ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Iamthemorning
Lighthouse
(2016, album studyjny)

Lista utworów:  
1. I Came Before the Water Pt I (01:41)
2. Too Many Years (05:10)
3. Clear Clearer (04:35)
4. Sleeping Pills (03:43)
5. Libretto Horror (02:13)
6. Lighthouse (feat. Mariusz Duda) (06:13)
7. Harmony (05:18)
8. Matches (04:18)
9. Belighted (03:26)
10. Chalk and Сoal (04:57)
11. I Came Before the Water Pt II (02:56)
12. Post Scriptum (02:43)
 


Wydawca: Kscope

Posłuchaj albumu w całości: BANDCAMP

1 recenzja

  • Link do recenzji Bartek Musielak środa, 06 kwiecień 2016 19:34 napisane przez Bartek Musielak

    Nie ulega wątpliwości, że rosyjski duet Iamthemorning to zjawisko wyjątkowe w muzyce progresywnej i oryginalne w wystarczającym stopniu, by móc nazwać je po prostu diamentem. Podobnego powiewu świeżości naprawdę dawno nie słyszałem. Ala tak przynajmniej było dotychczas – na albumach „~” oraz „Belighted” zespół definiował dopiero swój własny, niepowtarzalny styl. W przypadku najnowszego albumu „Lighthouse” grupa już niczego nie definiuje, teraz mamy do czynienia wyłącznie z poprawianiem tego, co jeszcze było niedoskonałe. I o dziwo – do doskonałości w tym wypadku już naprawdę niedaleko!

    Tym co mnie wyjątkowo urzekło w muzyce Marjany i Gleba to pewnego rodzaju minimalizm, który okazał się być wciąż jeszcze niezgłębionym. Zdawałoby się, że z fortepianu i wokalu niewiele można ukręcić… ale okazało się, że nie ma w tym ani źdźbła prawdy! Co więcej do tego wystarczy dorzucić nieco perkusji czy smyczków, wszystko dobrze zaaranżować i mamy doskonałe prog rockowe kompozycje. W przypadku „Lighthouse” zespół postanowił zdecydowanie poszerzyć swoje instrumentarium. Poza głównymi aktorami mamy więc i perkusję (ponownie Gavin Harrison), gitarę basową (Colin Edwin), gitary (Vlad Avy), różnego rodzaju przeszkadzajki czy nawet harfę. Znalazło się i miejsce dla fletów czy instrumentów dętych – ot cała orkiestra nam się tutaj zebrała. Chór też się pojawia!

    Mimo tego dość śmiałego nagromadzenia sporego instrumentarium, muzyka Iamthemorning wciąż pozostaje dość skromna. Bogactwo mamy tutaj w różnorodności, która nijak nie wypacza spójności albumu. „Latarnia” rozpoczyna się przyjemną i kojącą miniaturką, w której Marjana Semkina przy skromnym akompaniamencie wyśpiewuje kilka wersów. Melodia ta działa raczej kojąco, jednak koniec utworu wprowadza w słuchaczu pewien niepokój. Klimatycznie zaczyna się robić już w „Too many years”, w którym zespół już częściowo wykłada karty na stół. Rytmiczne melodie na klawiszach stanowią akompaniament dla wokalu, a wybrzmiewające w oddali smyczki dodają całości przestrzeni. Do całości dołącza arytmiczna, bardzo „porkowa” perkusja Harrisona.

    W dalszej części albumu natrafimy na niejeden bardzo udany utwór, choćby zaśpiewany w duecie z Mariuszem Dudą (Riverside, Lunatic Soul) tytułowy „Lighthouse”. Końcówka tej kompozycji do złudzenia przypomina niektóre numery Lunatic Soul i to nie tylko wokalem Dudy, ale także brzmieniem. „Harmony” zdaje się być z kolei ukłonem w kierunku niektórych solowych dokonań Stevena Wilsona, choć tutaj podobieństwa zakamuflowane zostały charakterystyczną dla Iamthemorning orkiestralną aranżacją. Najbliższy pierwszym dwóm płytom zespołu jest natomiast utwór „Matches”, który z powodzeniem mógłby znaleźć się także na „~” lub „Belighted”.

    Na mnie największe wrażenie zdecydowanie robi singlowy „Chalk & Coal”. Psychodeliczny klimat tego utworu przywołuje w tyle głowy najlepsze dokonania Porcupine Tree, a świetny ambientowy nastrój tylko dodaje całości charakteru. No i te szepty w oddali, cudo! Pod koniec albumu mamy jeszcze drugą część „I Came Before The Water Pt II” (możecie mnie wyśmiać, ale to momentami brzmi jak… Within Temptation, bez złośliwości oczywiście!) oraz instrumentalnie-wokalne, choć bez słów, podsumowanie całości w „Post Scriptum”.

    Starałem się napisać tę recenzję tak, by nie zdradzić za dużo, a jednocześnie dostatecznie zachęcić do spróbowania przygody jaką gwarantuje ten album. Baśniowy i niepowtarzalny klimat Iamthemorning osiągnął apogeum i dla mnie jest to po prostu najlepsze dzieło zespołu od początków jego istnienia. Czy uda im się nagrać coś lepszego? Czas pokaże, ale dobrym omenem niech będzie choćby fakt, że na „Lighthouse” duet udowodnił brak strachu przed eksperymentowaniem i pokazał również, że doskonale mu takie eksperymenty wychodzą. Oby tak dalej, trzymam kciuki za Marjanę i Gleba, a dla ich najnowszego dzieła szykuję już jakieś wysokie miejsce w rankingu najlepszych tegorocznych albumów.

    Ta i inne recenzje również na http://www.pandino.pl - zapraszam!

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version