ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Comus
First Utterance
(1971, album studyjny)

1. Diana (4:37)
2. The Herald (12:12)
3. Drip Drip (10:54)
4. Song to Comus (7:30)
5. The Bite (5:26)
6. Bitten (2:15)
7. The Prisoner (6:14)

Czas całkwoity: 49:08
- Glen Goring ( 6-12 acoustic guitar, electric guitar, slide, hand drums, vocals )
- Andy Hellaby ( fender bass, slide bass, vocals )
- Colin Pearson ( violin, viola )
- Roger Wootton ( acoustic guitar, lead vocals )
- Rob Young ( flute, oboe, hand drums )
- Bobbie Watson ( vocals, percussion )
Wyświetlony 4520 razy
Inne albumy wykonawcy: To Keep From Crying »

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król czwartek, 22 listopad 2012 15:18 napisane przez Aleksander Król

    Comus….. Legenda folk-prog-rocka, mityczny Święty Grall wszystkich kolekcjonerów dzwięków tamtej epoki… Ich debiut, który tą legendę stworzył, miał miejsce w roku 1971, więc dość pózno, bowiem był to już okres zmierzchu miksu psychodelii i folk rocka… Mimo to , a może właśnie dzięki temu , powstała płyta wybitna i absolutnie ponadczasowa. Fragmenty akustyczne przypominają mi trochę Tresspass, trochę wczesnego A. Philipsa (ex Genesis) z pięknymi partiami skrzypiec i fletu… Ta muzyka dzisiejszą młodzież może nieco rozczarować swoją prostotą, naiwnością , ale właśnie w tym tkwi jej siła – każdy dzwięk wypływa z serducha, czujemy niemal fizycznie osobowość wykonawcy, jego przekaz emocjonalny i stan ducha. Dwójka wokalistów (on i ona) ociera się o awangardę (na tamte czasy…) a ilość „dziwnych” dzwięków powoduje zawrót głowy. Konsumując tą płytę musimy pamiętać o tym że był to rok 1971 i nie było jeszcze syntezatorów, więc każdy dzwięk jest dzwiękiem „żywym”… Płyta zawiera 7 utworów, 49 minut muzyki. Akustycznego folku z elementami awangardy i rodzącego się progresu. Bazując na brzmieniu akustycznych gitar, skrzypiec i fletu, wspomagając się obojem , kongami i innymi perkusjonaliami muzycy wyczarowali nam „inny świat” wplatając w to teksty nieco demoniczne, ale nie szatańskie co doskonale współtworzy ów niesamowity klimat. Jeszcze dziś słuchając tej płyty czujemy tą awangardę, więc wyobrażam sobie co czuła publika 40 lat temu , na co dzień słuchająca Presleya i Bee Gees… Polecam ten long wszystkim ceniącym niekomercyjny folk-progres z początków swojego istnienia, natomiast wielbicielom współczesnej formy neo-progresu zalecam ucieczkę na sam widok okładki. Oczywiście moim, jak zwykle cholernie subiektywnym zdaniem….

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version