ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Lebowski
Galactica
(2019, album studyjny)


01. Solitude of Savant - 8:24
02. Midnight Syndrome - 7:40
03. Goodbye My Joy - 5:45
04. White Elephant - 7:18
05. Doosan Way - 10:49
06. Galactica - 6:36
07. Slightly Inhuman - 6:35
08. Mirage Avenue - 6:40
09. The Last King - 8:03


Czas całkowity - 1:07:50



 

- Marcin Grzegorczyk – gitara
- Marcin Łuczaj – instrumenty klawiszowe
- Ryszard Łabul – gitara basowa
- Krzysztof Pakuła – perkusja
oraz:
- Katarzyna Dziubak - wokal
- Marcus Stockhausen - flugelhorn
- Maciej Marcinkowski - klarnet
- Marek Żak - gitara basowa
- Krzysztof Ciesielski - double bass
- Dariusz Kabaciński - mandolina


 


 

Wyświetlony 802 razy
Inne albumy wykonawcy: « Plays Lebowski

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński niedziela, 03 marzec 2019 12:33 napisane przez Gabriel Koleński

    Lebowski to przedziwny zespół, jeśli chodzi o cykl wydawniczy ich płyt. Gdy w 2010 roku ukazał się ich debiutancki album, „Cinematic”, krytycy i słuchacze jednogłośnie stwierdzili, że mamy do czynienia z nową jakością na polskiej scenie progresywnej. Instrumentalna muzyka inspirowana dawną, polską kinematografią z dużą dozą emocjonalności, ogromną wyobraźnią i niezwykle wysokim warsztatem zawładnęła sercami i umysłami fanów. Niestety zespół nie poszedł za ciosem i zniknął na kilka lat. Dopiero w 2017 roku ukazał się koncertowy album „Lebowski plays Lebowski”, który przyniósł 7 (teraz już tylko 3) nowych utworów. To było oczywiście światełko w tunelu i ukojenie dla stęsknionych dusz, ale dopiero w tym roku nadeszło długo oczekiwane zbawienie.
    „Galactica” to trzecie wydawnictwo Lebowskiego, jeszcze ciepłe, świeże i pachnące. Muzycy odeszli od filmowej otoczki, na rzecz bardziej kosmicznej. Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ zespół w dalszym ciągu wykorzystuje wszystkie atuty znane z debiutu, ale nie kopiuje już raz wykorzystanych patentów. Podobnie jak w przypadku „Cinematic”, osobiście odbieram „Galacticę” jako kolejny, nieoficjalny album konceptualny. Choć w utworach nie usłyszymy już cytatów ze starych, polskich filmów, książeczka dołączona do najnowszego krążka wita nas słowami „Enter my movie”. Na kolejnych stronach znajdziemy z kolei cytaty z Franza Kafki. Okładka płyty i piękne zdjęcia w książeczce to osobne arcydzieła. Nie mam pojęcia skąd zespół wytrzasnął tę zjawiskową dziewczynę, ale trudno jest oderwać od niej oczy. Hełm astronauty i dziwny skafander, które ta przepiękna postać nosi na zdjęciach, dopełniają całości.
    Kosmiczna otoczka, o której wcześniej wspomniałem, nie oznacza, że Lebowski brzmi teraz jak Tangerine Dream, ale mam wrażenie, że w muzyce zespołu pojawiło się nieco więcej klawiszy. Tak naprawdę, nie ma to większego znaczenia, ponieważ nie zmieniło się to, co zawsze było najważniejsze w muzyce szczecińskiej grupy. Mistrzowskie budowanie napięcia, stopniowanie emocji, piękne rozwijanie motywów, bawienie się aranżacją i hipnotyzujące partie silnie nacechowane emocjami to wciąż najmocniejsze strony twórczości Lebowskiego, które odnajdziemy w każdym utworze na „Galactice”. To jest po prostu najwyższy stopień piękna i emocjonalności zaklęte w dźwiękach, które malują wielobarwne pejzaże w przeróżnych stylistykach. Tego albumu można, a nawet należy słuchać wielokrotnie. Gdy piszę te słowa, właśnie trwa moje bodajże dziesiąte odsłuchanie i nie mam wrażenia, żebym wiedział o tej płycie wszystko. Wręcz przeciwnie, wciąż odczuwam ogromny niedosyt. Nie potrafię i nie zamierzam rozbierać tego cudownego krążka na części pierwsze, bo to byłaby zbrodnia. To tak jakby brutalnie zerwać skafander z dziewczyny z okładki. A to trzeba powoli, delikatnie, kawałek po kawałku. Dopiero wtedy dostrzeżemy i docenimy wszystkie drobiażdżki aranżacyjne oraz niezwykłą spójność i harmonię brzmienia. Albo muzycy grają razem bez przerwy albo są genialni w tym co robią.
    Mimo wszystko wymienię kilka elementów, które szczególnie mnie urzekły: tajemniczy początek rodem z filmów szpiegowskich w „Solitude Of Savant”, damska wokaliza i piękna partia gitary tuż po niej w „Midnight Syndrome”, urokliwe partie instrumentów dętych w „Goodbye My Joy” i „Mirage Avenue”, ciężkie hard rockowe riffy w „White Elephant”, „Slightly Inhuman” i „The Last King” czy pięknie rozwinięte motywy i solówki w „The Doosan Way” i „Galactice”. To wszystko i znacznie więcej znajdziecie na tym wspaniałym albumie, którego jeszcze bardziej chyba nie jestem w stanie polecić!
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version