ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Gli Alluminogeni
Scolopendra
(1972, album studyjny)

1. La Natura e l'Universo (7:58)
2. Scolopendra (3:43)
3. Che fumo c'è (2:47)
4. La Stella di Atades (4:39)
5. Thrilling (7:07)
6. Cosmo (3:34)
7. Pianeta (6:54)

Total Time: 38:04
- Patrizio Alluminio / keyboards, vocals
- Enrico Cagliero / guitar, bass
- Daniele Ostorero / drums
Wyświetlony 2466 razy
Inne albumy wykonawcy: Geni Mutanti »

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król środa, 06 lipiec 2011 09:38 napisane przez Aleksander Król

    Grupa powstała w 1966 roku, założona przez pięciu przyjaciół podczas wakacji na Włoskiej Riwierze. Bardziej dla zabawy, niż sztuki. Ale łączyła ich poza przyjaznią, wielka pasja gry - więc przetrwali. Po kilku zmianach nazw i małych rotacjach personalnych, w 1969 roku ukształtował się ostateczny skład zespołu: trio - Patrizio Alluminio / keyboards, vocals
    - Enrico Cagliero / guitar, bass
    - Daniele Ostorero / drums
    Przyjęli nazwę Gli Alluminogeni. Pierwszy singiel nagrali w 1970 roku, jednocześnie dużo koncertowali. Do historii przeszedł ich legendarny już koncert w Cantagiro, gdzie zagrali dla 15000 ludzi. W 1971 roku włoski magazyn muzyczny Cairo określił ich jako trzecią kapelę na rynku, za Formuła 3 i New Trolls, ale za to przed takimi potęgami jak LeOrme... Miesiąc pózniej weszli do studia. Zarejestrowali swój debiutancki materiał, któremu dali tytuł Scolopendra. W formie płyty ukazał się w marcu 1972 roku. 7 utworów, 38 minut muzyki. Kilka miesięcy potem grupa już nie istniała... Epidemia? Coś w tym jest..
    Pozostało po nich owe 38 minut muzyki, pokazującej nie to czym ten zespół był tylko czym MÓGŁ być! Potencjał mieli nieprawdopodobny, faceci z Cairo nie kłamali. Natomiast sama płyta jest trochę nierówna, jakby niedokończona. Kiepsko nagrana i jeszcze gorzej wyprodukowana. Perkusja momentami brzmi jakby Daniel grał na tekturowym pudle... Tradycyjnie najsłabszym ogniwem jest wokal. Ponarzekałem, teraz pora na pozytywy... a cała reszta to pozytywy! Przede wszystkim klawisze - Patrizzio wiedział co z nimi robić, instrumentarium też miał bogate, bo i hammondy i melotron i fortepian są na najwyższym poziomie. Brzmienie grupy jest bardzo surowe, (nie wiem na ile jest to zamierzone, a na ile wynikiem kiepskiej produkcji...) - są tacy którzy twierdzili że już w momencie ukazania się płyty, brzmiała ona archaicznie. Jest to mix brzmień końcówki lat 60-tych, bluesa i rocka, z elementami wczesnego progresu (głównie za sprawą doskonałej gry klawiszy). Są tu naprawdę świetne, wręcz porywające fragmenty (nawet dość długie)sprawiające że słucha się tego naprawdę z dużą frajdą. I mimo że płyta nie może się równać z Wielkimi Płytami włoskiej Złotej Ery, jest jej solidną i godną poznania podstawą. Polecam maniakom włoszczyzny i surowych brzmień przełomu lat 60/70-tych.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version