ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Museo Rosenbach
Zarathustra - Live in Studio
(2012, album koncertowy)

1. Intro + Dell'eterno ritorno
2. Degli uomini
3. Della natura
4. Zarathustra:
a. L'ultimo uomo
b. Il re di ieri
c. Al di la del bene e del male
d. Superuomo
e. Il tempio delle clessidre


 

Lupo Galifi / vocals
- Giancarlo Golzi / drums
- Alberto Moreno / piano
- Fabio Meggetto / keyboards
- Sandro Libra / guitars
- Max Borelli / guitars
- Andy Senis / bass




 

Wyświetlony 3862 razy
Inne albumy wykonawcy: « Museo Rosenbach Live '72

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król wtorek, 30 kwiecień 2013 14:45 napisane przez Aleksander Król

    Museo Rosenbach ….. Zarathuschra Live In Studio 2012. Jak to zobaczyłem to ciśnienie mi wzrosło chyba do 600/450…. Jedna z największych, najlepszych i najpiękniejszych płyt w historii włoskiego rocka symfonicznego , kanon Złotej Ery, filar Złotego Wieku, ponownie zarejestrowana w studio…!!!
    Podobne zabiegi stosowały już inne, wielkie grupy (np. Banco del Mutuo Soccorso powtórzyło swojego genialnego Darwina…), tym bardziej byłem ciekaw jak z tym poradziło sobie Museo…. Płyta przyjechała bezpośrednio ze słonecznej Italii, wraz z „bukłaczkiem” , a to lubię… jestem szczerze otwarty na wszelkie formy korupcji, a zwłaszcza płynnej… Kot dostał kawał zdechłej kury (on też jest otwarty…) za zwolnienie fotela , a że były już godziny nocne , więc poczułem się upoważniony do rozdziewiczenia jednego i drugiego….(oczywiście nie kota i kury tylko bukłaczka i płyty...)
    Już pierwsze dzwięki mnie uspokoiły – żadnego upopowienia nie ma. Odwrócono co prawda kolejność – płyta zaczyna się od strony B oryginału, ale nadal jest to Sztuka przez duże S. Podobnie jak w wypadku Banco jest to ukłon w stroną audiofili, którzy narzekają na kiepską jakość ówczesnych nagrań. No cóż, wolę kiepską jakość genialnej płyty niż audiofilskie brzmienie czegoś co udaje muzykę. Osobiście słucham właśnie MUZYKI a nie sprzętu…. Wracając do Zarathusry – brzmi świetnie, ale moim zdaniem nieco zatraciła ducha tamtych czasów, choć tytułowa suita wgniata w fotel podobnie jak oryginał równo 40 lat temu… Może to tylko marudzenie a może tylko subiektywne odczucie. Płyta oczywiście pozostaje genialną w swojej formie i zachwyci każdego amatora włoszczyzny, wzruszy każdego wielbiciela Złotej Ery , a większości fanów neo progresu pokaże inspiracje ich ulubionych grup i uświadomi fakt, że DOBREJ MUZYKI nie ima się ząb czasu…oczywiście jak zwykle moim, cholernie subiektywnym zdaniem…
    Usuń

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version