:48)
7. Ponker's Theme (1:28)
8. Diminutions (6:00)
- Peter Hammill ( lead vocals, guitars, pianos )
- Hugh Banton ( organs, piano, mellotron, bass pedals, bass guitar, synthesiser, vocals )
- Guy Evans ( drums and percussion )
- David Jackson ( saxes, flute, vocals )

oraz gościnnie:
- Robert Fripp ( electric guitar )
Wyświetlony 13000 razy
Inne albumy wykonawcy: « Godbluff Present »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Bartek Kieszek czwartek, 22 listopad 2007 22:35 napisane przez Bartek Kieszek

    'Still waiting for my saviour, storms tear me limb from limb;
    my fingers feel like seaweed...I'm so far out I'm too far in.
    I am a lonely man, my solitude is true,
    my eyes have borne stark witness
    and now my nights are numbered, too.'



    Są takie chwile w życiu człowieka których nigdy sie nie zapomni. Niczym wyblakłe promienie wieczornego słońca oświetlają one mroczne zakamarki naszej duszy wydobywając na zewnątrz wszystko to o czym boimy się nawet pomyśleć. I nie zdajemy sobie sprawy z tego że zastaną one z nami na zawsze, tkwiąc niczym cierń na dnie serca....
    Wciąż czekając na ten dzień aż wszystko przeminie i będziemy mogli wreszcie zapomnieć, wpadamy powoli w otchłań wiecznej nocy skąd nie ma ucieczki...jedynie pustka i karmazynowa czerwień spadających gwiazd...
    W takich momentach pomóc może tylko muzyka.....ona potrafi ukoić przejmującą samotność i nadać jej jakikolwiek sens. To czasami nasza jedyna towarzyszka i gdy całe życie zdaję się rozpadać, gdy wydaje nam się że jesteśmy sami na odciętej od świata wyspie w niej znajdujemy pocieszenie&.nawet gdy niebo nad nami płacze&


    'I've seen the smiles on dead hands,
    the stars shine, but they're not for me'

    Nigdy nie zapomnę tej nocy gdy po raz pierwszy usłyszałem Plague of a lighthouse keepers&
    To był sobotni późny wieczór wiele lat temu a ja jak co tydzień zasłuchiwałem się w audycji Tomka Beksińskiego. W pewnym momencie Tomek zapowiedział ze teraz będzie coś bardzo specjalnego&.z głośników popłynęły pierwsze dźwięki suity a ja poczułem się jakby mi ktoś wbił sztylet prosto w serce. Już wtedy wiedziałem że to jedna z najważniejszych pieśni mojego życia.
    Tamtej nocy, po raz pierwszy od wielu miesięcy zdałem sobie sprawę że nie tylko ja boję się zasnąć i obudzić następnego dnia&.otworzyć drzwi mieszkania i wyjść na ulicę&.spojrzeć na zdjęcie tej której już nigdy nie będzie poza kadrem&Tamta noc była moim wybawieniem&w dźwiękach tej pieśni odkryłem siebie na nowo i odnalazłem znowu chęć do życia&.


    'I prophesy disaster and then I count the cost...
    I shine but, shining, dying, I know that I am almost lost.
    On the table lies blank paper and my tower is built on stone;
    I only have blunt scissors, I only have the bluntest home.
    I've been the witness and the seal of death
    lingers in the molten wax that is my head.'


    Pamiętam że następnego dnia obleciałem wszystkie sklepy muzyczne w moim mieście, niestety TEJ płyty nigdzie nie znalazłem&.Wiele sobotnich nocy spędziłem przy odbiorniku mając nadzieję że Tomek puści kiedyś inne fragmenty tego albumu. Nie doczekałem się tego nigdy&kilka lat później Beksa odszedł w aksamitną ciemność a ja zostałem ze suita o latarnikach nagraną na jakieś kasecie&.
    To właśnie wtedy rozpoczęła się moja wielka miłość do muzyki Petera Hammilla która zresztą trwa do dzisiaj. Od tego czasu starałem się zdobyć calą jego dyskografię i wiele tytułów udało mi się kupić&tylko Pawn Hearts nie mogłem nigdzie znaleźć( a nie miałem wówczas Internetu by zamówić sobie ten album z amazona)&
    Wreszcie jesienią 2000 roku moje poszukiwania zostały nagrodzone. Znalazłem ten album w jednym z Media-marktów w Lodzi, od razu przykuł moją uwagę dziwną i lekko psychodeliczną okładką&.
    Pamiętam jazdę pociągiem z Lodzi, z kupioną płytą w torbie i wielkimi nadziejami w sercu: co też będzie mi dane usłyszeć&Gdy nastawiłem pierwszy kawałek enigmatycznie zatytułowany Lemmings i usłyszałem dźwięki wyjącego wiatru na początku kompozycji wiedziałem już ze to będzie WIELKI album&no a później było tylko jeszcze lepiej. Warto zwrócić tu uwagę na moment gdy Peter Hammill zaczyna śpiewać  Yes I know its out of control&. a muzyka zdaję się osiągać swój punkt kulminacyjny&totalny odlot&
    O drugim utworze z pierwszej strony nie zamierzam nic opowiadać&.tego nie da się opisać słowami&.Powiem tylko że po raz pierwszy w życiu popłakałem się przy muzyce& Angels live inside me, yes I can feel them smile&. Śpiewał Hammill a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić.


    'Oceans drifting sideways, I am pulled into the spell,
    I feel you around me, I know you well.
    Stars slice horizons where the lines stand much too stark;
    I feel I am drowning - hands stretch in the dark.

    Camps of panoply and majesty, what is Freedom of Choice?
    Where do I stand in the pageantry, whose is my voice?
    It doesn't feel so very bad now, I think the end is the start,
    begin to feel very glad now:
    All things are a part
    All things are apart
    All things are a part.'


    Od tych chwil minęło juz wiele lat a ta muzyka wciąż zajmuje ważne miejsce w moim sercu.. I wydaję mi się ze na przestrzeni tego czasu coś we mnie zmieniła&.sprawiła ze otchłań mroku nie jest już jedynym celem mojej egzystencji bo przecież:

    'What choice is there left but to live'

    ARCYDZIEŁO!!!!

    PS: wszystkie cytaty użyte w recenzji autorstwa oczywiście Petera Hammilla ( fragmenty Plagi latarników i Lemmings)
    [i][/i]

  • Link do komentarza Michał Seemann czwartek, 22 listopad 2007 22:35 napisane przez Michał Seemann

    Od razu zaznaczę, że to nie jest dla mnie najlepsza płyta VDGG (miano naj dzierży w tym wypadku 'H To He'), ale 'Pawn Hearts' i tak oceniam na 5, bo inaczej być nie może.
    Trzy utwory = 45 minut. Aż i tylko trzy, ale za to genialne kawałki, które mają w sobie wszystko co najlepsze w rocku (niekoniecznie progresywnym).
    Trudna to muzyka, ale jeśli się ja poskromi i osłucha (tak z kilka razy) - to otworzy ona przed słuchaczem tereny i obszary, które mogą zaszokować i sponiewierać - mogą też uspokoić i wchłonąć bezpowrotnie.
    Zacznę od 2 utworu (dlaczego będzie potem) 'Man-erg'. Oparty jest on (tekstowo i muzycznie) na skrajności - mamy pierwszą i drugą łagodną zwrotkę, z przepięknym śpiewem Hammilla, z delikatnym akompaniamentem organów, saksofonu , pianina i perkusji. Dobre powiedziane mamy, bo potem następuje prawdziwe poszatkowanie - saksofon, organy, gitara, perkusja - wszystkie te instrumenty - oraz ryk Petera:
    How can I be free?
    How can I get help?
    Am I really me?
    Am I someone else?
    poprzez swe zniekształcenie, atak dźwiękowy (momentami nawet nie jestem pewien czy to organy czy może gitara Frippa) po prostu wywalają moje bebechy. Utwór zwalnia. I jest znowu uspokojenie. Ukojenie, powraca piękno początku. Tylko pozornie - końcówka to znów atak... A tekst? O czym? Ano o dwoistości ludzkiej duszy: tyle w nas mordercy co i anioła (chociaż, jak mnie pamięć nie myli - był taki wiersz chyba Rilkego, że tyle w nas jest anioła co i diabła). Bardzo to piękne wyznanie na koniec: jestem człowiekiem
    (I'm just a man, and killers, angels, all are these:
    dictators, saviours, refugees.)
    'Lemingi' - tu mam mały problem. Nie potrafię dokładnie opisać, co sie tam dzieje - po prostu nie mogę. Jest melodia saksofonu, jest znowu piękny śpiew Hammilla, mamy solówki organów, ale cały utwór ma jakież taką skazę - te momenty atonalne (chyba?), te udziwnienia, zamazania dźwięku... Cóż to tyle o 'Lemmings'.
    'Plaga Latarników' - chyba najambitniejsze dzieło zespołu i muzycznie i tekstowo (chociaż tu mamy pewne niejasności i sam tekst wydaje mi się traktuje - zresztą jak prawie zawsze u Hammilla - o wyobcowaniu, samotności, jakiejś chorobie psychicznej?). Bardzo zróżnicowane to 23 minuty - są i kosmiczne odloty, są porywające fragmenty (to melotronowe arcydziełko tak pod koniec), jest szalony śpiew Hammilla: znowu od szeptu aż po charkot i elektroniczne przetwarzanie, jest wreszcie piękne zakończenie z kapitalnym wielogłosowym śpiewem i solówką gitary / a może organów (nie wiem, ale to nieważne). Ciężko to opisać - tego trzeba wysłuchać.
    W opisie muzyków mamy Frippa (gitara), ale szczerze mówiąc poza delikatnymi pasażami w Latarnikach, pozostają domysły czy to on gra. Eee, nieważne.
    PS. Dodatki na remasterach: cóż są, ale jakoś nie pasują do całości, zresztą można ich nie sluchać.
    Ocena całości wiadoma: 5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version