ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Anderson, Ian
TAAB2/Thick As A Brick 2: Whatever Happened To Gerald Bostock?
(2012, album studyjny)

1. From A Pebble Thrown (3:04)

2. Pebbles Instrumental (3:30)

3. Might-have-beens (0:50)

4. Upper Sixth Loan Shark (1:13)

5. Banker Bets, Banker Wins (4:27)

6. Swing It Far (3:28)

7. Adrift And Dumfounded (4:25)

8. Old School Song (3:06)

9. Wootton Bassett Town (3:43)

10. Power And Spirit (1:59)

11. Give Till It Hurts (1:12)

12. Cosy Corner (1:24)

13. Shunt And Shuffle (2:12)

14. A Change Of Horses (8:04)

15. Confessional (3:08)

16. Kismet In Suburbia (4:17)

17. What-ifs, Maybes And Might-have-beens (3:36)

 

Czas całkowity 53:38

- Ian Anderson / vocals, flute, acoustic guitar

- John O'Hara / keyboards

- David Goodier / bass

- Florian Opahle / guitar

- Scott Hammond / drums

Wyświetlony 4987 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Michał Jurek wtorek, 10 kwiecień 2012 09:54 napisane przez Michał Jurek

    Pogłoski, jakoby Ian Anderson nosił się z zamiarem nagrania sequela kanonicznego albumu 'Thick As A Brick' z 1972 roku, dobiegały z różnych stron już od jakiegoś czasu. Wprawdzie początkowo lider Jethro Tull dystansował się od tych pomysłów, ale przyjaciele (w szczególności Derek Shulman z Gentle Giant) ciągle naciskali, i w końcu powstał album... no właśnie, czyj? Na okładce pyszni się dumny napis Jethro Tull's Ian Anderson. W skład tego tworu wchodzą muzycy, którzy dotychczas wspierali pana Iana w działalności solowej. Nie ma w nim natomiast Martina Barre'go, który był członkiem Jethro Tull od czasów 'Stand Up', czyli przez ponad 40 lat. Pamiętam jeden z wywiadów, w którym Martin Barre żalił się, że Ian Anderson w ogóle nie poinformował go o pracach nad następcą 'Thick As A Brick' i zaznaczył, że sam już nie wie, czy jest jeszcze członkiem zespołu. Sam Ian Anderson komentując tę sprawę stwierdził, że 'Thick As A Brick' jest w całości jego albumem, i chce to dobitnie podkreślić, dając koncerty z tym materiałem pod swoim nazwiskiem, podobnie jak Roger Waters czyni z 'The Wall'. I zamiast pana Martina wziął do zespołu jakiegoś młodziaka z Niemiec. No cóż, empatia w stosunku do innych muzyków w zespole nigdy nie była mocną stroną lidera Jethro Tull: do legendy przeszło już zwalnianie niektórych współpracowników za pośrednictwem listów...

    Zostawmy jednak na boku te dygresje. Najważniejsza jest wszak muzyka zawarta na płycie zatytułowanej 'Thick As A Brick 2: Whatever Happened to Gerald Bostock?' lub po prostu 'TAAB2'.

    Już sam tytuł wskazuje, o czym płyta traktować będzie. Ian Anderson zadumał się nad możliwymi losami ośmioletniego Geralda Bostocka, chłopca-geniusza, domniemanego autora poematu, który stanowił warstwę tekstową 'Thick As A Brick'. Jął więc pan Ian tworzyć fabułę rojącą się od rozmaitych wcieleń Geralda i zastanawiać, co też mógłby on porabiać w wieku 48 lat. Mamy więc na TAAB2' opowieści m. in. o Geraldzie-bankierze, Geraldzie-żołnierzu czy Geraldzie-bezdomnym. Różne te życiowe losy splatają się jednak, ponieważ przeznaczenie wiedzie każde wcielenie Geralda ku tej samej ścieżce i na te same przedmieścia ;-). Dużym plusem omawianej płyty jest to, że w wersji rozszerzonej dorzucono w PDF-ie tłumaczenia wstępu i tekstów Iana Andersona na inne niż angielski języki, w tym polski, co znacząco ułatwia zrozumienie przesłania (autorem polskiego tłumaczenia jest Łukasz Hernik).

    Oj, coś długo mi zabiera dojście do omawiania warstwy muzycznej, a jeszcze wspomnieć należy o oprawie albumu, która odgrywa dość istotną rolę. Jak fani zapewne pamiętają, 'Thick As A Brick' był opakowany w wymyśloną lokalną gazetkę, sławetną 'The St. Cleve Chronicle and Linwell Advertiser', obfitującą w zabawne teksty. Nie inaczej jest i teraz, z tym, że 'TAAB 2' towarzyszy internetowe wydanie gazetki (można ją znaleźć na http://www.stcleve.com, a w wersji rozszerzonej albumu na płycie DVD zawarto zrzutki stron gazetki w PDF). Najbardziej przypadła mi do gustu opowieść o niejakim Stevenie Wilsonie (muzyk ten jest autorem miksu surround 5.1 'TAAB 2'), właścicielu lokalnego studia nagrań, który właśnie nabył do rzeczonego studia 16-śladowy magnetofon. Pan Wilson jest bowiem znany z zamiłowania do sprzętu retro, który umożliwia mu uzyskanie ciepłego brzmienia przy rejestracji m.in. występów Thunderbards, lokalnego thrash-metalowego szekspirowskiego tribute bandu. Ten żart się udał, acz gwoli sprawiedliwości przyznać trzeba, że nie wszystkie facecje są równie lekkie.

    Ale ad rem, recenzencie! Co z muzyką? Hm, tak krążę i krążę wokół tematu no bo cóż... Nie jest 'TAAB 2' albumem moich marzeń. Muzycznie bliżej mu do 'Crest Of A Knave' czy 'Roots To Branches' niż do 'Thick As A Brick'. To oczywiście nie zarzut (bardzo lubię 'Roots to Branches'), jednakowoż sygnując album mianem 'TAAB 2' zasugerował Ian Anderson słuchaczom określoną zawartość - a tu zaskoczenie.

    Są wszelako na 'TAAB 2' momenty udane. Bardzo przypadł mi do gustu dynamiczny instrumentalny 'Pebbles Instrumental'. Zafrapował 'Banker Bets, Banker Wins', i to nie tylko cierpką, acz celną oceną współczesnego systemu finansowego, ale także dzięki fajnym riffom (gitarzysta się spisał), agresywnej grze Iana Andersona na flecie i oldskulowemu hammondowemu brzmieniu. Fajnie wypada też 'Adrift And Dumfounded', ponownie dzięki ostremu riffowaniu przeplatanemu akustycznymi wstawkami. 'Old School Song' wyróżniają ciekawe partie fletu. I tak niemal w każdym nagraniu coś fajnego daje się usłyszeć, jednak największą bolączką 'TAAB 2' jest to, że większość utworów koczy się, zanim na dobre się zacznie. No bo dlaczego takie na przykład świetnie się zapowiadające 'Shunt and Shuffle' trwa tylko dwie, a 'Confessional' trzy minuty, cichnąc właśnie wtedy, gdy utwór zaczyna się rozkręcać? A finał? Co tak krótko, panie Ianie? Nie podoba mi się też rozdrobnienie, jakie panuje na 'TAAB 2': wszak oryginalnie 'Thick As A Brick' był jedną długą kompozycją, podzieloną tylko ze względów praktycznych (bo winyl miał dwie strony). Na 'TAAB 2' znajdziemy aż 17 kompozycji, w większości krótkich (poniżej 4 minut). Trudno się oprzeć wrażeniu pewnego chaosu, jako że niekiedy brak jakiegoś muzycznego łącznika pomiędzy poszczególnymi utworami.

    I nie dziwi jakoś szczególnie, że najlepiej na płycie wypada ośmiominutowy 'A Change Of Horses', w którym zespół nareszcie może sobie pograć przechodząc od folkowych wstawek do rozbudowanych, niekiedy splecionych ze sobą, a niekiedy się wymieniających, partii fletu i gitary. Tak, to właśnie w tym nagraniu udało się przywołać ducha starego Jethro Tull (zresztą we wkładce do płyty zilustrowano je zdjęciem z sesji do płyty 'Heavy Horses'). Ciekawostką jest jednak to, że utwór ten powstał już kilka lat temu i przy zupełnie innej okazji, a na potrzeby 'TAAB 2' przeszedł jeno drobny lifting.

    Niestety, na płycie są też fragmenty nietrafione, jak te z melorecytacjami Iana Andersona, wprowadzającymi słuchaczy w treść płyty ('Might-have-beens'), słowno-muzyczne poplątańce w rodzaju 'Swing It Far' czy króciutkie, ledwie zarysowane przerywniki ('Upper Sixth Loan Shark', na marginesie, to nagranie zaczyna się zupełnie jak 'The Secret Language of Birds' z innego solowego albumu pana Iana, szkoda że się podobnie do niego nie rozwija).

    Nie da się ukryć, że - jak to zwykle bywa - album 'TAAB 2' nie utrzymał poziomu swojego genialnego poprzednika. Jednak chyba nikt tego nie oczekiwał, bo, po pierwsze, dzieła takie jak 'Thick As A Brick' nagrywa się raz w życiu, a po drugie - nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie to miejsce, nie ten czas. Po co więc było 'TAAB 2' nagrywać? Przyznam, że trudno mi dopatrzyć się jakiegoś uzasadnienia artystycznego dla tego posunięcia, choć oczywiście trudno przeoczyć jego komercyjny potencjał. Planowana trasa koncertowa z pewnością zostanie wyprzedana.

    'TAAB 2' nie jest albumem złym, z pewnością może uprzyjemnić niejeden wieczór. Być może gdyby nagrano go z innymi tekstami i pod innym tytułem, to moja ocena byłaby cieplejsza. Jednak nawiązując do jednego z najwspanialszych dzieł Jethro Tull Ian Anderson w oczywisty sposób naraził się na porównania z dokonaniami ze złotych lat działalności jego macierzystego zespołu. Obawiam się, że nowych fanów Jethro Tull od 'TAAB 2' nie przybędzie, a starzy raczej sięgną na półkę po oryginalny 'Thick As A Brick', ponieważ cytaty z tej płyty wplecione na początku i końcu 'TAAB 2' zachęcają raczej do przypomnienia sobie oryginału. Pytanie tylko, czy właśnie o to Ianowi Andersonowi chodziło...

  • Link do komentarza Paweł Kłaput wtorek, 10 kwiecień 2012 09:54 napisane przez Paweł Kłaput

    Gdyby ta muzyka firmowana była tylko nazwiskiem Iana Andersona ( a nie jakąś dziwną hybrydową zbitką: Jethro Tull's Ian Anderson) i gdyby ta muzyka miała i n n y (nie tak z o b o w i ą z u j ą c y! ) tytuł wystawiłbym jej ocenę dobrą, bo na taką z pewnością zasługuje. Brzmi solidnie, dużo w niej zgrabnych, charakterystycznych melodii (melodyjek), ładnego, spokojnego śpiewu okraszonego smacznymi partiami fletu, dzwoneczków, gitar, hammonda i akordeonu. Bez wątpienia ta muzyka wpisuje się w ciąg takich solowych dokonań Andersona jak The Secret Language of Birds czy Rupi's Dance.
    Jednak to jest TAAB 2.. Thick As A Brick2. Czy się to komuś podoba czy nie... k o n t y n u a c j a... n a w i ą z a n i e... do absolutnego dzieła z 1972r. I w tym wyrafinowanym kontekście ta muzyka już takiego entuzjazmu we mnie nie wzbudza.
    Dlaczego?
    Otóż moim zdaniem (skromnym, subiektywnym zdaniem) złożyły się na to dwie rzeczy:
    - po pierwsze: nie trafiona koncepcja; Ian Anderson zdecydował się na formułę krótkich utworków -miniaturek, następujących - jedna po drugiej - ulotnych impresji, które być może sprawdziłyby się jako osnowa... narracja filmowej czy teatralnej adaptacji dziejów podstarzałego Geralda Bostocka, tu jednak wyraźnie nie wchodzą w symbiotyczny układ z pierwowzorem, wręcz się z nim ''gryzą'' i tym samym... zaprzepaszczają szansę formalnego nawiązania do niego (czyli do rozbudowanej, ale osadzonej na powtarzającym się, charakterystycznym motywie przewodnim, suity). Ważne!: konwencja, którą zaproponował Anderson nie pozwala skorzystać z podstawowego argumentu, który był siłą pierwszego Thick As A Brick nie pozwala rozwinąć naturalnych, instrumentalnych skrzydeł ( w minutowych czy dwuminutowych utworkach partie stricte instrumentalne, w tzw. ''środku'' są ledwie zaznaczone, w końcówkach - zamiast się rozpędzać, schodzą do ciszy i milkną).
    - po drugie: głos Iana Andersona - wiadomo nie od dziś - jest mocno wyeksploatowany i zużyty ( ten problem pojawił się od płyty Crest of Know). Lider Jethro Tull od długiego czasu śpiewa w dość ograniczonej i bezpiecznej skali , bez dawnych fajerwerków, posiłkując się też mono-deklamacjami. I wbrew pozorom nie tu jest ''pies pogrzebany''. Pies pogrzebany jest w tym (tak to ponownie wygląda moim skromnym, subiektywnym zdaniem), że ta ''przypadłość'' jakoś dziwnie przenosi się na towarzyszące wokaliście instrumentarium i determinuje jego poczynania - muzycy swoje partie także odgrywają w pewnym wąskim i bezpiecznym przedziale. Ładnie, równo, perfekcyjnie, ale - pozwolę sobie na parę oklepanych określeń - bez: ''iskry bożej''... bez ''dynamitu''... bez ''błysku szaleństwa''...bez ''rockowego zęba'', bez ''popuszczenia wodzy fantazji''' (inna sprawa, że John O'Hara to już nie ta klasa co Evan(s) czy Giddings, a Scott Hammond , co prawda, bębni mocno jak Duane Perry, ale nie jest też takim ''kolorystą'' jak on, o analogiach czy raczej ich braku, z Barrie Barlowem już nie wspomnę...).
    Reasumując, myślę sobie tak... gdyby Thick As A Brick 2 zaistniał w formule suity... w formule jednej...długiej...eklektycznej kompozycji... ze śmiałymi... improwizowanymi... czy też aranżowanymi fragmentami...z wyraziście rockowymi.. krwistymi akcentami... to nawet przy aktualnym, wyważonym sposobie śpiewania Iana Andersona ( skądinąd nadal pięknym i charakterystycznym) - dzieło mogłoby się obronić!
    A tak... cóż... ktoś złośliwy może powiedzieć, że najmocniejsze na płycie jest... ostatnie 30 sekund... i naprawdę trudno byłoby mi znaleźć sensowny kontrargument.

    paweł kłaput-kłaput*

    PS oczywiście na TAAB 2 mam już swoje ulubione perełki... z czasem - kto wie? - może dojdą nowe.


    *od ponad 40 lat fan Jethro Tull..

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version