ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Anderson, Ian
Walk Into Light
(1983, album studyjny)

1. Fly by night (3:51)
2. Made in England (4:57)
3. Walk into light (3:08)
4. Trains (3:18)
5. End game (3:17)
6. Black and white television (3:35)
7. Toad in the hole (3:22)
8. Looking for Eden (3:40)
9. User-friendly (3:59)
10. Different Germany (5:22)

Czas całkowity: 38:29
- Ian Anderson ( other instruments and serious vocals )
- Peter-John Vetesse ( vocal, synthesizers, piano and blouse )
Wyświetlony 3554 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek niedziela, 04 marzec 2012 14:09 napisane przez Michał Jurek

    'Walk Into Light' to pierwszy solowy album lidera Jethro Tull, choć określeń 'pierwszy' i 'solowy' wypada używać z pewną ostrożnością. Wszak już tullowy album 'A' miał być solowym dziełem pana Iana, ale wytwórnia postawiła weto i ostatecznie płyta ukazała się pod szyldem jego macierzystego zespołu. Nagranie 'Walk Into Light' nie byłoby natomiast możliwe, gdyby nie wydatna pomoc instrumentalna i kompozytorska Petera-Johna Vettese, współautora 5 nagrań*. Za kształt 'Walk Into Light' jest więc odpowiedzialny duet Anderson-Vettese, mimo że płytę sygnuje nazwisko tylko jednego z nich.

    Omawiany album jest wizytówką muzycznych poszukiwań lidera Jethro Tull i syntezatorowej manii, jaka ogarnęła go w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Sam Ian Anderson przyznawał, że był już zmęczony standardowym rockowym instrumentarium i szukał czegoś nowego, co mogłoby z równym powodzeniem tworzyć bogate tła dźwiękowe i frapujące muzyczne faktury. Syntezatorowa elektronika nadawała się, według niego, idealnie. Do sesji nagraniowej do solowego albumu zaprosił więc ówczesnego pianistę Jethro Tull, a efekty tej współpracy ujrzały światło dzienne w 1983 roku w postaci 10 krótkich nagrań (jedynie finałowe 'Different Germany' trwa dłużej niż 5 minut), zawartych na niespełna czterdziestominutowym albumie 'Walk Into Light'.

    Zamiłowania pana Iana do syntezatorowych brzmień nie podzielili słuchacze, bo bazujące na nich tullowe albumy 'A' i 'Under Wraps' należą po dziś dzień do najbardziej nielubianych płyt grupy. Podobny los spotkał też album 'Walk Into Light', z tym, że on akurat żadnych kontrowersji nie budzi. Po prostu, mało kto o nim pamięta. I trzeba przyznać, że nie stało się tak bez powodu.

    Sam Ian Anderson w jednym z wywiadów stwierdził, że jedną z przyczyn porażki płyty 'Walk Into Light' było to, że nie był zbyt dobry w stosowaniu nowoczesnych technologii. I pewnie tkwi w tym ziarno prawdy, bo aranżacje niektórych utworów brzmią dziś dość archaicznie. Ale z drugiej strony, są płyty nagrane w latach osiemdziesiątych, które wciąż się bronią, mimo przestarzałych aranży, podczas gdy słuchając 'Walk Into Light' nie ma na czym ucha na dłużej zawiesić.

    Czytając opinie 'Walk Into Light' spotkałem się ze stwierdzeniem, że jest to wydany rok wcześniej 'The Broadsword and the Beast' minus gitara. Nie do końca się z tym zgadzam, aczkolwiek naturalnym jest, że rezygnacja z klasycznego instrumentarium dała pianiście więcej pola do popisu. Głównym problemem jest jednak to, że płyta 'Walk Into Light' zawiera znacznie słabsze kompozycje niż 'The Broadsword...'. Ponadto nie do końca wiadomo, do kogo została skierowana, ponieważ zaproponowano na niej pulsujące, noworomantyczne rytmy. Lider Jethro Tull na tanecznym parkiecie? A jednak... A gdy jeszcze dodać, że zaśpiewane charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosem teksty utworów były o lata świetlne odległe od przekazów większości tancbudowych hitów (a traktowały np. o przezwyciężaniu obaw przed sądami innych, technicyzacji życia, poszukiwaniu wewnętrznego spokoju, zdarzały się też społecznie zaangażowane teksty piętnujące ówczesną trudną sytuację gospodarczą na Wyspach Brytyjskich czy coraz większy wpływ ogłupiających programów telewizyjnych na nasze życie), to wyraźnie słychać, że coś tu się po prostu mocno nie zgadzało.

    Szkoda, że Ian Anderson zdecydował się na 'Walk Into Light' całkowicie odejść od dotychczasowego brzmienia na rzecz syntezatorowo generowanych melodii. Wprawdzie nie on jeden podążył tą drogą, wszak z elektronicznym brzmieniem flirtowało w latach osiemdziesiątych wielu progresywnych wykonawców, jednak lider Jethro Tull poszedł za daleko. Rezygnacja z żywej perkusji, gitary i ograniczenie do minimum partii fletu po prostu nie mogło wyjść muzyce pana Andersona na dobre. Okazało się, że wcale nie jest tak prosto zastąpić rockowe brzmienie żywego zespołu i stworzyć interesujące nagrania. Bo właśnie to przewidywalność i jednostajność kompozycji są największymi grzechami 'Walk Into Light'. Wprawdzie na płycie znalazło się klika utworów wpadających w ucho, np. skoczny singlowy 'Fly By Night' z ciekawą partią instrumentów klawiszowych, żwawy i transowy 'Trains', nawiązujący nieco do kraftwerkowej stylistyki, czy intrygujący, ultravoxowy 'Black and White Television', jednak słuchając całego albumu ma się wrażenie straconej szansy. O ile piękniej mogłyby zabrzmieć niektóre utwory, takie choćby jak tytułowy 'Walk Into Light' lub 'End Game', gdyby do nagrań zaprosić jakiegoś sprawnego gitarzystę i perkusistę. No cóż, można tylko pomarzyć.

    We wkładce do zremasterowanej wersji płyty Ian Anderson pisze, że nie można zepsuć dobrych kompozycji. Słuchając niektórych nagrań zawartych na 'Walk Into Light' trudno się z tym zgodzić, podobnie jak z twierdzeniem lidera Jethro Tull, że muzyka zawarta na tej płycie jest energetyczną fuzją staranności kompozytorskiej oraz improwizacyjnego grania. Wydaje się raczej, że album jest świadectwem twórczego zagubienia i nieudaną próbą dostosowania do zmieniającej się muzycznej rzeczywistości. Z drugiej strony przyznać jednak trzeba, że nie ma na 'Walk Into Light' jakichś całkowicie zepsutych, niesłuchalnych nagrań (no, może toporne 'User-Friendly' nieco odstaje poziomem od reszty, lepiej też byłoby, gdyby wokalne 'tirli tirli jabamdyby', jakim raczy Ian Anderson słuchaczy w końcówce tytułowego utworu 'Walk Into Light', nigdy się nie zdarzyło). Tak czy inaczej, 'Walk Into Light' pozostaje dziś pozycją, która może zainteresować jedynie najbardziej oddanych fanów lidera Jethro Tull.

    * Choć nie ma tu jasności, bo we wkładce do remastera Peter-John Vettese został wymieniony jako współautor jedynie 4 nagrań.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version