ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Pineapple Thief, The
3000 Days
(2009, album kompilacyjny, 2CD)

CD1
01. God Bless The Child
02. Shoot First
03. Part Zero
04. 137
05. We Love You
06. Clapham
07. Dead In The Water
08. Kid Chameleon
09. Tightly Wound (Acoustic)
10. Remember Us

CD2
01. The World I Always Dreamed Of
02. Wretched Soul
03. All You Need To Know
04. Vapour Trails
05. How Did We Find Our Way
06. I Will Light Up Your Eyes
07. Subside
08. Private Paradise
09. Snowdrops
10. Too Much To Lose
- Bruce Soord (śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe)
-
Jon Sykes (bas)
Keith Harrison (perkusja)
-
Steve Kitch (instrumenty klawiszowe)
-
Wayne Higgins (gitary)
-
Matt O'Leary (instrumenty klawiszowe)
Wyświetlony 3645 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Arkadiusz Cieślak poniedziałek, 07 wrzesień 2009 23:22 napisane przez Arkadiusz Cieślak

    "Prywatny raj"

    Poważyłem się na bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Właściwie to nawet podwójnie ryzykowne i niebezpieczne. Z jednej strony wziąłem się za recenzję płyty zespołu, którego do tej pory prawie w ogóle nie znałem, a z drugiej jest to płyta składankowa, przekrojowa. Dlaczego zatem zdecydowałem się na takie posunięcie? Przede wszystkim dlatego, że ten album po prostu mi się spodobał, a jeśli kogokolwiek ciekawią szczegóły mojego spotkania z "3000 Days", to zapraszam do lektury tej recenzji.

    Podwójny album składankowy ukazuje się w rok po przejściu zespołu pod skrzydła wytwórni Kscope, której dystrybutorem w Polsce jest Rock Serwis. Podpisanie kontraktu z tak uznaną i znaną firmą pozwoliło na dotarcie muzyki The Pineapple Thief do szerszych rzesz odbiorców, a muzycy, idąc niejako za ciosem, postanowili powiększyć jeszcze to zainteresowanie i wydali omawianą przeze mnie płytę. Na dwa krążki CD trafiły nagrania z całej 10-letniej już kariery grupy. Wszystkie utwory poddano starannemu masteringowi, a wytwórnia Kscope jak zwykle postarała się o przepiękne wydanie płyty. Pudełko, które samo w sobie jest bardzo nowoczesne i funkcjonalne, opakowane zostało w sztywną obwolutę, która nie dość, że podkreśla wygląd całości, to jeszcze dodatkowo chroni zawartość przed porysowaniem. Samo pudełko jest nieco inne niż dotychczas spotykane. Przyznam się szczerze, że nie miałem do tej pory okazji zapoznać się z takim rozwiązaniem. Wielkościowo nie różni się ono od tradycyjnego, ale przebija je funkcjonalnością i estetyką. Zaokrąglone rogi nadają płycie bardziej przyjaznego kształtu, a pomysłowe zatrzask chroni przed przypadkowym otwarciem. Dodatkowym plusem jest według mnie wkładka, która pozwala na odczytanie tytułu i wykonawcy z wszystkich czterech grzbietów pudełka. To z kolei pozwala na dowolne ulokowanie płyty na półce. Stonowana i utrzymana w sepii kolorystyka daje poczucie obcowania z czymś wyjątkowym, choć przecież nie okładka czyni płytę.

    Nie umiejscowiłbym muzyki The Pineapple Thief w głównym nurcie progresywnym. Bliżej jej raczej do stylistyki bardziej alternatywnych brzmień, gdzieś w okolicach Muse czy Smashing Pumpkins, a do tego słyszę tutaj charakterystyczne dla Porcupine Tree melancholijne elementy, które nadają tej twórczości przystępniejszego charakteru. Przystępność ta może być czasami dość pozorna i złudna, a szczególnie nie polecam słuchać tej muzyki w samochodzie. Zdecydowanie lepiej odbiera się ją w skupieniu, w zasłuchaniu, wtedy oddaje ona to, co ma najlepsze. Dotyczy to zarówno utworów krótszych, kilkuminutowych, jak i tych bardziej rozbudowanych ponad 10-minutowych. Ewenementem zupełnym jest dla mnie nagranie Private Paradise, które trwa prawie 12 minut, ale nie jest bynajmniej wielowątkowym, skomplikowanym progrockerem, lecz pozornie tylko rozwlekłą, przepiękną piosenką, zakończoną jeszcze piękniejszą solówką na gitarze. Muzycy The Pineapple Thief mają naprawdę talent do tworzenia niebanalnych melodii, do których wcale nie potrzeba zbyt ambitnego instrumentarium. Wystarczy tylko klasyczna gitara, pianino, tamburyno i oczywiście znakomity wokal. Tak jest chociażby w balladowym utworze "Snowdrops", czy w przepięknej akustycznej wersji nagrania "Tightly Wound". Kiedy jednak trzeba, to dlaczego nie uderzyć, nie drapnąć alternatywno-rockowym szponem. Tak jest chociażby z otwierającym pierwszy krążek utworem "God Bless The Child" czy takimi kompozycjami jak: "Part Zero", "Dead In The Winter" i "Wretched Soul". Natomiast jeśli rzeczywiście wolimy bardziej progresywne, złożone i kompleksowe granie, to również spokojnie możemy zakupić "3000 Days". "Remember Us" na pewno nie pozwoli o sobie zapomnieć, tym bardziej, że trwa prawie 17 minut. W tym nagraniu, które mnie osobiście powaliło i oczarowało, słychać ogromny rozmach, pomysłowość i zdolność kompozytorską. Po powoli budowanym napięciu w części pierwszej, przechodzimy do spokojnego i wyciszonego środka, aby na koniec zasłuchać się w rytmiczne takty, którym akompaniuje "gęsioskórotwórcza" gitara. Tak właśnie kończy się pierwsza płyta tego zestawu i jak się wtedy czujemy? Po prostu nienasyceni i spragnieni więcej. Nie ma jednak powodu do obaw, nasz odtwarzacz również jeszcze się na zagrzał i spokojnie może przyjąć drugi krążek, który rozpoczyna ewidentny przebój zatytułowany "The World I Always Dreamed Of". "Keep on going, keep on going" - zachęca wokalista Bruce Soord i aż się pragnie zaśpiewać razem z nim.

    Ze składankami bywa różnie, każdy to wie, ale nawet wśród nich zdarzają się pozycje wyjątkowe. Do takich zaliczyć niewątpliwie trzeba "3000 Days" The Pineapple Thief. Podstawowym atutem tego zestawu jest ogromna różnorodność zawartego materiału, utrzymana jednak w jednolitej i określonej stylistyce zespołu. To pozorny paradoks, ale mam na myśli to, że zespół stać na zagranie muzyki spokojnej, wyciszonej, innym razem niezwykle przebojowej i melodyjnej, a jeszcze kiedy indziej uderzyć w nas czymś mocniejszym, drapieżniejszym i po prostu żywszym. Ta muzyka jest niczym kalejdoskop, bogata, zmieniająca się i wielobarwna. To jest muzyka dla osób wrażliwych, wyczulonych na piękne nuty, które tylko pozornie są ukryte. Każdy, kto potrafi szukać, kto jest cierpliwy na pewno się nie zawiedzie.

    Zostałem urzeczony i oczarowany zespołem The Pineapple Thief, a właściwie ich muzyką. Ich twórczość wypełniła lukę pomiędzy Porcupine Tree a Smashing Pumpkins. Mam nadzieję, że spotkanie z pełnowymiarowymi płytami grupy dostarczą mi kolejnych dowodów na potwierdzenie tezy, że to muzycy wyjątkowi. Myślę, że osobom, które znają The Pineapple Thief, to zapewne nie znajdą w mojej recenzji nic ciekawego, może nawet wręcz będą ze mną polemizować. Z drugiej jednak strony liczę, że być może kogoś zachęcę do sięgnięcia po tę płytę. Jestem przekonany, że nie będziecie żałować, satysfakcja gwarantowana. Znajdziecie tutaj świat, o którym zawsze marzyliście ("The World I Always Dreamed Of"), a wszystko, co musicie wiedzieć ("All You Need To Know"), to to, że nie macie zbyt wiele do stracenia ("Too Much To Lose"). Ja natomiast wiem, że znajdziecie tu swój własny prywatny raj ("Private Paradise").

    4/5
    Arkadiusz Cieślak

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version