ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Ciccada
A Child in the Mirror
(2010, album studyjny)

1. Ciccada (4:38)
2. Isabella Sunset (6:09)
3. Ένα παιδί στον καθρέφτη - A Child In The Mirror (6:00)
4. A Storyteller's Dream (7:08)
5. Raindrops (4:16)
6. An Endless Sea (5:27)
7. Epirus - A Mountain Song (4:58)
8. Elisabeth (7:08)
9. Η Στιγμή - The Moment (3:14)
10. A Garden Of Delights (8:23)

Czas całkowity:  57:45
- Evangelia Kozoni ( śpiew, akordeon, instr.perkusyjne )
- Nicolas Nikolopoulos ( flet, instr.klawiszowe i perkusyjne, śpiew, recorders )
- Yorgos Mouchos ( gitary  -akustyczna i elektryczna, śpiew )
- Omiros Komninos ( bas )
Wyświetlony 2553 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Wojtek Ludwig czwartek, 02 wrzesień 2010 20:21 napisane przez Wojtek Ludwig

    Zespół z Grecji grający rocka progresywnego. Hmm...! Szukam w pamięci znanych Greków; są ale nie w tym gatunku (Vangelis, Roussos). Z niedowierzaniem wkładam 'A Child In The Mirror' do odtwarzacza i... szczęka mi opada. Zasłuchany, rozmarzony odpływam. Ale po kolei: należy Wam się parę słów o grupie. Cofnijmy się do wiosny 2005. Wtedy to multiinstrumentalista Nicolas Nikolopoulos i gitarzysta Yorgos Mouchos postanowili grać grecki folklor zupełnie inaczej. Gdy do duetu doszła wokalistka Evangelia Kozoni, zaczęli już jako Ciccada występowac w rodzinnych Atenach. W roku 2009 z basistą Omirosem Komninosem i wraz z dużą grupą zaprzyjaźnionych muzyków wchodzą do mediolańskiego Effettonote Studio. Sesja trwa 9 miesięcy (są dogrywki w Atenach i mastering w izraelskim Tel-Avivie). Wreszcie w maju 2010 nakładem nowopowstałej włoskiej wytwórni Fading Records (nr 001) 'A Child In The Mirror' ujrzało światło dzienne.

    Stylowa okładka w zielonych odcieniach, z tytułowym odbiciem twarzy dziewczynki w lustrze sygnalizuje podróż w przeszłość. Gustowna książeczka ilustrowana pejzażami greckimi zawiera naturalnie wszystkie teksty i informacje o zespole. Muzyka grupy brzmi jak mieszanka Renaissance, Gentle Giant i Jethro Tull. Znawcy doszukają się jeszcze podobieństw z folkprogowcami ze Strawbs, Gryphona, Spirogyry czy fińskiej Viimy. Trzy utwory instrumentalne (1,4,8), dwa śpiewane po grecku (3,9), dwa mające zaledwie parę wersów tekstu (5,9). Jaki wniosek? Dużo miejsca dla improwizacji, stąd też jedenastoosobowa grupa dodatkowych muzyków. Album jest więc dla fanów muzyki improwizowanej. Instrumentów mamy tu od groma (dużo z lat 70.), zgromadzeni grać potrafią - cóż nam więcej potrzeba?

    - 01 - Ciccada - bas, klarnet i organy - patrz pan, że to pasuje do siebie. Tytułowy insekt (pamiętacie stary tekst Maanamu?) jest tak piękny, że sam sobie zadaje pytanie, co mnie tak kiedyś dręczyło wieczorami podczas urlopu na Krecie? Utwór instrumentalny, trochę walczykowaty, delikatnie obrabiają flety, czasami akcentuje elektryczna gitara, czasami melotron i hammond. Bajka.
    - 02 - Isabella Sunset - skrzypce w molowej tonacji meldują, że nie będzie łatwo. Anielski wokal pani Kozoni tak od razu mi nie wchodzi (na to potrzeba kilku przesłuchań, ale potem jest już dobrze). Fajne zwolnienia tempa z muzyką kameralną, pojawiają się ciągle nowe instrumenty (saksofon, akordeon).
    - 03 - A Child In The Mirror - nie myślałem, że i klimaty jazzowe tu zawitają (Canterbury). Grecki tekst wcale nie przeszkadza, bo już w 3 minucie zaczynają się improwizacje. Nowość - trąbka.
    - 04 - A Storyteller's Dream - drugi instrumentalny kawałek, liczne zmiany tempa. Fleciki, dzwoneczki, la-la-wokalizy. Muzyka dawna na całego (stary Glass Hammer), długie solo na hammondzie. Sam nie wiem kiedy te 7 minut minęło.
    - 05 - Raindrops - znowu dzwoneczki z fletem - prawdziwa idylla. Śpiew nimfy (Renaissance), stary fortepian fendera, brak perkusji.
    - 06 - An Endless Sea - to właśnie tu jest tylko parę wersów tekstu. Muzycy mogą sobie trochę ostrzej pograć (szczególnie gitarzysta). Bardzo dobry kawałek.
    07 - Epirus - A Mountain Song - prawie jak Annie Haslam (Renaissance) - majestatycznie i kameralnie zarazem. Kończy długie solo gitarowe.
    08 - Elisabeth - ostatni instrumental. Uwielbiam Ciccadę za takie granie. Może następna płyta będzie bez wokalistki? W tym utworze zapachniało mi Gentle Giant i Camel.
    - 09 - The Moment - drugi po grecku śpiewany kawałek z małą ilością tekstu. Zamykamy oczy i wyobrażamy sobie folklorystyczną grupę tańczącą na rynku małego miasteczka.
    - 10 - Garden Of Delights - wejście niczym w Jethro Tull. Najdłuższy i chyba najpiękniejszy utwór z całej płyty. Dużo się tu dzieje - karkołomne przejścia przemieszane z cichymi momentami (cecha Ciccady?). Aż pięciu dodatkowych muzyków poważnie wzbogaca brzmienie.
    Prawie godzinny album, a nie ma tu słabych miejsc - wypełniaczy. To prawdziwy majstersztyk: mógłby śmiało ukazać się w latach 70., ale wyśmienita, nowoczesna produkcja wskazuje jednak na dzisiejsze czasy. Ode mnie maksymalna ilość punktów i kandydatura do progresowego Top Ten 2010.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version