ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Tempest
Turn Of The Wheel
(1996, album studyjny)

1. The Barrow Man (4:55)
2. Dunmore Lassies (3:16)
3. The Soul Cages (5:18)
4. Bogey's Bonnie Belle (7:34)
5. The Midnight Sun (4:14)
6. Winding Road (3:37)
7. Bonden Og Kråka (The Farmer And The Crow) (6:26)
8. For Three Of Us (3:39)
9. Nine Points Of Roguery (5:47)
10. Cat In The Corner (8:27)

   Czas całkowity: 53:13
Lief Sorbye: lead vocals, mandolins, octave mandolas, flute, harmonica, bodhran
Rob Wullenjohn: guitars and harmony vocals
Adolfo Lazo: drums
Jay Nania: bass
Michael Mullin: violin

Guests:
Keith Emerson: keyboards (#1)
Robert Berry: keyboards and harmony vocals
Jon Berger: violins and pennywhistle (#2)
Chojo Jacques: violin (#5,#6,#8)
Wyświetlony 3347 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba poniedziałek, 19 kwiecień 2010 20:43 napisane przez Paweł Tryba

    Kika tygodni temu popełniłem recenzję ostatniej (wtedy jeszcze) studyjnej płyty kolektywu Tempest. Od tego czasu ich dyskografia wzbogaciła się o jeszcze jedną pozycję, która, jak znam życie, w dystrybucji w Polsce znajdzie się dopiero za kilka miesięcy. Obgryzam ze zniecierpliwienia paznokcie, a tymczasem wracam do starych albumów zespołu, który jak żaden inny potrafi poprawić mi humor. Tak na dobrą sprawę zaryzykowałbym tezę, że Tempest swój styl wynaleźli już na początku swojej drogi, pod koniec lat 80. Teza weryfikowalna do końca nie jest, bo ich pierwsze trzy krążki, wydane własnym sumptem, są białymi krukami nawet za Wielką Wodą, o Europie nie wspominając. Ich fragmenty zawarli Tempest na ogólnodostępnych kompilacjach, ale na reedycje się nie zanosi. Od 'Turn Of The Wheel' rozpoczęły się dla załogi Liefa Sorbye lata tłuste - kontrakt z prężną wytwórnią Magna Carta i niezmienna współpraca z producentem Robertem Berry, którego Sorbye nazywa czasem szóstym członkiem zespołu. A brzmi 'Turn Of The Wheel' kubek w kubek jak następne wydawnictwa Tempest - wesoło, soczyście, bezpretensjonalnie! Tak stopić ludową nutę i rockowe rzemiosło potrafią nieliczni - a wśród tych nielicznych Tempest to ekstraklasa (tak, zabijcie mnie, ale wolę ich nawet od Jethro!).

    O tym, że nowy wydawca postanowił zafundować zespołowi sesję na bogato, najlepiej świadczy pierwszy utwór. Jest tu typowy Tempestowy żywioł - szalejące skrzypce Mike'a Mullena, bodhran, mandolina, jest solówka gitary, która mogłaby być ozdobą jakiejś hardrockowej piosenki. Ale też na początek dostajemy długie parlando, w którym Lief przybliża nam starą norweską legendę, zilustrowaną przez Tempest muzyką. W tle tejże recytatywy zaś mamy bardzo pomysłowy klawiszowy wstęp. Keyboardzista wycina też w środku utworu świetne solo - dzięki tym smaczkom Barrow Man nabiera progresywnego rozmachu. Nie ma co się dziwić - ten klawiszowiec to jeden z ojców-założycieli art rocka, Keith Emerson! Wielka nobilitacja dla kapeli! Co prawda lider ELP produkuje się tylko w jednym utworze, ale i w pozostałych słyszymy odpowiednio mocne klawisze - ich obsługą zajął się wspomniany Robert Berry. Co dalej? Zahaczamy o Szkocję (trawestacja tradycyjnej tamtejszej pieśni 'Bogey's Bonnie Belle'), znów o Norwegię (Sorbye lubi pośpiewać w języku przodków, w 'Bonden Og Kraka' ma ku temu okazję), jest kilka żwawych numerów autorstwa lidera, których wymieniać po kolei z tytułu nie ma sensu, bo każdy jest w podobnym klimacie, każdy zabójczo chwytliwy i każdy aż się prosi, żeby do niego zatańczyć. Pewnym urozmaiceniem jest wieńczący album 'Cat In The Corner', gdzie Tempest z sukcesem włącza do swojego stylu elementy reggae - leniwie bujającą sekcję rytmiczną i brzmienie wah-wah. Jak to u tego zespołu bywa - sporo tu instrumentalnego grania. Raz jako samodzielne medley, innym razem pieśń płynnie przechodzi w ludowy taniec. Oczywiście warto zwrócić uwagę na teksty, w których pan Sorbye najczęściej eksploruje dawne podania, ale też potrafi przemycić klimat, hmm.... egzystencjalny. .Kot jest w zaułku, gorzała w łepetynie, zło - tkwi w kobiecie, a ja sam na deszczu - mój bardzo wolny przekład początku 'Cat In The Corner'.

    Co ja tu jeszcze mogę napisać? Wymienić każdy tradycyjny instrumentalny utwór, jaki Tempest na 'Turn Of The Wheel' wykorzystali? Opisać historię rozwoju muzyki celtyckiej od pradziejów aż do ukoronowania w postaci Sorbye i jego kumpli? A po co? Ta płyta jest tak żywiołowa, że jej drobiazgowa wiwisekcja jest wręcz grzechem. To nie jest akademia ku czci, ale muzyka żywa i aktualna, choć miejscami sprzed kilkuset lat. Chwała tym grajkom, że nie popadli w niepotrzebny patos, tylko zagrali tak, że mam ochotę przy tym albumie poszaleć zamiast kontemplować dziedzictwo kulturowe. Amerykanie mają Tempest, my, chwalić Boga, mamy Kapelę Ze Wsi Warszawa czy Hoboud. Dzięki takim zespołom muzyka ludowa znów jest LUDOWA, została wydarta akademikom i ich Śląskom i Mazowszom. I za to się napiję. Najlepiej irlandzkiego piwa. 4/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version