ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Haikara
Haikara
(1972, album studyjny)

1. Köyhän pojan kerjäys - The Beggings of a poor boy (5:41)
2. Luoja Kutsuu - The Lord asks for you (7:45)
3. Yksi Maa & Yksi Kansa - One Land & One Nation (9:33)
4. Jälleen on meidän - It's ours again (10:56)
5. Manala - Underworld (10:37)
- Vesa Lehtinen ( vocals, tamburine, cow bell, Eberhard Faber 1146 No. 2 )
- Vesa Lattunen ( vocals, electric & acoustic guitar, piano, organ, bass )
- Harri Pystynen ( flute, Tenor saxophone )
- Timo Vuorinen ( electric bass )
- Markus Heikerö ( drums, tubular bells, triangle )

oraz:
Matti Tuhkanen, Timo Vuorinen, Seppo Peltola, Kaj Backlund, Mircea Stan & Markku Johansson
Wyświetlony 5069 razy
Inne albumy wykonawcy: Geafar »

1 komentarz

  • Link do komentarza Wojtek Ludwig piątek, 13 sierpień 2010 14:16 napisane przez Wojtek Ludwig

    Finlandia już dawno nie jest 'białą plamą' na mapie muzycznej Europy. Inaczej działo się w latach 70. Wtedy znane grupy fińskie można było policzyć na palcach jednej ręki. Czołówkę stanowili: Wigwam, Tasavallan Presidentti i Haikara. Pierwsze dwa zespoły śpiewały po angielsku żeby się przebić. Haikara została przy języku ojczystym - no i kto o nich słyszał? Dla nas Polaków język fiński kojarzy się z węgierskim. Nasłuchaliśmy się tej Omegi, LGT, Scorpio czy Berghendy i jakoś nie narzekaliśmy na brak znajomości języka (to już gdzieś w głowie pozostanie). I tak też trzeba słuchać Haikary. W latach 70.
    grupa nagrała 3 płyty i w 1978 roku zawiesiła działalność. Niespodziewanie reaktywowała się w 1998. Do dzisiaj bierze udział w projektach progresywnych spod znaku Colossus (Tuonen Tyran, Kalevala, Spaghetti Epic). Wróćmy jednak do 1972 roku. Wtedy to piątka muzyków wydała swój pierwszy album zatytułowany po prostu Haikara (to trochę taka kombinacja z tłumaczeniem nazwiska perkusisty, które dla Anglików brzmi jak słowo bocian). Grupa miała w składzie trzech oryginałów: Vesa Lattunen - grał wcześniej na kontrabasie w orkiestrze symfonicznej w Lahti, Harri Pustynen - grał w tejże orkiestrze na flecie (a miał już za sobą rok terminowania w orkiestrze wojskowej) i Markus Heikkerö (dawca nazwy dla grupy) - oprócz bębnienia umiał jeszcze świetnie malować (okładki są jego dziełem). No właśnie - ciekawa okładka, zaproszona do nagrań duża grupa
    'dęciaków', flecista grający na saksie, perkusista używający dzwonów rurowych - to zachęca do przesłuchania. I tu zaczynają się schody. W skrócie nazwę to ich granie progresywnym jazzrockiem z folkowo-klasycznymi elementami, z dominującą sekcją instrumentów dętych, które nieźle potrafią dowalić, miejscami odjazdowo jamując. Są oczywiście spokojniejsze fragmenty i tu kłania się scena Canterbury (Caravan). Przez dęciaki jednak brzmi to bardziej na If, Warm Dust czy Samurai.

    01 - Köihän pojan kerjäys - trochę humorystycznie brzmi ten pierwszy utwór, chociaż taką capstrzykową polkę już kiedyś słyszałem (Leningrad Cowboys). 'Umpa umpa' i do tego fiński wokal - wszystkiego najlepszego.

    02 - Luoja Kutsuu - no jest dużo lepiej. Wiolonczela z fletem inicjują melodyjny motyw, dęciaki z dzwonami rurowymi w tle. Wokalista swojsko śpiewa (powiało Omegą) a i solo gitary też brzmi jakoś z węgierska. Zmiany tempa wprowadzają nas w świat prawdziwego prog rocka. Dobre granie.

    03 - Yksi Maa & Yksi Kansa - posłuchajcie tego wstępu. Toż to wykapana Omega. Ale żeby było śmieszniej, melodia kojarzy mi się z finałem 'Cienia wielkiej góry' naszej Budki Suflera. Psychodeliczne solo gitary, marszowy rytm, mała orgia brass-sekcji (BS & T) i znowu wraca Budka z kotleciarską perkusją. Oj dzieje się, dzieje.

    04 - Jälleen on meidän - a tu w roli głównej znalazł się saksofon (nie wiem czemu kojarzy mi się z naszym Nahornym). Gitara i bas improwizują aż miło, bębny jak w King Crimson - robi się odjazdowo (Czy masz papierosa?) i do tego superkowskie zakończenie.

    05 - Manala - to z pewnością najlepszy utwór na płycie. Spokój wprowadzony przez akustyki mącą dęciaki ('Larks' Tongues In Aspic' KC). W szóstej minucie zaczyna się wszystko kotłować, wraca jednak znany nam motyw ciągnięty przez brzęczącą gitarę, przejmujący wokal i...to już koniec.

    44 minuty minęły. Fajnie było, jak w starej bajce. Jako Retromaniak, wystawiam oczywiście tej płycie maksymalną ilość punktów.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version